Libia świętuje trzecią rocznicę rewolucji, która obaliła dyktaturę Muammara Kadafiego. W specjalnym wystąpieniu premier Ali Zeidan, który w ubiegłym roku został na krótko uprowadzony przez bojowników, powiedział, że rewolucja zrealizowała swoje cele poprzez zakończenie tyranii i zdobycie wolności słowa. Przyznał zarazem, że Libijczycy wciąż stoją wobec wyzwań.

Ulice miast są przystrojone flagami rewolucyjnymi i kolorowymi światłami. Wielu Libijczyków uważa jednak, że nie ma czego świętować. Nie ma z czego być dumnym - napisał na twitterze jeden z mieszkańców Trypolisu. Zgadza się z tym student uniwersytetu, Ahmed Fitouri. Jego zdaniem, nic nie udało się osiągnąć przez te trzy lata. "Utkwiliśmy w martwym punkcie" - mówi.

Po obaleniu Muammara Kadafiego władzę przejęła Libijska Rada Narodowa. Jednak od tego czasu kolejnym rządom nie udało się rozbroić lokalnych bojówek, które przyczyniły się do zwycięstwa nad Kadafim, ale po jego śmierci nie chciały podporządkować się władzy w Trypolisie.

Przez następne lata w Libii nie udało się uchwalić nowej konstytucji. Z tego powodu w ostatnich dniach tymczasowy parlament przedłużył sobie mandat o rok. Wywołało to masowe protesty w Trypolisie. Libijczycy stracili bowiem zaufanie do nowych, zmieniających się co kilka miesięcy władz. Sytuacja gospodarcza w kraju dotąd nie poprawiła się. W Libii wciąż dochodzi też do walk plemiennych i zamachów. We wrześniu 2012 roku w ataku w Benghazi zginął amerykański ambasador w Libii Christopher Stevens.