Izraelska policja ustawiła nowe punkty kontrolne przy wjeździe do arabskich wiosek w rejonie Jerozolimy oraz do niektórych arabskich dzielnic miasta. Niemal całkowicie zamknięto dzielnicę Dżabal Mukaber, skąd mieli pochodzić napastnicy, którzy wczoraj zabili trzech Izraelczyków.

Władze zdecydowały też o wprowadzeniu na ulice większych miast sześciu kompanii wojska, które mają pomóc policji. Już teraz bezpieczeństwa na ulicach pilnuje około 300 żołnierzy. Według zapowiedzi rządu, domy Palestyńczyków, którzy dopuścili się aktów terroru, zostaną zburzone, a na ich miejscu nie będzie można niczego budować. Rodziny takich osób mają zostać pozbawione prawa pobytu w Jerozolimie.

Sami Palestyńczycy krytykują decyzje Izraela. Myślę, że to zbiorowa kara dla nas. Ale izraelski rząd nie osiągnie w ten sposób tego, co zamierza. Spokój można osiągnąć tylko poprzez stworzenie państwa palestyńskiego - mówi palestyński mieszkaniec Jerozolimy Khader. Organizacja praw człowieka Human Rights Watch ostrzega, że wprowadzanie kolejnych restrykcji nie rozwiąże sytuacji, a jedynie zaogni i tak już napiętą atmosferę.

Codzienne ataki nożowników i zamieszki na Zachodnim Brzegu trwają od początku miesiąca. Są odpowiedzią na żądanie przez ultraortodoksyjne żydowskie grupy prawa dostępu do Wzgórza Świątynnego w Jerozolimie. Wczoraj, w najbardziej krwawym od wielu miesięcy dniu na terenach izraelsko-palestyńskich zginęło trzech Izraelczyków, a rannych zostało ponad 300 Palestyńczyków.

W sumie, od początku miesiąca na terenach izraelsko-palestyńskich w atakach nożowników i w zamieszkach zginęło ośmiu Izraelczyków, 18 Palestyńczyków oraz kilkunastu zamachowców. Ponad tysiąc osób zostało rannych.