Ocena sytuacji w kraju przedstawiona przez Józefa Piłsudskiego gronu najbliższych współpracowników, 29 listopada 1918 r.

„Historia powiedziała już swoje; niezależnie od tego, kto, co i jak przewidywał, faktem jest, że stanęła przed nami wolność i życie niepodległe z jego ogromnymi i zupełnie nowymi zagadnieniami. Skutki przeszłości (…) są takie, że nie ma stronnictwa czy partii, która by mogła powiedzieć, że własnymi siłami potrafi dać radę wszystkim trudnościom. A czas przed nami jest krótki i tylko wspólnym wysiłkiem możemy zdecydować, w jakich granicach naszą wolność obwarujemy i jak silnie staniemy na nogach, zanim dojdą z powrotem do siły i pełnego głosu nasi sąsiedzi ze wschodu i zachodu”.

Źródło: Bogusław Miedziński, „Wspomnienia”, „Zeszyty Historyczne”, 1976 nr 37

Co się wydarzyło

Społeczne poparcie sprawiło, że pełniąca funkcję rządu Rada Regencyjna przekazała władzę Józefowi Piłsudskiemu, który obwołał się Naczelnikiem Państwa, skupiając w swoich rękach władzę ustawodawczą i wykonawczą. Jednak możliwości działania Naczelnika pozostawały ograniczone. Dwa kluczowe obozy polityczne: socjaliści i narodowcy, darząc się szczerą nienawiścią, parły do zwarcia. Eskalacja napięcia nastąpiła już podczas negocjowania składu pierwszego rządu. Endecy nie godzili się, żeby premierem został Ignacy Daszyński – socjalista i działacz II Międzynarodówki. Naczelnik zdecydował się na kompromis i zamiast Daszyńskiego, zaproponował działacza PPS z drugiego szeregu, Jędrzeja Moraczewskiego. Narodowcy do rządu nie weszli, lecz tę nominację przełknęli, choć najbardziej radykalne skrzydło chciało wziąć władzę siłą, uznając, że znakomitą okazję do ustanowienia Rządu Narodowego da im wielka manifestacja patriotyczna, jaką zaplanowali w Warszawie na 88. rocznicę powstania listopadowego. Jednak Dmowski uznał, iż w rewolucyjnych czasach jego stronnictwo budzi zbyt wielką wrogość, aby mogło rządzić państwem i wbrew nastrojom partyjnych dołów, przeciwstawiał się pomysłom odebrania Piłsudskiemu władzy. Pucz zaplanowany na 30 listopada 1918 r. zamienił się więc w farsę. Wytypowany przez spiskowców na tymczasowego wodza Korfanty uciekł do Poznania. To dało Piłsudskiemu czas na legitymizowanie forsowanych przez rząd Moraczewskiego reform społecznych. Z końcem roku Naczelnik zgodził się na to, żeby premierem jednoczącym całe społeczeństwo został, cieszący się ogromną popularnością, Ignacy Paderewski. „Nie trzeba Ci wykładać, jak ważne jest, żebyście Paderewskiemu ułatwili wszelkimi sposobami zbliżenie i porozumienie się z różnymi żywiołami i doprowadzenie do rządu koalicyjnego. Trzeba go wysunąć, jako sztandar – jedności narodowej” – pisał Dmowski w liście do Stanisława Grabskiego. Kompromis między dwoma najważniejszymi politykami oparty na osobie światowej sławy pianisty pozwolił na sprawne przeprowadzenie wyborów parlamentarnych i rozpoczęcie jednoczenia ziem trzech zaborów, jednak żadnego z fundamentalnych sporów, dzielących II RP od początku jej istnienia, nie zamknął.

Notatka z dziennika Marii Dąbrowskiej, Warszawa, 2 stycznia 1919 r.

„Wczoraj mieliśmy przedziwny Nowy Rok. Przyjechał Paderewski i witany był jak panujący Narodu. Czegoś podobnego nigdy w życiu nie widziałam. Te nieprzebrane tłumy, idące z szumem morza, z niemilknącym na chwilę krzykiem entuzjazmu, z tym morzem ogni nad głowami, jakby z zapalonymi świętego Ducha znamionami, czarowne były i mocne”.

