Inicjatywa wyszła z ministerstwa biznesu, którego szef lord Mandelson dał się przekonać wpływowemu lobby artystów i firm płytowych twierdzących, że trzeba położyć kres dotychczasowej praktyce okradania ich z własności intelektualnej.

Minister planuje karać za ściąganie plików muzycznych bez zgody autora spowalnaniem dostępu do internetu, czasowym ograniczaniem dostępu, a nawet karami finansowymi do 50 tys. funtów.

Przeciwko takim pomysłom protestuje społeczność internautów, z których co dwunasty przyznaje się do ściągania darmowych filmów i muzyki. W ubiegłym tygodniu na wyspach powstała reprezentująca ich interesy Partia Piratów, która istnieje już w wielu innych krajach Europy.

O tym, że ze zdaniem „piratów” liczyć muszą się nawet władze świadczą losy francuskiej ustawy o karaniu za nielegalne ściąganie filmów i muzyki (tzw. Hadopi), która od wiosny jest forsowana we frnauskim parlamencie przez prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego.

Dokument zakładający odcinanie dostępu do sieci i kary finansowe dla "piratów" został już zakwestionowany przez trybunał konstytucyjny. Teraz zaś drugie podejście do jego uchwalenia budzi spore zastrzeżenia posłów obawiających się gniewu swoich wyborców.