Dziennik Gazeta Prawana logo

Rosjanie obejrzą prawdę o Katyniu

17 marca 2008, 00:12
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
W najbliższych dniach w Rosji odbędą się trzy specjalne pokazy "Katynia" Andrzeja Wajdy. Wybitny publicysta Andrew Nagorski pisze w DZIENNIKU o tym, jaką rolę w ujawnieniu prawdy o sowieckiej zbrodni będzie miało dzieło polskiego reżysera.

Na początku lat 90., kiedy byłem szefem warszawskiego biura "Newsweeka", wielu polskich, czeskich i węgierskich reżyserów narzekało na zalew hollywoodzkich filmów, które przyciągały ogromną publiczność, podczas gdy na ich filmy przychodziła coraz mniejsza grupa najwierniejszych kinomanów. Często na ten temat rozmawiałem z Andrzejem Wajdą, który był moim żoliborskim sąsiadem.

Wajda nie miał pretensji do Ameryki. Wręcz przeciwnie, wyrażał podziw dla wybitnych umiejętności technicznych reżyserów. Ostrzegał również przed idealizowaniem dawnej epoki. – W okresie komunistycznym mnóstwo filmów robiono dla nikogo, ani dla widzów, ani dla krytyków – mówił. Ponieważ możliwości wyboru były ograniczone, z konieczności chodziło się nie tylko na dobre filmy, ale też na marne.

Jednakże kiedy "Korczak", pierwszy film nakręcony przez niego w nowej epoce, przyciągnął zaledwie ułamek dawnej liczby widzów, Wajda sprawiał wrażenie zniechęconego. "Publiczność się zmieniła" - tłumaczył. "Dla młodszych widzów problemy wojny, okupacji, a nawet <Solidarności> to wyłącznie historia".

Jak szybko zmieniają się czasy i upodobania. Dwa ostatnie filmy Wajdy, "Pana Tadeusza" i teraz "Katyń", obejrzały miliony Polaków, znacznie więcej niż większość pozycji z bogatej oferty hollywoodzkiej. A najnowszy film przypuszczalnie utrwali renomę Wajdy na Zachodzie jako jednego z najwybitniejszych reżyserów, właśnie dlatego, że i w starej, i w nowej epoce miał odwagę podejmować tematy, które niegdyś nazwał "wyłącznie historią".

Wajda znowu udowodnił, że dzieła poświęcone wielkim i poważnym tematom mogą odnieść sukces komercyjny, co z kolei oznacza, że sztuka filmowa może oddziaływać na świadomość narodu. W znakomitym eseju, który ukazał się na łamach „The New York Review of Books” – powinien go przeczytać każdy amerykański intelektualista – Anne Applebaum napisała: „Jest coś głęboko staroświeckiego w przekonaniu, że filmy mogą dopomóc w wytworzeniu się silnych, pozytywnych więzi patriotycznych między obcymi ludźmi. Koncepcja ta z pewnością jest obca współczesnej widowni amerykańskiej”.

Wszystko to pomaga zrozumieć, dlaczego Katyń został nominowany do Oscara i dlaczego budzi spore zainteresowanie w Stanach Zjednoczonych. Dzieje się tak na przekór temu, że został nakręcony dla polskiej publiczności, w większości znającej przedstawiane tam wydarzenia. Bo zagraniczni widzowie z pewnością nie zrozumieją wszystkich elementów fabuły.

Kręcąc w 1993 r. w Krakowie "Listę Schindlera", Spielberg powiedział mi, że zawsze podziwiał Wajdę i jego twórczość. Uczucie to jest odwzajemniane. Niektórzy polscy widzowie i reżyserzy krytykowali film Spielberga o Holocauście, lecz Wajda go chwalił. I uwielbiał oglądać swego amerykańskiego kolegę na planie filmowym. "Promieniował energią" - wspominał później Wajda. "Zażartowałem sobie, że gdyby go podłączyć do wszystkich tych kabli, to oświetliłby Nowy Jork. W Europie nie ma takich reżyserów".

