Zarzuty postawione Polsce w raporcie Departamentu Stanu USA generalnie mnie nie dziwią. Minister Michał Kamiński, choć nie ma pojęcia, o czym mówi, obwinia za nie Platformę Obywatelską. Panie ministrze, przypominam panu po raz kolejny: nie jest tak, że jak się nie zna faktów, to one nie istnieją. Otóż oburzając się tak bardzo tym raportem, naprawdę wystawia pan ocenę sobie i swoim kolegom z PiS. Dokument dotyczy bowiem sytuacji z 2007 roku.

Nadużycia ze strony policji, brak wprowadzania przepisów antykorupcyjnych - to problemy, które wtedy poruszyła także właśnie PO. Ocena Amerykanów wynika z obecnego w działaniach ówczesnej władzy przerostu formy nad treścią. Afery, spektakularne zatrzymania, areszty wydobywcze, które miały zastępować realną skuteczność - to właśnie rzeczy, przeciw którym protestowała Platforma.

Jeden zarzut postawiony Polsce we wspomnianym raporcie kompletnie mnie jednak zaskoczył, a mianowicie jakoby w naszym kraju dochodziło do przypadków stosowania przemocy wobec homoseksualistów. Sądzę, że ten obraz wynika z opinii przekazanych przez organizacje pozarządowe, które zwykle troszkę koloryzują, bo muszą uzasadnić swoją rację bytu. Być może był gdzieś w małej miejscowości jeden taki przypadek, który posłużył do stworzenia takiego obrazu.

Ja jednak w całej swojej działalności politycznej i społecznej nie miałam ani jednej skargi, by z powodu orientacji seksualnej ktoś był zwolniony z pracy czy w jakiś inny sposób dyskryminowany. A zgłaszają się do mnie ludzie różnych orientacji. Z pewnością nie można o nas powiedzieć, że jesteśmy homofobami.