Orban zlecił zatrzymanie ukraińskiego konwoju
Kilka niezależnych źródeł potwierdziło portalowi, że operacja przeciwko konwojowi ukraińskiego banku Oszczadbank została zlecona przez Viktora Orbana i że to on na nią nalegał, mimo że nie było żadnego uzasadnienia dla przechwycenia pojazdów.
Telex podkreślił, że kontekst przeprowadzenia operacji nie był przypadkowy - w tym czasie ówczesny węgierski premier zarzucał Kijowowi celowe wstrzymywanie transportu ropy naftowej na Węgry rurociągiem Przyjaźń, uszkodzonym w rosyjskim ataku.
Orban chciał zmusić Ukrainę do wznowienia dostaw ropy
Według źródła z poprzedniej administracji, to przekonanie było powodem, dla którego Orban naciskał na zajęcie konwoju, chcąc wysłać Kijowowi zdecydowaną odpowiedź - podkreślił Telex.
Portal przywołał słowa Orbana, który w dniu zatrzymania ukraińskich pojazdów oświadczył, że Budapeszt zmusi ukraińskie władze i UE do wznowienia dostaw ropy. Zwyciężymy i zwyciężymy siłą; nie będzie kompromisu - przełamiemy blokadę naftową. Zmusimy Ukraińców do wznowienia dostaw ropy siłą. Muszą bezwarunkowo i natychmiast otworzyć rurociąg Przyjaźń - deklarował wówczas były premier.
Na początku marca węgierskie służby zatrzymały dwa pojazdy należące do ukraińskiego państwowego Oszczadbanku wraz z siedmioma jego pracownikami. Wszystkie przewożone środki zostały skonfiskowane.
Orban liczył na korzyści w przedwyborczej kampanii
Portal VSquare, cytując źródła bliskie sprawie, przekazał pod koniec marca, że celem zatrzymania konwoju ukraińskiego banku nie było egzekwowanie prawa, ale wywołanie kryzysu dyplomatycznego między Węgrami i Ukrainą, który mógłby przynieść korzyści premierowi Viktorowi Orbanowi w przedwyborczej kampanii.
Węgry zwróciły Ukrainie całą zajętą sumę na początku maja - po wyborach parlamentarnych wygranych przez Tiszę obecnego premiera Petera Magyara, ale jeszcze przed jego zaprzysiężeniem na nowego szefa rządu.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.