W stolicy regionu - milionowym Doniecku nie otwarto ani jednego lokalu. Nic dziwnego - okręgowe komisje już od ponad dwóch dni były zablokowane.

Bojówki separatystów rozgromiły siedziby komisji - zastraszały ich członków, dochodziło do porwań. Jak mówił Polskiemu Radiu Jewhen Nasadiuk z jednej z komisji w Doniecku, do siedziby jego komisji trzy dni temu przyszli uzbrojeni separatyści, zrobili przeszukanie i porwali szefa komisji.

Do tej pory nie wiadomo, co się z nim dzieje. - W takich warunkach nie dało się pracować - podkreśla mieszkaniec Doniecka. Nie było żadnej informacji o rozmieszczeniu lokali wyborczych. Nieliczni mieszańcy Doniecka, którzy mieli nadzieję na to, że jednak oddadzą swój głos, podchodzili do miejsc, gdzie zawsze były lokale wyborcze, i odchodzili z niczym.

W samym obwodzie donieckim otwarto jedynie jedną piątą lokali. Powód ten sam - zastraszanie przez separatystów. Nawet na te lokale, które otwarto, bojówki dokonywały napadów - niszczyły urny i wynosiły karty do głosowania.

W wyniku tego głos oddało nieco ponad 10 procent uprawnionych do głosowania mieszkańców obwodu donieckiego.