Ale wzajemny szacunek, jakim darzą się Wajda i Spielberg, nie wystarczy do wytłumaczenia sukcesu "Katynia", nie tylko w Polsce.

Wydaje się, że ostatni film polskiego reżysera dowodzi jednego: wielu ludzi na całym świecie nadal potrafi się fascynować artystą mającym odwagę robić filmy poświęcone najważniejszym zagadnieniom współczesnej historii i walczyć z tymi, którzy próbują tę historię celowo fałszować. Jest w tym również wyraz uznania dla ryzyka podejmowanego przez Wajdę w czasach, kiedy poruszanie takich tematów mogło zrujnować mu karierę.

Coraz więcej też Amerykanów nareszcie sobie uświadamia, że w Moskwie jest przywódca, który przywrócił do życia praktykę fałszowania historii. Według Johna O’Sullivana z "National Review", wpływowego czasopisma amerykańskiej prawicy, Katyń pojawił się w idealnym momencie. "Reżim Putina stopniowo wycofuje się z tego, co zrobił rząd Jelcyna, który poczynił wyznanie sowieckiej winy. Film Wajdy znacznie utrudni Putinowi próbę wskrzeszenia z martwych sowieckich kłamstw".

Większość Amerykanów nie ma oczywiście pojęcia, co się wydarzyło w Lesie Katyńskim. Nie dotyczy to jednak historyków. W nowej książce zatytułowanej "Lenin’s Brain and Other Tales from the Secret Soviet Archives' Paul R. Gregory podaje liczne przykłady sowieckich zbrodni, pierwszy rozdział poświęcając tuszowaniu masowego mordu w Katyniu. Z kolei Yale University Press opublikowało gruby tom przełożonych na angielski dokumentów dotyczących tej tragedii. Nawet jeśli amerykańskim widzom trudno będzie zrozumieć niektóre wątki filmu Wajdy i nadążyć za przeskokami czasowymi, miażdżąco realistyczne zakończenie nie pozostawi ich obojętnymi. Nie przychodzi mi do głowy bardziej przejmująca sekwencja filmowa. Chociaż niedaleko w tyle zostaje początek „Szeregowca Ryana”, filmowany od dołu bezlitosny obraz rzezi na plażach Normandii. Sądzę, że obaj reżyserzy uznaliby to porównanie za komplement - i taka oczywiście była moja intencja.

Ci Amerykanie, według których Hollywood zwracał zdecydowanie za mało uwagi na wydarzenia za żelazną kurtyną, mogą odczuwać satysfakcję z faktu, że w zeszłym roku Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny dostało „Życie na podsłuchu”, film o inwigilacji mieszkańców NRD przez Stasi. „Katyń” nagrody nie dostał. Ale już sama nominacja i dystrybucja filmu w USA czy w Rosji dowodzi, że akcje Wajdy nadal stoją bardzo wysoko. Jego miejsce w Panteonie wielkich filmowców jest niepodważalne jako człowieka, który pragnie powiedzieć prawdę o niedawnych dziejach Polski. W Amerykanach budzi to instynktowny szacunek.

Jak teraz wiedzą już wszyscy, Wajda od dawna myślał o nakręceniu tego filmu. Mnie wspominał o tym wiele razy w latach 90., mówiąc również, że wśród ofiar był jego ojciec. Kiedy zrobiłem z nim wywiad tuż przed ceremonią rozdania Oscarów w 2000 r., znowu poruszył ten temat: "Jestem już stary i nakręcenie tego filmu to mój ostatni obowiązek. Chcę pokazać wielkość ludzi, którzy tam zginęli".

Wypełniając ten obowiązek, Wajda przy okazji potwierdził swoją wielkość. Nie trzeba być Polakiem, żeby to zrozumieć.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj