Zbyt grubi, żeby walczyć – krzyczały kilka dni temu nagłówki brytyjskich gazet w reakcji na niepokojące doniesienia płynące z tamtejszego ministerstwa obrony. Jak się okazało, między marcem 2011 a 2014 r. ponad 32 tys. żołnierzy obu płci w służbie Jej Królewskiej Mości oblało coroczny, podstawowy egzamin sprawnościowy. To znaczy, że co dziesiąty wojak nie był w stanie w określonym czasie – zależnym od wieku – ukończyć biegu na dystansie 1,5 mili (2,4 km) i wykonać danej liczby pompek i brzuszków.

Równie niepokojące doniesienia dochodzą zza oceanu. Jeszcze w 2007 r. armia amerykańska pozbyła się ok. 100 otyłych żołnierzy. Pięć lat później takich przypadków było 15 razy więcej. W 2008 r. prawie jedna czwarta sił zbrojnych Kanady miała indeks BMI (z ang. body mass index, proporcja masy ciała do kwadratu wzrostu) wyższy niż 30 – wartość, za pomocą której Światowa Organizacja Zdrowia definiuje otyłość. Popuszczają pasa także żołnierze naszego sąsiada zza Odry. Już kilka lat temu tamtejsze federalne ministerstwo obrony alarmowało, że czterech na dziesięciu ma nadwagę.

O ile doniesienia o niemieszczących się w mundurze żołnierzach elektryzują za każdym razem opinię publiczną, o tyle problem – przynajmniej na Wyspach – nie jest nowy. Już w 2009 r. okazało się, że w brytyjskiej armii jest 3,8 tys. osób, których nie można wysłać na misję zagraniczną, a 8,2 tys. może na takowej służyć tylko w ograniczonym zakresie. Faktem jednak jest, że generałowie niechętnie mówią o tym problemie. Indagowani przez media nie podali konkretnych informacji, w której części armii służą te prawie 4 tys. PUD, czyli „personnel unable to deploy” (niezdolni do wyjazdu).

Problem otyłości jest szczególnie bolesny w USA, gdzie dotyka on przedstawicieli wszystkich chyba grup społecznych – w tym wojskowych. Jak wynika z danych Departamentu Obrony, ok. 13 proc. osób znajdujących się w służbie czynnej w wieku 20 lat i więcej może zostać zakwalifikowanych jako otyłe według indeksu BMI. Najwięcej takich osób znajdowało się w siłach lądowych (16,1 proc.), najmniej – w korpusie marines (5 proc.). Biorąc pod uwagę, że Amerykanie mają zamiar ograniczyć liczebność sił zbrojnych z 570 do 490 tys. w 2017 r., jedno jest pewne – żołnierze niemogący wcisnąć się w mundur będą jednymi z pierwszych, którym Wuj Sam podziękuje za służbę.

Pentagon podchodzi jednak do kwestii otyłości poważnie. Zresztą robią tak nie tylko obecni wojskowi, ale także emerytowani. W końcu brak odpowiedniej liczby zdrowych rekrutów to zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Między innymi dlatego „Mission: Readiness” – grupa byłych generałów wszystkich rodzajów sił zbrojnych – apeluje o walkę z otyłością zwłaszcza wśród młodych ludzi. Tłumaczy, że jedna piąta dzisiejszych młodych mężczyzn nie kwalifikuje się do służby wojskowej z powodu otyłości. Jest też wymiar finansowy: są szacunki wskazujące, że problemy zdrowotne związane z otyłością kosztują Departament Obrony rocznie ok. miliarda dolarów.

Nie najlepiej sytuacja wygląda też w Polsce. Pod koniec maja wojskowi lekarze na łamach „Polski Zbrojnej” skarżyli się, że spośród badanych przez nich żołnierzy wysyłanych na misje zagraniczne na stanowiska bojowe ponad połowa miała nadwagę lub otyłość. Ich zdaniem jeszcze w połowie lat 90. nasi żołnierze byli w doskonałej kondycji, a pierwsze symptomy pogorszenia miały się pojawić w 2000 r., kiedy okazało się, że nadwaga lub otyłość to problem 60 proc. pilotów.

Pod koniec 2012 r. minister obrony Tomasz Siemoniak zapowiedział, że jego resort zaangażuje się w promocję sportu wśród żołnierzy, po to aby poprawić wyniki okresowych sprawdzianów. Na razie ministerstwo poluzowało przepisy mówiące o tym, że dwie niedostateczne oceny z testu powodują wydalenie ze służby. Teraz żołnierze mogą podchodzić do sprawdzianu, aż dostaną dobrą ocenę.

Są kraje, które borykają się z problemem odwrotnym niż zachodnie armie, a mianowicie z niedowagą. W Rosji do niedawna generałowie mogli przebierać wśród rekrutów jak w ulęgałkach, w związku z czym obowiązywał zakaz przyjmowania do służby osób z niedowagą. Problemy demograficzne zaczęły jednak być odczuwalne także w armii, w związku z czym zakaz zniesiono. Od początku tego roku chudzielcy mogą przywdziać uniform Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.

Dotychczasowe reguły stanowiły, że rekrut, który ma orzeczoną przez wojskową komisję lekarską niedowagę, nie mógł czuć się zwolniony ze służby. Takie orzeczenie oznaczało bowiem jedynie odroczenie terminu wcielenia do wojska o rok, w czasie którego przyszły żołnierz miał się znajdować pod obserwacją medyczną. Problem niedowagi stał się na tyle poważny, że rosyjskie ministerstwo obrony rozwieszało w miastach billboardy informujące o tym, jak ważne jest zdrowe odżywianie. Promowano hasło: „Dobrze najedzony – gotowy do boju”.