Małgorzata Wassermann przyznaje, ze czas leczy rany i powoli oswaja się z myślą o utracie bliskich, ale by zapewnić sobie spokój duszy potrzebuje jednoznacznej odpowiedzi na pytania o przyczyny katastrofy i wskazania winnych. Nie zamierza wchodzić politykę.

Mając 28 lat zdałam ostatni egzamin, kończący aplikację adwokacką. Mam świadomość, że wypadnięcie z branży jest łatwe, znacznie gorzej powrócić. Zresztą, zasiadanie w ławach poselskich nie jest jedyną formą aktywności politycznej - mówi Małgorzata Wassermann.

Małgorzata Wassermann: Rosjanie zaszyli ojcu serce w nodze>>>

Córka tragicznie zmarłego w Smoleńsku Zbigniewa Wassermanna wskazuje na społeczne podziały - Nigdy się nie zatrą. Podzieliłabym ludzi na trzy kategorie. Pierwsza, do której należę, cały czas interesuje się tematem, dąży do poszerzenia wiedzy o katastrofie. Druga mówi, że już ich to nie interesuje, bo są dla nich ważniejsze sprawy, i w pełni ich rozumiem. Trzecia grupa, kompletnie dla mnie niezrozumiała, to ludzie, którzy w sposób czynny przeszkadzają w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Odkąd zaczęliśmy zadawać kluczowe pytania dotyczące tragedii, byliśmy przez nich napadani i zwalczani. Nazywali nas oszołomami.

Wassermann przyznaje, że niektóre rodziny aktywnie walczące o prawdę, mają kłopoty w pracy. -Dostają sygnały, że jeśli nie przestaną się publicznie udzielać, wiele stracą. Przeżyłam to na własnej skórze, dostawałam różne "propozycje", mniej lub bardziej oficjalne. Z drugiej strony, są tacy, którzy pod wpływem nacisków, reakcji otoczenia, bo nie chcą słuchać, że są wariatami, przestają walczyć - mówi w wywiadzie.

Nie zamierza się poddawać, choć przyznaje że czas działa na niekorzyść tych, którzy chcą do końca wyjaśnić przyczyny katastrofy.

- Wydawało mi się, że większość dowodów została utracona bezpowrotnie. Jednak wiedza i postęp technologiczny, dostęp do nagrań w internecie, dają szansę na wyjaśnienie okoliczności katastrofy. Myślę, że stuprocentową odpowiedź może dać nam jednak ktoś, kto kiedyś otworzy jakieś archiwum, udzieli wskazówek, gdzie szukać nieznanych materiałów. (...) Po czterech latach nie możemy ustalić obiektywnej rzeczywistości - mówi Wassermann w wywiadzie dla WP.pl

Małgorzata Wassermann popiera opinię Jarosława Kaczyńskiego, który porównał Smoleńsk do ataku na WTC. 

- U nas zginęła głowa państwa i 95 osób pełniących istotne funkcje z punktu widzenia funkcjonowania państwa polskiego. Wydaje się, że to sprawa równie ważna, co dla Amerykanów Al-Kaida. Szkoda, że polski premier nie wyczuwa powagi sytuacji. Przykre, że wystarczyły cztery lata, by rząd nawet nie zauważył, że mija czwarta rocznica narodowej tragedii. Nie stać go na gest, pomnik przed Pałacem Prezydenckim, godne upamiętnienie Lecha Kaczyńskiego. Z zażenowaniem słucham o pomyśle postawienia pomnika w Smoleńsku, za grube miliony. Przecież, jak słusznie zauważył jeden z dziennikarzy, Polacy w obecnej sytuacji geopolitycznej w ogóle nie mają tam po co jeździć. I wcale tego nie chcą. Ja na pewno tam nie pojadę.