Polska Agencja Prasowa: Mieliśmy niedawno 40. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, która została upamiętniona także w Stanach Zjednoczonych przez środowiska polonijne. Wielu ludzi wspominało poruszenie, jakie to wydarzenie wywołało wówczas w USA i wyrazy wsparcia ze strony Amerykanów. Skąd to się wzięło?

Reklama

Mark Kramer, historyk Uniwersytetu Harvarda i autor prac nt. zimnej wojny: Cóż, Solidarność cieszyła się w Ameryce dużą sympatią, zarówno w społeczeństwie, jak i np. w środowiskach związków zawodowych, a wydarzenia z sierpnia 1980 r. dawały nadzieję na stworzenie ośrodka alternatywnego wobec władzy komunistów. Stan wojenny przekreślił te nadzieje. Ale trzeba podkreślić, że w kręgach oficjalnych, za zamkniętymi drzwiami, jego wprowadzenie zostało przyjęte w Waszyngtonie z pewną ulgą, jako lepsza opcja niż sowiecka inwazja. Obawiali się oni też, że dojdzie do większego rozlewu krwi.

Oczywiście jeśli chodzi o społeczną reakcję, było dużo oburzenia, było dużo gestów solidarności, akcji pomocy i poczucia, że władze USA muszą coś zrobić. Choć niewiele tak naprawdę mogły, przynajmniej w krótkim okresie czasu.

Kukliński bohaterem

Reklama

PAP: Uważa się, że głównym źródłem wiedzy był płk Ryszard Kukliński, który posiadał dostęp do bardzo szczegółowych informacji. Jaka była rola Kuklińskiego w tym kryzysie?

MK: Była nie do przecenienia i nie ma co do tego wątpliwości. Był z pewnością jednym z trzech najbardziej wartościowych źródeł, jakie kiedykolwiek miał amerykański wywiad w czasie zimnej wojny. Przekazał USA mnóstwo dokumentów i szczegółowych informacji na temat Układu Warszawskiego i sowieckich planów wojskowych. Niestety wciąż wiele z tych dokumentów nie zostało ujawnionych, jednak wiadomo, że dzięki niemu USA miały bardzo szczegółowy wgląd w sytuację po drugiej stronie żelaznej kurtyny. Jeśli chodzi o "polski kryzys" z lat 1980-81, jego informacje były nieocenione. Problemem było jednak to, że musiał być ewakuowany już 7 listopada 1981 r. Więc choć USA miały już plany wprowadzenia stanu wojennego, nie wiedziały, kiedy dokładnie to nastąpi. Choć data została ustalona już w październiku, było wiele niepewności, Jaruzelski wahał się niemal do końca, Sowieci martwili się, że opóźni ten proces.

Reklama

PAP: W jednym z przesłanych CIA raportów Kukliński pisał, że chce, by przekazywane przez niego informacje "służyły tym, którzy walczą na rzecz polskiej wolności". Czy tak rzeczywiście się stało?

MK: Cóż, problem z tym był taki, że on nie miał wpływu na to, jak te informacje zostaną użyte. Mając te informacje, po tym jak Kukliński był już bezpieczny, władze USA mogły publicznie powiedzieć, że mają plany wprowadzenia stanu wojennego, choćby po to, by pokrzyżować szyki Jaruzelskiemu, by ostrzec Solidarność, ale tego nie zrobiono. Zapewne nie zmieniłoby to samej decyzji o represjach, ale mogłoby być pomocne.

Inna sprawa to fakt, że Kukliński nie kontrolował tego, komu przekazywane były informacje. Tymczasem CIA udostępniała część z nich Watykanowi. Okazało się jednak, że ktoś w Stolicy Apostolskiej przekazał te informacje KGB, przez co wkrótce wyszło na jaw, że CIA ma źródło informacji w polskim Sztabie Generalnym - co zmusiło CIA do eksfiltracji Kuklińskiego. Próbowałem ustalić, kto był źródłem przecieku, ale nigdy mi się to nie udało. Część informacji przeciekło też do działaczy Solidarności - nie tylko ogólnych informacji o stanie wojennym, ale też kryptonimów i haseł. To również ściągnęło na niego cień podejrzeń.

PAP: Wielu historyków w Polsce jest przekonana, że zagrożenie sowieckiej inwazji na Polskę nie było realną groźbą. Dokumenty, które przekazał Kukliński Amerykanom - przynajmniej te, do których mamy dostęp - zdają się przeczyć tej tezie. Sugerują, że władze PRL brały sowieckie groźby na poważnie.

MK: Myślę, że na pewno nie można tego wykluczyć. Wiemy, że już w sierpniu 1980 r. generał Gribkow, szef sztabu generalnego przedstawił Jaruzelskiemu plany interwencji, zakładające m.in. mobilizację 100 tys. rezerwistów i inwazję z użyciem wojsk pancernych. Oczywiście, Sowieci woleli pozbyć się problemu Solidarności rękami reżimu w Warszawie, więc po tym, jak uzyskali zapewnienia, że tak się stanie, takie zagrożenie się zmniejszyło. Ale gdyby plany wprowadzenia stanu wojennego poszły nie tak, sytuacja wymknęła się spod kontroli, to myślę, że Sowieci ostatecznie by zainterweniowali, bo nie byli gotowi na odpuszczenie Polski.

Jaruzelski a ZSRR

PAP: Polscy historycy opierają swoje wnioski m.in. na notatkach gen. Anoszkina, według których ZSRR nie miał zamiaru interweniować.

MK: To jest dokument, który jako pierwszy odkryłem i opublikowałem po angielsku, wkrótce potem ukazało się polskie tłumaczenie. Anoszkin był bardzo ważną postacią, bo był adiutantem gen. Kulikowa, głównodowodzącego wojsk Układu Warszawskiego i prowadził notatki z jego rozmów. Wynika z nich m.in., że w ostatnich dniach Jaruzelski był rozsypany nerwowo i pod koniec niemal błagał Sowietów o interwencję, by pomogli mu zaprowadzić stan wojenny - co było zresztą pierwotnym planem. Otrzymał odpowiedź odmowną i ostatecznie wojska PRL same to zrobiły, ale nie oznacza to, że w ogóle nie było realnej groźby inwazji.

PAP: Jak pan wie, zarówno wobec postaci płk Kuklińskiego, jak i Jaruzelskiego mieliśmy w Polsce intensywne debaty. Jaka jest pana ocena ich roli w historii?

MK: Spotkałem się z Kuklińskim w 98. roku i dobrze to wspominam. Zaskoczyło mnie tylko, jaki był niski i że jego angielski wcale nie był taki zły, choć rozmawialiśmy po polsku (śmiech). Co do jego roli, nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że był on prawdziwym patriotą, który chciał prawdziwie niepodległej Polski, dokonując trudnych wyborów, ale przyczyniając się do ujawnienia tego, co dzieje się pod sowiecką dominacją. I robił to z wielkim narażeniem własnego życia.

Jaruzelski też być może był w pewnym sensie polskim patriotą, ale ostatecznie jego najwyższa lojalność była wobec Związku Sowieckiego. Dlatego zawsze mnie denerwowało, kiedy Jaruzelski twierdził, że Kukliński był zdrajcą. To Jaruzelski i Kiszczak dopuścili się zdrady.