Dowództwo armii syryjskiej poinformowało w oświadczeniu, że amerykański atak spowodował śmierć sześciu osób oraz obrażenia u kilku innych, a także wyrządził znaczne szkody. W komunikacie wojska atak nazwano "jawnym aktem agresji", który stawia USA w jednym szeregu z Państwem Islamskim, Dżabhat Fatah al-Szam (dawniej: Front al-Nusra) i innymi "organizacjami terrorystycznymi". Oceniono też, że atak szkodzi walce z terroryzmem, prowadzonej przez syryjskie siły rządowe.

Wcześniej opozycyjne Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że atak spowodował śmierć co najmniej czterech syryjskich wojskowych, w tym jednego oficera, oraz wyrządził szkody materialne.

Wypowiadający się anonimowo przedstawiciel Pentagonu, cytowany przez Reutera, powiedział, że atak USA na syryjską bazę wojskową to "jednorazowa" operacja oraz że obecnie nie planuje się dalszego eskalowania konfliktu.

Syryjski minister informacji Mohammed Ramiz Turdżuman ocenił w rozmowie z telewizją państwową, że nalot USA na bazę Szajrat był ograniczony w czasie i przestrzeni, zgodnie z oczekiwaniami. Zapytany o ewentualną reakcję ze strony Rosji, Turdżuman powiedział, że Moskwa przygotowuje oświadczenia potępiające atak. Zaznaczył jednak, że nie oczekuje, by doszło do jakiejkolwiek eskalacji militarnej.

Nie jest jasne, jaka dokładnie jest skala zniszczeń dokonanych przez siły USA w Szajracie. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że zaatakowana baza lotnicza została niemal całkowicie zniszczona, podczas gdy według libańskiej telewizji Al-Majadin armia syryjska zdążyła ewakuować większość samolotów. Z kolei agencja RIA Nowosti, powołując się na anonimowego pracownika bazy, podała, że wszystkie stacjonujące tam samoloty zostały całkowicie zniszczone.

Rosyjskie MSZ poinformowało, że Moskwa wezwała Radę Bezpieczeństwa ONZ do przeprowadzenia nadzwyczajnego posiedzenia w celu przedyskutowania sytuacji po ataku, nazywając go aktem agresji wobec suwerennej Syrii. USA dokonały w nocy z czwartku na piątek nad ranem ataku na bazę lotnictwa syryjskiego z użyciem 59 pocisków samosterujących Tomahawk. Była to odpowiedź na wtorkowy atak bronią chemiczną na opanowane przez rebeliantów miasto Chan Szajchun, o który Waszyngton oskarżył prezydenta Syrii Asada.

Dzisiejszej nocy rozkazałem przeprowadzenie precyzyjnego ataku na bazę lotniczą w Syrii, skąd został dokonany atak z użyciem broni chemicznej. Powstrzymanie i przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu śmiercionośnej broni chemicznej leży w żywotnych interesach bezpieczeństwa USA - powiedział prezydent Donald Trump we wcześniej przygotowanym oświadczeniu nadanym z jego rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie, gdzie podejmuje właśnie przywódcę Chin Xi Jinpinga. Przedstawiciele Białego Domu nie ujawnili, czy Xi został uprzedzony o planowanym ataku.

Zdaniem Trumpa nie ma wątpliwości, że Syria użyła śmiercionośnej broni chemicznej wobec swojej ludności. Wezwał wszystkie cywilizowane państwa do przyłączenia się do USA w celu położenia kresu rozlewowi krwi w Syrii.

Jak poinformował szef Pentagonu James Mattis, atak z użyciem pocisków manewrujących Tomahawk został przeprowadzony o godzinie 20.45 czasu waszyngtońskiego w czwartek (2.45 czasu polskiego w piątek), by zminimalizować ofiary w ludziach. O planowanym ataku Pentagon poinformował wcześniej dowództwo sił rosyjskich stacjonujących w Syrii, by uniknąć przypadkowych rosyjskich ofiar.

Celem ataku, przeprowadzonego z dwóch amerykańskich niszczycieli USS Porter i USS Ross we wschodnim rejonie Morza Śródziemnego, była baza lotnictwa syryjskiego Szajrat w prowincji Hims. Według amerykańskiego wywiadu to z tej bazy wystartował samolot syryjskiego lotnictwa wojskowego, który we wtorek zrzucił bombę ze śmiercionośnym gazem bojowym sarinem na miejscowość Chan Szajchun. Według syryjskich obrońców praw człowieka w ataku tym zginęło 86 osób, w tym 30 dzieci.

Poparcie dla ataku USA w Syrii wyraziły m.in. Wielka Brytania, Francja, Izrael, Arabia Saudyjska i Japonia. Potępiły go Rosja i Iran, a Chiny zaapelowały do stron konfliktu o znalezienie politycznego rozwiązania.