Zapiski żydowskiego kupca z Salonik znaleziono przed laty w okolicach krematorium III w termosie owiniętym w skórzaną kurtkę. Ich treść była jednak - jak pisze niemiecki tygodnik - w znacznym stopniu nieczytelna.

Reklama

Obecnie historyk Paweł Polian i informatyk Alexander Nikitiajew odczytali notatki, wykorzystując program komputerowy do obróbki zdjęć - czytamy w "Spieglu". Artykuł na ten temat zamieścili w renomowanym niemieckim periodyku naukowym "Vierteljahreshefte fuer Zeitgeschichte".

W napisanym w języku greckim grypsie Nadjari opisuje ze szczegółami swoją pracę polegającą na wynoszeniu ciał zagazowanych ofiar z komory gazowej do wyciągu, którym były następnie transportowane do pomieszczenia z piecami krematoryjnymi. Z jego opisu wynika, że członkowie Sonderkomenda nie stosowali żadnej podpałki - ciała paliły się dzięki tłuszczowi. Jak zaznacza, z jednego człowieka pozostawało pół oki popiołu (oka - dawna miara wagi w Grecji równa 1,282 kg). Rozdrobniony popiół przepuszczany był przez ogromne sito, a potem transportowany samochodem do pobliskiej rzeki, gdzie Niemcy rozsypywali go "zacierając w ten sposób wszystkie ślady".

W zapiskach Nadjari wyjaśnia, że przy życiu utrzymywała go myśl o zemście. Przyznaje, że wiele razy "chciał z sobą skończyć". Zemsta nie pozwalała mi na to; chciałem i chcę żyć, żeby pomścić śmierć taty i mamy oraz mojej ukochanej młodszej siostry Nelli - czytamy w notatkach.

"Der Spiegel" zaznacza, że autorowi zapisek udało się przeżyć obóz, chociaż Niemcy likwidowali systematycznie członków Sonderkomenda, by pozbyć się świadków zbrodni.

Polian przypuszcza, że Nadjariemu udało się ukryć w kolumnie więźniów przeznaczonych do transportu do obozu w Mauthausen. Tam doczekał wyzwolenia. Powrócił do Grecji, skąd następnie wyemigrował do USA. Zmarł w 1971 roku w wieku 54 lat w Nowym Jorku.