Trwająca w Hiszpanii kampania przed lokalnymi wyborami zamieniła się w rywalizację na obietnice dotyczące podatków i poprawy sytuacji bytowej. Prawdopodobnie po raz pierwszy, głosowanie zostanie poprzedzone debatą liderów największych ugrupowań - tak jak to bywa przed wyborami parlamentarnymi.

Obserwując kampanię można by pomyśleć, że w Hiszpanii wkrótce zostanie wybrany rząd i parlament. W wiecach uczestniczą kierujący partiami i to oni, a nie ubiegający się o fotele burmistrzów apelują o poparcie. Ci, którzy chcecie zmienić Madryt, głosujcie na robotniczą partię socjalistyczną - apelował jej lider, Pedro Sanchez.

Lewica obiecuje zmniejszenie podatków, podniesienie minimalnej płacy, stworzenie funduszu na rzecz tworzenia nowych miejsc pracy i zakończenie z eksmisjami z mieszkań. Prawica zapowiada obniżenie podatków od spadków, usprawnienie służby zdrowia i walkę z korupcją. Kampania rozpoczęła się nerwowo. Tylko w Katalonii czterokrotnie zaatakowano jej uczestników, a w Andaluzji postrzelono kierowcę samochodu wiozącego kandydatów rządzącej Partii Ludowej.