Według doradcy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Rosja nadal wytwarza rakiety Iskander i pociski do wyrzutni S-400, a jej moce produkcyjne w tych segmentach przewyższają bieżące zapotrzebowanie. Ponadto strona rosyjska częściowo przekierowała produkcję z pocisków Kindżał na rakiety balistyczne - zaznaczył Beskrestnow.
Zwiększenie produkcji wymaga czasu
Doradca prezydenta Ukrainy podkreślił, że wzrost produkcji rakiet balistycznych w Rosji jeszcze bardziej uwidacznia problem braku środków do ich przechwytywania. Jak oznajmił, tę nierównowagę pogłębiają również liczne rakiety północnokoreańskie oraz pociski produkowane przez Iran.
Beskrestnow wyjaśnił, że aby przeciwdziałać temu zagrożeniu, trzeba zwiększyć światową produkcję pocisków przechwytujących PAC-3, wykorzystywanych w systemach Patriot. Jednocześnie - jak przyznał - proces ten ma swoje ograniczenia, a zwiększenie produkcji wymaga czasu.
Rosja produkuje do 3 tys. dronów miesięcznie
Doradca prezydenta Zełenskiego oświadczył, że Rosja produkuje obecnie do 3 tys. dronów bojowych typu Shahed miesięcznie i coraz częściej atakuje zachodnie regiony Ukrainy. Zaczęli atakować zachodnie regiony. Wcześniej zaczęli od Kijowa. (...) W Kijowie czuć, że zrobiło się nieco spokojniej - zauważył.
Według doradcy Zełenskiego Rosja nie dysponuje znacznymi zapasami dronów Shahed i wykorzystuje je wkrótce po wyprodukowaniu. Jak zaznaczył, odnotowano przypadki, w których od wytworzenia bezzałogowca do wykorzystania go podczas ataku mija około tygodnia.
Podkreślił, że Rosja nadal zwiększa produkcję środków uderzeniowych i stawia przede wszystkim na masową produkcję tanich dronów odrzutowych i rakiet. W ocenie Beskrestnowa stwarza to dodatkowe wyzwania dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.
Pociski przechwytujące do systemów Patriot są dla Ukrainy kluczowe, ponieważ stanowią w zasadzie jedyny skuteczny środek neutralizowania rosyjskich rakiet balistycznych. Strona ukraińska nie dysponuje obecnie innym równie efektywnym uzbrojeniem.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
