"W przeciągu zaledwie roku przywódcy europejscy usłyszeli trzy opisy tego, w jaki sposób administracja Trumpa wyobraża sobie stosunki Ameryki z jej sojusznikami. Każdy był w innym tonie, ale wszystkie miały na celu przeniesienie ich do nowej ery, w której gotowość Waszyngtonu do ich bronienia ma swe ograniczenia" – napisali czołowi publicyści amerykańskiego dziennika, Steve Erlanger i David E. Sanger.
Rubio tak naprawdę łagodniejszym Vansem?
Przypomnieli, że przed rokiem wiceprezydent USA J.D. Vance potępił w Monachium europejską demokrację, twierdząc, że fale imigracji i ograniczenia wobec partii skrajnie prawicowych są dla kontynentu większym zagrożeniem niż Rosja. W tym roku sekretarz stanu Marco Rubio przekazał podobny, lecz "znacznie łatwiejszy do strawienia" komunikat, zaś wiceszef Pentagonu Elbridge Colby – "klasyczny amerykański przekaz o jedności interesów, a nie wartości".
"Jeśli Europejczycy są tym trochę zdezorientowani, jest to zrozumiałe" – napisali autorzy artykułu.
Zwracają oni uwagę, że Rubio ledwo musnął kwestię zagrożenia ze strony Rosji i innych przeciwników, za to z jego słów można było odnieść wrażenie, że celem Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA jest ochrona jednej cywilizacji – zachodniej.
Pułapka "bielszej i bardziej chrześcijańskiej" Europy
Przytaczają przy tym opinię byłego holenderskiego urzędnika UE Luuka van Middlelaara, że "Europejczycy trafiają w pułapkę", gdyż Rubio "próbował połączyć nas opowieścią o wspólnocie historii i narodów oraz religii, wykluczając mnóstwo niebiałych Europejczyków, jak również Amerykanów".
Wysoki rangą urzędnik europejski określił przemówienie Rubia jako "trującą pigułkę", gdyż jego słowa o ochronie "zachodniej cywilizacji" amerykańskim parasolem obronnym sugerują nie wprost, że "USA i ich zachodni sojusznicy walczą o zachowanie bielszej i bardziej chrześcijańskiej Europy". "Znacznie utrudni to europejskim przywódcom kontakty z resztą świata, nie wspominając o własnych niechrześcijańskich obywatelach" – czytamy.
Według autorów tekstu znacznie lepiej przyjęli Europejczycy przemówienie Colby'ego, który powiedział, że wartości mogą się różnić i lepiej oprzeć partnerstwo na czymś bardziej trwałym, jak wspólnota interesów.
Z którą Ameryką Europejczycy są w sojuszu?
W opinii bułgarskiego politologa Iwana Krastewa, po wszystkich tych wypowiedziach "Europejczycy stawiają sobie teraz pytanie, z którą Ameryką są w sojuszu". Jednak jego zdaniem ci, którzy wyobrażają sobie powrót do "miłego amerykańskiego sojusznika", jakiego znali od zakończenia drugiej wojny światowej, "oszukują samych siebie".
"Europejczycy najbardziej boją się tego, że ta administracja stała się wysoce zideologizowana. Nowością jest gotowość USA do wkroczenia w europejską politykę krajową. A interesujące jest nie to, co Rubio tu powiedział, tylko dokąd stąd pojechał", a mianowicie na Węgry i Słowację – ocenił.
Rana po Grenlandii zaszyta, ale blizna pozostała
W osobnym artykule Megan Mineiro podkreśliła, że choć amerykańscy kongresmeni opuścili Monachium w przekonaniu, że zaszyli ranę pozostawioną na stosunkach transatlantyckich przez sugestie Trumpa o inwazji na Grenlandię, to "blizna pozostała".
Senatorowie i kongresmeni "powiedzieli, że Grenlandia zdominowała ich rozmowy podczas całego szczytu" – czytamy w artykule. Republikańska senatorka Lisa Murkowski podkreśliła, że kwestia Grenlandii rezonowała "w sposób, jakiego moim zdaniem nikt z nas nie przewidział", odciągając uwagę od pilniejszych spraw, jak zakończenie wojny Rosji przeciwko Ukrainie czy ograniczanie wpływów Chin na świecie. Nie tak Stany Zjednoczone powinny kierować – powiedziała senatorka.