Tamara Popowa i jej koledzy są zdeterminowani: nie chcą jechać do Rosji. Podczas gdy w mieście trwają walki pomiędzy rebeliantami i oddziałami wojsk rządowych, około 130 dzieci mieszkających w Donieckim Domu Dziecka Nr 1. znalazło się w samym środku wojennych przepychanek.

Tak bardzo chcą nas stąd zabrać, że to nie wydaje się być normalne. Normalni ludzie zapytaliby nas o zdanie. Mówiliśmy im, że to jest niezgodne z prawem, że mamy tu braci i siostry. Ale wtedy oni zaczęli przeklinać i mówić, że to oni wiedzą co jest zgodne z prawem, a co nie jest - opowiada Tamara.

Kiedy tak usiłowali nas stąd zabrać, wszyscy płakali. Nie wiem w jaki sposób będą nas tutaj teraz traktować - dodaje Jelena Im, również mieszkanka domu dziecka.

Dziewczynki twierdzą, że separatyści zabrali im paszporty.