Przyszłość portu obsługującego tanie linie stoi pod wielkim znakiem zapytania. Nieduży terminal jest już zapchany po brzegi, a drogi kołowania wymagają pilnych napraw. Rozbudowę i remont płyty miała umożliwić emisja obligacji na kwotę 60 mln zł, ale od miesięcy nie zgadza się na to jeden z udziałowców spółki – przedsiębiorstwo Porty Lotnicze (pozostali to samorząd Mazowsza, Agencja Mienia Wojskowego i Nowy Dwór Maz.). Sytuację dodatkowo zaogniła zeszłotygodniowa decyzja PPL o zainwestowaniu w położony ponad 100 km od Warszawy port w Radomiu. To lotnisko miałoby odciążyć Okęcie i przejąć stamtąd ruch czarterowy i tanich linii lotniczych.

– Nie jesteśmy przeciwni budowie innych portów na Mazowszu, ale jednocześnie prosimy, by nie niszczono firmy, w którą zainwestowano kilkaset milionów – mówił marszałek Mazowsza Adam Struzik w trakcie poniedziałkowego posiedzenia wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego. Ma ona rozwiązywać różne konflikty w regionie. W jej skład wchodzą m.in. związkowcy, przedsiębiorcy i urzędnicy. Według Struzika realna jest groźba, że Unia Europejska zażąda zwrotu 157 mln zł dotacji, którą przeznaczono na budowę lotniska.

– Takie blokowanie rozwoju lotniska przez PPL to ewidentne działanie na szkodę spółki – mówił Jerzy Zieliński z Business Centre Club. Związkowcy z OPZZ ocenili zaś, że zapowiedzi uruchomienia lotniska w Radomiu rodzą wśród przedsiębiorców z okolic Modlina realne obawy o utratę biznesu.

Mimo zaproszenia na posiedzeniu nie pojawił się nikt z PPL. Odczytano natomiast list od wiceministra infrastruktury Mikołaja Wilda. Zarzucił on w nim szefom lotniska w Modlinie, że odmawiają przedstawicielom PPL dostępu do podstawowych danych i dokumentów, dzięki którym będzie można ocenić sytuację majątkową spółki.

Wiceprezes portu Piotr Okienczyc odrzucił te zarzuty. Zaznaczył, że na żądanie PPL przekazywane są wszystkie niezbędne dokumenty. Dodał, że nie można ujawnić jedynie umowy handlowej z linią Ryanair, która obowiązuje do 2023 r. Przewoźnik wprowadził taki warunek, bo PPL jako zarządca Okęcia jest w tym przypadku konkurencją dla Modlina.

Przedstawiciele Mazowsza twierdzą, że w tej umowie nie ma nic sensacyjnego – zakłada ona jedynie określony wzrost ruchu. PPL wytyka jednak, że cennik mocno faworyzuje Ryanaira, który przy obsłudze prawie 3 mln pasażerów rocznie płaci tylko 6 zł za podróżnego. Nowy przewoźnik, który chciałby tam na początek uruchomić niedużą liczbę połączeń, musiałby płacić 40 zł. Władze lotniska zapowiadają, że w maju cennik będzie tak zmieniony, że małe linie lotnicze zapłacą o połowę mniej. Spółce udało się w końcu sprowadzić do Modlina drugiego przewoźnika. Od czerwca dwa razy w tygodniu ma stamtąd latać do Warny bułgarska firma Voyage Air.

Władze portu w Modlinie negują też wyliczenia firmy Arup, która rekomendowała PPL rozbudowę lotniska w Radomiu. Za tym miejscem miały przemawiać mniejsze koszty i krótszy czas trwania inwestycji. Arup twierdzi, że port w Radomiu można rozbudować dla potrzeb tanich linii i czarterów za 420 mln zł w ciągu 20 miesięcy (do przepustowości 3 mln pasażerów). Inwestycja w tym mieście ma zapewnić PPL pełną kontrolę nad portem i swobodne kształtowanie polityki handlowej. Na rozbudowę Modlina według Arup potrzeba ponad 1 mld zł i 45 miesięcy.

– Arup, szacując rzekome koszty rozbudowy Modlina, "wyburzył” i drogę startową, i sam terminal. Moim zdaniem to sposób na pompowanie kosztów – twierdzi Marcin Danił, wiceprezes lotniska. Według niego, by zwiększyć przepustowość portu z 3 do 8 mln pasażerów, wystarczy 400 mln zł.

Danił nie wyklucza, że aby rozładować tłok, w najbliższym czasie port będzie musiał postawić na doraźne rozwiązania – tymczasowe hale lub namioty, w których byliby odprawiani podróżni.

Adam Struzik oczekuje, że zarządca Okęcia odda lub sprzeda swoje udziały w spółce lotniskowej. – Może je też przekazać Agencji Mienia Wojskowego – dodał. Prezes PPL Mariusz Szpikowski deklarował kilka dni temu, że wypowie się w tej sprawie, gdy otrzyma od pozostałych udziałowców konkretną ofertę.