W swoim wystąpieniu Museveni, praktykujący katolik, zaatakował obce wzorce kulturowe. Do tych najbardziej niebezpiecznych zaliczył właśnie seks oralny, rzekomo rozpowszechniony w Ugandzie przez turystów z Zachodu, a zupełnie sprzeczny z miejscową tradycją. Na nagraniu, które obiegło media społecznościowe, dyktator przekonuje, że "usta służą do jedzenia".

Museveni nie po raz pierwszy odnosi się publicznie z niechęcią do seksu oralnego. W 2014 roku stwierdził, że poprzez taki akt seksualny można się nabawić robaków. Znamienne, że w tym samym roku dyktator wprowadził karę dożywotniego więzienia za seks homoseksualny.

"Yoweri Museveni przez lata był pupilkiem Waszyngtonu, od którego otrzymywał uzbrojenie dla swojej armii, a także fundusze na rozwój infrastruktury i walkę z epidemią wirusa HIV. Ameryka przykręciła kurek z pieniędzmi w 2014 roku, kiedy władca zszokował świat wprowadzające godzące w prawa człowieka ustawy kryminalizujące homoseksualizm" - czytamy na portalu strajk.eu.

Wtedy to obrażony na USA dyktator zwrócił się w kierunku Moskwy. - Rosja jest obecna w Afryce już od roku 1917, co znaczy, że byli tutaj ponad sto lat. Chcę pracować z Rosją, bo nie mieszają się oni swoimi własnymi posunięciami do polityki innych krajów - chwalił Putinowski kraj w 2014 roku. Rok później sojusz między Kampalą a Moskwą został przypieczętowany zakupem samolotów SU-30.

Stosunki Ugandy z USA ociepliły się jednak w 2016 roku, kiedy w Białym Domu pojawił się Donald Trump. - Kocham Trumpa, ponieważ rozmawia z Afrykanami szczerze - mówił Museveni w jednym z wystapień. - Ameryka ma obecnie jednego z najlepszych prezydentów w historii - dodawał.

Ciekawe, co Donald Trump, znany - delikatnie rzecz ujmując - z bardzo liberalnego podejścia do kwestii łóżkowych, powiedziałby na plany zakazu seksu oralnego w Ugandzie.