Źródło: Maria Dąbrowska, „Dzienniki 1914–1965, t. 1, 1914–1925”

Co się wydarzyło

Pierwsze wybory parlamentarne, zorganizowane 26 stycznia 1919 r., były wielką improwizacją, choć nadspodziewanie dobrze zorganizowaną. W dekrecie o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego, który Piłsudski podpisał już 28 listopada 1918 r., założono, że w jednoizbowym parlamencie zasiądzie 513 posłów: z Królestwa Polskiego 241, z Galicji i Śląska Cieszyńskiego 160 oraz 112 z byłego zaboru pruskiego. Od razu też przewidziano, że ze względu na działania wojenne w 13 okręgach Galicji Wschodniej wybory nie mogą zostać przeprowadzone. Dlatego tymczasowo w Sejmie mieli zasiąść reprezentujący te okręgi deputowani, których przed wybuchem I wojny światowej wybrano do Izby Posłów Rady Państwa Monarchii Austriackiej. Ostatecznie w pierwszym podejściu wybrano 26 stycznia 1919 r. 291 parlamentarzystów, do których dokooptowano 28 posłów z nieistniejącej już Rady Państwa Austrii. Potem skład Sejmu sukcesywnie uzupełniano o przedstawicieli okręgów wyborczych włączanych w skład II RP. Ostatni z nich – posłowie z Wileńszczyzny – dołączyli do reszty dopiero w 1922 r.

Co się wydarzyło

Największy sukces w pierwszych wyborach parlamentarnych odniosła endecja (startująca pod szyldem Narodowego Komitetu Wyborczego Stronnictw Demokratycznych), zdobywając 35 proc. głosów. Dało to obozowi narodowemu 116 mandatów poselskich. Kolejne ugrupowanie, tym razem lewicowe Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie”, zdobyło 57 mandatów. Konkurujący z nim na wsi PSL „Piast” miał 46 posłów. Klęskę poniosła PPS, dysponując ledwo 32 mandatami. Pozostałe stronnictwa polityczne wyglądały następująco: Klub Polskiego Zjednoczenia Ludowego – 27 posłów, Klub Pracy Konstytucyjnej – 18 posłów, Narodowy Związek Robotniczy – 16 posłów, Polskie Stronnictwo Ludowe – Lewica – 13 posłów, Klub Żydowski – 10 posłów, Klub Niemiecki – 2 posłów oraz 4 posłowie bezpartyjni. W tak rozdrobnionym parlamencie zdobycie trwałej większości przez jakiś blok polityczny okazywało się niemal niemożliwe.

MNIEJSZOŚCI: ASYMILACJA CZY IDEA JAGIELLOŃSKA

Prasa o mniejszości ukraińskiej

„Wśród Ukraińców wcześniej czy później znajdą się żywioły, które po przebyciu obecnego szału antypolskiego również zechcą zastanowić się nad ustaleniem stosunków sąsiedzkich na podstawie bezpośredniego porozumienia i wzajemnych ustępstw”.

Źródło: Leon Wasilewski, „Tworzenie się narodu ukraińskiego”, ,,Kultura Polska” 1918, nr 35

Co się wydarzyło

Odrodzona Rzeczpospolita okazała się krajem zamieszkanym przez liczne narody. Aż 30 proc. mieszkańców nie uważało się za Polaków. Ukraińcy, najliczniejsza z mniejszości, stanowili ok. 14 proc. mieszkańców II RP i chcieli bić się o własne państwo. Wśród Żydów, stanowiących ok 8 proc. obywateli, popularność zdobywały hasła prawa do ich „autonomii kulturowej”. Najbardziej podatni na polonizację wydawali się Białorusini, zwłaszcza że ich odsetek nie przekraczał 5 proc. mieszkańców II RP. Natomiast mniejszość niemiecka (ok. 2 proc.) nie ukrywała chęci powrotu w granice dawnej Rzeszy – i to wraz ziemiami, które zamieszkiwała. Różnorodność etniczna sprawiała, że sprawą kluczową stał się spór między zwolennikami asymilacji i inkorporacji a politykami wierzącymi, że jedynie federalizm oraz odwołanie do idei jagiellońskiej są szansą na bezpieczną przyszłość Polski.

Notatka z dziennika Zofii Romanowiczówny, 1 listopada 1918 r.

„Dziś w nocy Ukraińcy zbrojnie zajęli Lwów. Więc nowy wróg, może jeszcze gorszy od tamtych, więc złe żywioły wzięły górę! A ja tak wierzyłam w zwycięstwo dobrego, w pojednanie i dobre stosunki z bratnim ludem – wszak w ostatnich czasach nieraz odzywały się, nie tylko wśród nas, ale i wśród nich, głosy nawołujące do porozumienia się, do braterstwa i zgody”.

Źródło: Zofia Romanowiczówna, „Dziennik lwowski 1842–1930, t. 2, 1888–1930”, Warszawa 2005

FEDERACJA CZY PAŃSTWO NARODOWE

Co się wydarzyło

Piłsudskiego i Dmowskiego dzieliło dosłownie wszystko. Ten pierwszy był pochodzącym z Kresów romantykiem, marzącym o ulepszeniu świata i wywalczeniu dla Polski niepodległości czynem zbrojnym, a przy okazji rozsadzeniu od środka „więzienia narodów”, jakim stała się Rosja. Dmowski uważał go za żywy anachronizm, żywcem przeniesiony do XX-wiecznego świata ze szlacheckiej Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Sam śledził nowoczesne prądy polityczne, wierzył, że przyszłością Europy jest nacjonalizm. Także marzył o niepodległej Polsce, ale będącej państwem jednolitym narodowo, co miało gwarantować spójność i siłę kraju. Ich wizje pozostawały całkowicie sprzeczne. Piłsudski parł do budowy wielkiej federacji z niepodległymi państwami bałtyckimi oraz Ukrainą. Dmowski chciał Polski opartej na zachodnich dzielnicach, inkorporacji tylko tych ziem, które da się z czasem całkowicie spolonizować.

Wystąpienie posła Polskiego Zjednoczenia Ludowego Witolda Kamienieckiego podczas posiedzenia Sejmu, 27 marca 1919 r.

„Konieczne jest porozumienie się z ludami wschodu. Porozumienie, ich dobra wola i zgoda, to są elementy, które w XX wieku są koniecznością. (...) Porozumienie z Litwinami i Białorusinami pozwala nam w stosunku do Rosji (...) żądać przekreślenia wszystkich traktatów podziałowych i powrotu do granic z 1772 roku”.

Źródło: stenogram posiedzenia Sejmu Ustawodawczego z dnia 27 marca 1919 r.

List Romana Dmowskiego do Stanisława Grabskiego, 5 maja 1919 r.

„Moje stanowisko jest takie, że gdyby program tworzenia Państwa Litewskiego, obejmującego Wilno, Grodno, Mińsk, a z Polską sfederowanego, w Polsce zwyciężył, uważałbym to za klęskę narodową i usunąłbym się z konferencji (w Wersalu – red.), żeby tego ciosu w narodowy interes nie brać na swoje sumienie. Liczę na was, że położycie raz na zawsze koniec tej komedii federacyjnej (…) Nie dajcie się też zastraszyć, że odrzucenie programu federacyjnego zgubi sprawę Polski na konferencji. Mnie tu tym w Paryżu od paru miesięcy straszą. Metoda terroryzowania jest bardzo w dyplomacji używana, zwłaszcza na Polaków zawsze w ostatnich czasach była skuteczna. Czas już nie dać się brać na to”.

Wystąpienie posła Związku Ludowo-Narodowego Stanisława Grabskiego, 27 marca 1919 r.

„Ale zgodny jest, zdaje się, prawie cały Sejm, że to, co jest polskie, że te ziemie, na których wypisała swoje piętno kultura polska, do Polski muszą należeć. O tej zasadzie trzeba pamiętać w naszej polityce z Ukrainą. (…) Ziemie, które nierozdzielnie z Polską od XIV wieku były złączone, za ziemie polskie uważamy, chociaż dziś na nich rzekomo Ukraińcy panują”.

