Żyjemy w kraju w którym brakuje pieniędzy na podwyżki dla nauczycieli i wsparcie psychiatrii dziecięcej, ale nie brakuje jej dla obrzydliwej, niszczącej ludzi propagandy. Wydajemy miliardy publicznych pieniędzy na to żeby komunistyczni kacykowie rozliczali ludzi z opozycyjnej karty, żeby alkoholicy, którzy porzucili żony i małe dzieci, opowiadali o trwałości rodziny, żeby zmieniający poglądy, partnerów i redakcje osoby prawiły kazania innym.

Reklama

To było i jest obrzydliwe. Szczucie na mniejszości, na ludzi mających inne poglądy za każdym razem karze wierzyć, że ostrzej i gorzej jednak się nie da. Ale niestety okazuje się, że można. Można w dniu pogrzebu dziecka urządzać seans politycznej propagandy. Można po śmierci jednego członka rodziny szczuć na innych jej członków – bez refleksji o tym, że krwi na rękach może być jeszcze więcej.

Okazuje się że nie istnieją żadne granice, żadne hamulce, żadna refleksja, żadna przyzwoitość. Zero bojaźni. Jestem przekonany, że będzie jeszcze gorzej, że zła, szczucia, nienawiści i hipokryzji będzie jeszcze więcej. I gdy zmieni się władza – a prędzej czy później się zmieni – może okazać się, że wszystkie dobre rzeczy, które wydarzyły się w ciągu ostatnich lat znikną przykryte przez morze zła, którym stały się media publiczne. I to zło będzie jedynym co po latach będziemy pamiętali z rządów Zjednoczonej Prawicy.