Po zerwaniu rozmów koalicyjnych w Niemczech przez liberalną FDP "perspektywy naprawy UE oraz jej waluty stały się jeszcze bardziej odległe" - ocenia we wtorek na łamach "WSJ" Marcus Walker. W jego opinii "wzrastająca fragmentaryzacja europejskiej polityki dotarła do najważniejszego członka UE, powodując wątpliwości, czy Berlin jest gotowy do zmiany kształtu kontynentu".

Jak zaznacza, fiasko rozmów między CDU/CSU, Zielonymi i FDP może martwić prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Dziennikarz przypomina, że Berlin już dotychczas był sceptyczny wobec jego planów dotyczących UE, a teraz będzie "jeszcze bardziej się od nich dystansował".

Według dziennikarza konserwatywnego "WSJ" wzrost radykalnej prawicy oraz słabnięcie tradycyjnych partii, centrolewicy oraz konserwatystów, powoduje, że "znacznie trudniej utworzyć rząd w kraju, który przez dekady był jednym z najbardziej stabilnych politycznie w Europie". Do spadku popularności partii establishmentu doprowadziły jego zdaniem m.in. kryzys ekonomiczny, wzrost migracji oraz niezadowolenie z technokratycznych elit.

W ocenie Walkera to, iż kwestia migracji była jedną z głównych przyczyn braku porozumienia między niemieckimi partiami, pokazuje, że "kryzys uchodźczy wciąż odbija się echem w niemieckiej i europejskiej polityce". Zmusza on - zaznacza Walker - centrowe partie do przyjęcia ostrzejszej poglądów na migrację", by ograniczyć "rośnięcie w siłę populistycznych prawicowych ugrupowań jak AfD". Jego zdaniem "daleko jest do powrotu do poprzedniej przewidywalnej polityki".

Z kolei w artykule redakcyjnym "WSJ" odnotowuje, że problemy Merkel spowodowane są głównie traktowaniem przez kanclerz priorytetowo poszukiwania konsensusu, co "często nazywane było pragmatyzmem". Według dziennika nie okazało się to jednak praktyczne, gdyż "pozostawiło wyborców zmęczonych oraz zdezorientowanych nudną kampanią, tak że nie przyznali jej (Merkel) większości".

We wrześniowych wyborach Niemcy zagłosowali - ocenia dziennik - za "większą polityczną rywalizacją". "Koalicja +ledwie chętnych+ jest złym sposobem na spełnienie tych oczekiwań" - zaznacza "WSJ".

W analizie dla "Washington Post" Rick Noack ocenia, "jeszcze kilka miesięcy temu Merkel była najbardziej wpływowym europejskim politykiem", a niektórzy wskazywali na nią jako na "lidera świata zachodniego", podczas gdy obecnie "nie jest ona nawet najbardziej wpływową osobą w Niemczech".

Noack odnotowuje jednak, że Merkel wciąż ma kilka opcji, by pozostać na stanowisku, a jedną z nich jest utworzenie rządu mniejszościowego. Zaznacza, że "koalicja Jamajki" (CDU/CSU, Zieloni, FDP) i tak "nigdy nie wydawała się stabilną opcją, zważywszy na różnice między partami".O politycznych problemach Merkel informują również Melissa Eddy oraz Katrin Benhold na łamach "The New York Times". Według dziennikarek niemiecka kanclerz "zmierzyła się w poniedziałek z największym kryzysem w swojej karierze".

Jak czytamy w "NYT", upadek rozmów koalicyjnych "wstrząsnął państwem, które jest politycznym i ekonomicznym stabilizatorem Europy". W obliczu negocjacji w sprawie Brexitu, wzrostu radykalnie prawicowego populizmu oraz separatyzmu w Katalonii "niestabilność w zazwyczaj niezawodnych Niemczech powoduje dreszcze w Europie" - piszą Eddy i Benhold.

Wydarzyło się niemożliwe. To jest moment niemieckiego Brexitu, to moment Trumpa - cytuje "NYT" słowa Christiane Hoffman z magazynu "Der Spiegel". Zaznacza jednocześnie, że zdaniem niektórych ekspertów upadek rozmów to "jedynie znak, że państwo (niemieckie) staje się bardziej, a nie mniej, normalne". Od 1982 r. władze w Berlinie sprawowało jedynie czterech kanclerzy, którzy "rządzili centrowymi gabinetami" - przypominają autorki.