Źródło: stenogram posiedzenia Sejmu z dnia 27 marca 1919 r.

Co się wydarzyło

Program inkorporacyjny Dmowskiego opierał się na założeniu, że świadomość narodowa Ukraińców i Litwinów jest już tak rozbudzona, iż federacja, a nawet współpraca nie są możliwe. Państwo wielonarodowe uważał za śmiertelne niebezpieczeństwo, zwłaszcza w kontekście niezmiennej wrogości Niemiec i zagrożeń płynących z ich strony. W żadnym wypadku nie uwzględniał możliwości, żeby narody polski, ukraiński, litewski i białoruski mogły żyć w jednym państwie na równych prawach, uznając Rzeczpospolitą za wspólny dom.

Co się wydarzyło

Chcąc realizować koncepcję federacyjną, Józef Piłsudski zdecydował się w kwietniu 1919 r. na odbicie Wilna z rąk bolszewików. Jednocześnie zaoferował Litwinom stworzenie federacyjnego państwa. Swój program zawarł w odezwie do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego z 22 kwietnia 1919 r.

Odezwa Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego „Do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego”, Wilno, 22 kwietnia 1919 r.

„Wojsko Polskie, które z sobą przyprowadziłem, dla wyrzucenia panowania gwałtu i przemocy, dla zniesienia rządów krajem wbrew woli ludności – wojsko niesie Wam wszystkim wolność i swobodę. Chcę dać Wam możność rozwiązania spraw wewnętrznych, narodowościowych i wyznaniowych tak, jak sami tego sobie życzyć będziecie, bez jakiegokolwiek gwałtu lub ucisku ze strony Polski…”.

Źródło: Józef Piłsudski, „Pisma zbiorowe”, t. 5, Warszawa 1937

Cat-Mackiewicz o polityce Piłsudskiego

„Piłsudski wierzył, że sfederowane z nami narody prędko staną się Polakami. Piłsudski był głębokim wyznawcą zasady politycznej, że na koszty ugody silniejszego narodu ze słabszym wyłożyć powinna zadatek strona silniejsza, albowiem ugoda silniejszego narodu ze słabszym zawsze w przyszłości przyniesie korzyść silniejszemu”.

Źródło: Stanisław Cat-Mackiewicz, „Historia Polski od 11 listopada 1918 do 17 września 1939”, Kraków 2012

Fragment szkicu politycznego Mariana Zdziechowskiego z 1922 r.

„Koncepcja Polski skromnej, małej, mniejszej niż jej obszar etniczny, i zajętej spokojną pracą nad naprawą szkód, przez wojnę i rewolucję wyrządzonych – ta koncepcja naszych pesymistów dałaby się logicznie uzasadnić i utrzymać tylko w razie, gdyby cudem jakimś można było tę Polskę gdzieś daleko przenieść i umieścić gdzieś między Szwecją a Norwegią czy Hiszpanią a Portugalią. Ale cudu nie będzie, Polska stoi na miejscu – i bez względu na to, czy granice jej zakreślimy Dnieprem i Berezą czy Wisłą – przez nią prowadzi droga na Zachód”.

Źródło: Marian Zdziechowski, „Europa, Rosja, Azja. Szkice polityczno-literackie”, Wilno 1922

ILE IZB PARLAMENTU

Co się wydarzyło

Odzyskującą niepodległość Polskę w pierwszych miesiącach jej istnienia kształtowali socjaliści spod znaku PPS, po czym ponieśli wyborczą klęskę i w Sejmie znaleźli się w głębokiej opozycji. Ich bezradność polityczną pogłębiał fakt, że ich bohater i dawny lider Józef Piłsudski „z czerwonego tramwaju wysiadł na przystanku niepodległość”. Chcąc odbić państwo z rąk konserwatystów i endeków, pepeesowcy stopniowo radykalizowali swój program. Sprzyjała temu debata nad kształtem konstytucji Rzeczpospolitej. Szczególnie ostrą walkę stoczyli posłowie PPS z koncepcją powołania drugiej izby parlamentu – Senatu, wysuwaną przez ugrupowanie centroprawicowe. Jednak wielkie wiece, demonstracje i strajki organizowane przez PPS, by tą drogą zablokować wpisanie do konstytucji Senatu, nie zmieniły stanowiska prawicowej większości w Sejmie.

Fragment felietonu działacza PPS Mieczysława Niedziałkowskiego

„Sprawa Senatu, wysuwane wciąż plany ograniczeń powszechnego prawa głosowania, niewykonywanie ustaw o ośmiogodzinnym dniu pracy, projekty ograniczenia wolności strajków – są to próby cofnięcia nas wstecz poza linię osiągniętą w dobie Rządu Ludowego. Stanowimy stronę atakowaną, która, nie przestając, naturalnie, przygotowań dla nowej ofensywy socjalistycznej, w danej chwili gromadzi siły w celu odparcia przeciwnika. Zagadnienie stoi tak: czy Polska utrwali się, jako państwo demokratyczne? Odpowiedź, jakiej na pytanie powyższe udzieli życie, rozstrzygnie o całej niemal naszej przyszłości”.

Źródło: Mieczysław Niedziałkowski, „Kalendarz robotniczy PPS na rok 1921”, Warszawa 1921

Fragment artykułu Stanisława Posnera, senatora z ramienia PPS

„PPS wychodziła z założenia, że Senat jest zbędny. W Sejmie Ustawodawczym nie miała dostatecznej siły, aby nie dopuścić do istnienia takiej izby prawodawczej, ale uczyniła co mogła, aby izbę tę pozbawić znaczenia. Senat w tych warunkach miał zostać tylko dodatkiem do Sejmu, czwartym czytaniem ustawy. (...) Senat był wiatrakiem, którego skrzydła poruszały się miarowo, spokojnie, niekiedy majestatycznie, przy pustym koszu młynarskim”.

Źródło: Stanisław Posner, „Wybory do Senatu”, „Robotnik” 1928, nr 67

Filozofia polityczna

Fragmenty programu PPS uchwalonego na XVII Kongresie 24 maja 1920 r.

„Konstytucyjne uznanie Izby pracy, złożonej z przedstawicieli robotników i pracowników w miastach i na wsiach, a mających prawo inicjatywy oraz dawania opinii we wszystkich sprawach dotyczących pracy” – postulowano. „W miarę dojrzewania klasy robotniczej z jednej strony, a rozwojem sprzeczności kapitalistycznego ustroju z drugiej, walka o Socjalizm staje się coraz potężniejsza, a urzeczywistnienie Socjalizmu staje się realnym zadaniem”.

Źródło: „Dokumenty programowe polskiego ruchu robotniczego 1878–1984”, red. N. Kołomejczyk, B. Syzdek, Warszawa 1986

Co się wydarzyło

Dzięki poparciu wyborców Związek Ludowo Narodowy (w 1928 r. przekształcił się w Stronnictwo Narodowe), którego ideowym liderem był Dmowski, wyrósł w pierwszych latach istnienia II RP na największy obóz polityczny. Do jego głównych postulatów programowych należały nienaruszalność własności prywatnej, wychowanie społeczeństwa w duchu religii katolickiej oraz idei narodowych, walka z rewolucyjnym ruchem robotniczym, usunięcia z przemysłu i handlu mniejszości narodowych (przede wszystkim Żydów), budowa republiki parlamentarnej z ograniczonymi uprawnieniami obywatelskimi mniejszości narodowych. Całość programu politycznego endecji czyniło z niej naturalnego wroga dla lewicy. Tymczasem w swoim nowym programie politycznym PPS postulował rozwój demokracji partycypacyjnej opartej na referendach ludowych oraz tworzenie specjalnych izb samorządowych dla pracowników najemnych.

Co z tą konstytucją

Co się wydarzyło

Zanim Sejm Ustawodawczy uchwalił konstytucję, powstało kilka jej projektów. Najdalej szedł przygotowany przez prof. Józefa Buzka. W jego zamyśle II RP miała stać się krajem federalnym na wzór USA z obdarzonym władzą wykonawczą prezydentem, jednak równie silne miały być prerogatywy władz lokalnych prawie 70 „ziem”, na które chciał podzielić kraj. Każda z nich wybierałaby swój rząd i posiadała własną ustawę zasadniczą. Ale wszelkim pomysłom decentralizacyjnym zgodnie się przeciwstawili zarówno endecy, jak i socjaliści. Projekty PPS i ZLN przewidywały taką samą organizację państwa i strukturę organów władzy państwowej. Co ciekawe wrogie obozy zgodziły się na to, żeby prezydent II RP był wybierany przez Zgromadzenie Narodowe i pełnił funkcję czysto reprezentacyjną. Realną władzę miała dzierżyć Rada Ministrów całkowicie zależna od układu sił w parlamencie.

Fragment odezwy PPS z 1922 r.

„Jednocześnie z podpisaniem pokoju w Rydze Sejm uchwalił ustawę konstytucyjną. Ustawa ta rozpatrywana z punktu widzenia socjalistycznego i demokracji nowoczesnej posiada wielkie wady i braki. Senat, przywileje burżuazyjne, klerykalizm – czynią z konstytucji polskiej jedną z tych, jakie w ogólnych zarysach istnieją w burżuazyjnych państwach Zachodu. Polska ustawa nie lepsza od wzorów zachodnich, ale na ogół też nie – gorsza. Że wypadła taką, że nie przynosi wstydu Polsce, odrodzonej do nowego życia w okresie wstrząśnień rewolucyjnych i społecznych – zawdzięczyć należy niezmordowanej pracy PPS, zwłaszcza klubu posłów naszych. W walce o demokratyczną formę konstytucji, o unieszkodliwienie najbardziej wyuzdanych projektów reakcyjnych, należało skupić ogrom energii i wytrwałości, nie pozostający w żadnym stosunku do liczebnej słabości frakcji naszej”.

Źródło: „Kalendarz Robotniczy PPS na rok 1922”, Warszawa 1922

Co się wydarzyło

Wybory do Sejmu 5 listopada 1922 r. i późniejsza o tydzień elekcja do Senatu były pierwszymi wyborami parlamentarnymi przeprowadzonymi na terytorium całej II RP. Wybierano w nich na pięcioletnią kadencję 444 posłów i 111 senatorów. Największą frekwencję odnotowano w Wielkopolsce i Kongresówce. Tam głosowało nawet 90 proc. wyborców. Na Kresach zaś jedynie 30 do 50 proc. Bezapelacyjne zwycięstwo odniosła prawica. Utworzony pod patronatem Dmowskiego Chrześcijański Związek Jedności Narodowej zdobył 163 mandatów poselskich. Ogółem ugrupowania prawicowe wzięły 40 proc. miejsc w Sejmie. Partie centrowe i ludowe ok. 20 proc. PSL „Piast” miał 70 posłów, Narodowa Partia Robotnicza 18 posłów. O bolesnej porażce mogła mówić lewica. PPS miał ledwie 41 posłów, a sprzymierzone z nim PSL „Wyzwolenie” 49 posłów. Jednak Chrześcijański Związek Jedności Narodowej (zwany złośliwe „Chjeną”) z powodu proporcjonalnej ordynacji wyborczej nie mógł rządzić samodzielnie i musiał szukać koalicjantów. Choć PSL „Piast” wydawał się naturalnym partnerem politycznym, to mieszkańcy wsi z trudem tolerowali ziemian z Chjeny, więc sojusz z nimi narażał lidera ludowców Wincentego Witosa na utratę głosów. Ten stan rzeczy sprawiał, że kolejne rządy łatwo upadały.

Tragiczna śmierć prezydenta

Co się wydarzyło

Gdy Zgromadzenie Narodowe przystępowało do wyboru pierwszego prezydenta II RP, faworytem był wysunięty przez Chrześcijański Związek Jedności Narodowej Maurycy Zamoyski. 9 grudnia 1922 r. wygrywał kolejne tury głosowania, lecz nie uzyskiwał kwalifikowanej większości. Odpadali kolejni konkurenci, ale partie tracące własnych kandydatów przerzucały głosy na wystawionego przez PSL „Wyzwolenie” neutralnego politycznie Gabriela Narutowicza. Tym sposobem outsider zwyciężył, co zaskoczyło parlamentarzystów i opinię publiczną. Już następnego dnia w „przypadkowego prezydenta” uderzyła fala nienawiści. „Naród, w którego żyłach płynie krew, a nie gnojówka, musi się wzburzyć” – oświadczył na łamach „Rzeczpospolitej” prof. Stanisław Stroński. W prasie endeckiej ogłoszo
no, że Żydzi oraz Ukraińcy narzucili Polsce (faktycznie kluby mniejszości jak jeden mąż głosowały na Narutowicza) masona i ateistę na prezydenta. Chcąc uniemożliwić elektowi złożenie ślubowania, 11 grudnia demonstranci zablokowali drogę do Sejmu. W walkach między endekami a członkami PPS rany odniosło ok. 30 osób. Potem bój na pięści stoczyli w parlamencie posłowie. Ci mniej rozhisteryzowani namawiali Narutowicza do dymisji. Ale ten postanowił nie ulegać szantażystom i dzielnie znosił kolejne próby poniżania. Za wszelką cenę starając się być prezydentem godnym szacunku. Dlatego otrzymawszy zaproszenie do galerii Zachęta, zjawił się na wystawie.

Fragment „Manifestu do ludu pracującego” Rady Naczelnej PPS, wydanego po zabójstwie Gabriela Narutowicza, grudzień 1922 r.

„Dzień 11 i 16 grudnia to dwa srogie ciosy w młodą i słabą państwowość polską obciążoną do niedawna wojną z wrogiem zewnętrznym, a potem osłabioną nieustającą wojną domową, podniecaną przez obóz reakcyjny czarnej sotni polskiej. Lud pracujący odczuwa te ciosy jako bezpośrednio przeciw sobie wymierzone (...) Ten lud wyzyskiwany przez zgraję nielitościwych paskarzy (...) zobaczył nagle przed sobą olbrzymi spisek reakcji polskiej, godzący pałką i rewolwerem w większość sejmową, zabijający Prezydenta Republiki i dążący do dyktatury paskarzy nad narodem!

Przed oczyma narodu polskiego stanęło widmo krwawej wojny domowej, zupełnej ruiny gospodarczej i upadku państwa, nie umiejącego się rządzić prawem.

(…) Nie szukamy zemsty partyjnej, wstrętem przejmuje nas ohydny zgiełk swarów partyjnych, wśród których zginąć mogą rzeczy wielkie, bo wolność i niepodległość narodu całego. Nie chcemy przelewu krwi, nie chcemy zamętu, nie chcemy ruiny ludu i państwa, czym grozi ciągle szaleńczy spisek czarnej sotni”.

Co się wydarzyło

Paradoksalnie mord na Narutowiczu, osobie stojącej zupełnie ponad konfliktami, szlachetnej i niewinnej, przyniósł ze sobą to, dzięki czemu doprowadzone do histerii społeczeństwo otrzeźwiało, a mianowicie uczucie wstydu. „Największy wróg Polski nie mógłby wymyślić czegoś, co by ją bardziej mogło poniżyć. Rodzina otrzymywała stosy listów kondolencyjnych, które to potwierdzają” – zapisała krewna prezydenta, dr Józefa Kodisowa. Setki tysięcy Polaków przyszły oddać hołd wystawionemu w trumnie na Zamku Królewskim ciału prezydenta. Toczona nadal na łamach gazet wojna przestała przekładać się na zachowanie ulicy, a nawet elit. Nowym prezydentem wybrano Stanisława Wojciechowskiego, obyło się bez gorszących scen i awantur. Co więcej, wszystkie partie ogłosiły po zaprzysiężeniu gotowość współpracy z głową państwa, choć przecież także Wojciechowskiego wybrano głosami lewicy, ludowców i mniejszości narodowych. Nagle politycy, którzy parli do otwartej konfrontacji, zaczęli dobrowolnie godzić się na przestrzeganie demokratycznych reguł.