Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie ma jeszcze polskiej Margaret Thatcher

4 lutego 2009, 13:07
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Piotr Zaremba
Piotr Zaremba/Inne
Dlaczego feministki krytykują rolę, w jakiej Joanna Kluzik-Rostkowska, Grażyna Gęsicka i Aleksandra Natalii-Świat wystąpiły w spotach reklamowych Prawa i Sprawiedliwości? Zastanawia się nad tym Piotr Zaremba.

- tak najczęściej kwitują feministki i przedstawicielki lewicy udział Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Grażyny Gęsickiej i Aleksandry Natalii-Świat w przedkongresowych spotach Prawa i Sprawiedliwości. Powód: na pierwszym planie lider partii, one w tle.

Dziś Magdalena Środa idzie w "Gazecie Wyborczej" nieco dalej. Chwali Kaczyńskich za to, że - inaczej niż liderzy PO - doceniają kobiety (jest to jednak pochwała nieco przewrotna: mają być wobec nich ulegli z powodu respektu dla swojej mamy). Ale i tak finał felietonu jest do przewidzenia: była minister do spraw równości w rządzie lewicy byłaby naprawdę usatysfakcjonowana, gdyby któraś z kobiet zajęla miejsce Kaczyńskiego.

. Prawda jest jednak i taka, że nawet w państwach od lat uprawiających społeczną inżynierię, naganiających kobiety do parlamentu i rządu systemem kwotowym (zwłaszcza Skandynawia), tylko z trudem udaje się markować względny parytet. Upychamy rzeczywistość kolanem, a ona wciąż nie jest taka, To oczywiście zachęca feministki do tym gorliwszych wezwań do dalszych zmian. W krajach, gdzie panie cieszą się już wszelkimi prawami i są rzeczywiście równe, dla wytłumaczenia ich braku gorliwości akurat w dziedzinie polityki (może jednak naturalnych?), szuka się przejawów patriarchatu.

Z drugiej strony kariera angielskiej premier Margaret Thatcher, jednego z najsilniejszych liderów (liderek) zachodniego świata przypadało na czasy jeszcze względnie konserwatywne i na konserwatywną partię. Także Angela Merkel zrobiła naturalną karierę w państwie otwartym na argumenty feministek, ale nie aż tak jak Szwecja czy Norwegia. Zmiany więc następują, ale we własnym rytmie.

Gołym okiem widać. że zmiany następować będą, ale nie w takim tempie i nie do tego stopnia, jak życzą sobie feministki, Powiem brutalnie: żadna ze znanych mi polskich polityczek nie ma talentów (choć może i wad) Kaczyńskiego, Tuska czy Kwaśniewskiego. Z reguły bardziej pasują do roli ekspertów (ekspertek) niż przwódców (przywódczyń). Można to powiedzieć również o tak zwanych aniołkach Kaczyńskiego, czyli paniach ze spotu. Naturalnie te ekspertki powinny awansować. Zapewne same dobre rzeczy wynikłyby z zamiany Przemysława Gosiewskiego na kompetentną specjalistkę od budżetu Aleksandrę Natalii-Świat na stanowisku szefa klubu PiS (a mówi się o tym). Ale polska Thatcher czy Merkel jeszcze się nie objawiła. I żadne kwotowe sztuczki tego nie przyśpieszą.

Słusznie powiedziała kiedyś Hanna-Gronkiewicz-Waltz: Gdybym miała zawdzięczać swoją karierę kwotom, byłoby mi wstyd.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj