"Usprawiedliwienie sądu, że Oleksy nie wiedział, iż w latach 1970-1978 był tajnym współpracownikiem Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego, uwłacza jemu samemu" - pisze w DZIENNIKU publicysta Jerzy Jachowicz.
Decyzja w sprawie fałszywego oświadczenia Józefa Oleksego jest skandaliczna. To oburzający przypadek, kiedy polska Temida okazuje się nie tylko ślepa i głucha. Ale
i bez pamięci. Ślepa na fakty. Głucha na inne argumenty niż obrońców oskarżonego.
Głęboko w ziemi grzebiąca dzień wczorajszy i przedwczorajszy, ten sprzed blisko czterdziestu laty. W dodatku ignorująca wyroki swoich poprzedników. Bo nie chcę nawet w przebłysku świadomości pomyśleć, że postanowienie może być tendencyjne.
Ciekaw bardzo jestem, na jakiej podstawie Szanowni Panowie Sędziowie są przekonani, że w momencie, kiedy Józef Oleksy składał podpis pod oświadczeniem lustracyjnym, "nie miał świadomości, że musi ujawnić współpracę" z wojskowymi służbami specjalnymi.
To usprawiedliwienie sądu, że Oleksy nie wiedział, iż w latach 1970 - 1978 był tajnym współpracownikiem Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego, w gruncie rzeczy uwłacza jemu samemu. Bo mniej więcej znaczy to tyle, że jeden z najwybitniejszych polskich polityków ostatnich dziesięcioleci, człowiek obdarzony ogromną inteligencją, w tej jednej jedynej sprawie zachował się jak półgłówek.
Nie rozumiał ani na jotę, że fałszuje oświadczenie. Że nie był w stanie pojąć prostego pytania, czy współpracował z tajnymi służbami specjalnymi. Choć w czasie tajnych szkoleń przygotowywano go do wykonywania zadań specjalnych na wypadek konfliktu między wojskami Układu Warszawskiego a armiami Zachodu. Choć podpisywał oświadczenie, że wszystko, co ma związek ze szkoleniem i planowanymi dla niego funkcjami i zadaniami w ramach tajnej współpracy z Agenturalnym Wywiadem Operacyjnym, jest ścisłą tajemnicą.
Zamiast ukrywać ten fragment swojej biografii, kiedy był wschodzącą gwiazdą polskiej nauki i nadzieją najwyższych instancji, Józef Oleksy mógł prostolinijnie i uczciwie napisać, iż współpracował z wojskowymi służbami specjalnymi. Że na początek przeszedł specjalne przeszkolenie kontrwywiadowcze, a w następnych latach sukcesywnie podnosił swoje kwalifikacje w tym zakresie na szkoleniach okresowych. Miast tego w oświadczeniu przyznał jedynie, że był oficerem rezerwy "szkolonym na czas zagrożenia wojennego w formacji rozpoznania wojskowego".
Dzięki stalowej odporności zniósł wszystkie wzloty i upadki, jakie przechodził w związku z tą sprawą przez blisko osiem lat. Po to, aby dziś za sprawą fatalnej decyzji sądu triumfować.
Sąd próbował usprawiedliwiać swoją decyzję, mówiąc: Józef Oleksy mógł nie zdawać sobie sprawy, że w oświadczeniu powinien napisać, iż współpracował z tajnymi służbami wojskowymi.
Sąd tym postanowieniem zaplątał się jednak we własne sieci. Bo każdy, usłyszawszy jego słowa, że Oleksy nie skłamał, siłą rzeczy rozumie, że Oleksy agentem nie był. Właśnie dlatego pewnie sam zainteresowany puszył się po decyzji sądu, mówiąc, że czuje się "oczyszczony".
To słowo ma szczególne znaczenie w języku polskim i Oleksy niewątpliwie go nadużył. Większą trzeźwością umysłu wykazał się jego obrońca Wojciech Tomczyk, który wyrok procesu uznał za zwycięstwo połowiczne. Tym samym dobrze rozumie, że tak naprawdę jego klient niewinny nie jest.
Głęboko w ziemi grzebiąca dzień wczorajszy i przedwczorajszy, ten sprzed blisko czterdziestu laty. W dodatku ignorująca wyroki swoich poprzedników. Bo nie chcę nawet w przebłysku świadomości pomyśleć, że postanowienie może być tendencyjne.
Ciekaw bardzo jestem, na jakiej podstawie Szanowni Panowie Sędziowie są przekonani, że w momencie, kiedy Józef Oleksy składał podpis pod oświadczeniem lustracyjnym, "nie miał świadomości, że musi ujawnić współpracę" z wojskowymi służbami specjalnymi.
To usprawiedliwienie sądu, że Oleksy nie wiedział, iż w latach 1970 - 1978 był tajnym współpracownikiem Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego, w gruncie rzeczy uwłacza jemu samemu. Bo mniej więcej znaczy to tyle, że jeden z najwybitniejszych polskich polityków ostatnich dziesięcioleci, człowiek obdarzony ogromną inteligencją, w tej jednej jedynej sprawie zachował się jak półgłówek.
Nie rozumiał ani na jotę, że fałszuje oświadczenie. Że nie był w stanie pojąć prostego pytania, czy współpracował z tajnymi służbami specjalnymi. Choć w czasie tajnych szkoleń przygotowywano go do wykonywania zadań specjalnych na wypadek konfliktu między wojskami Układu Warszawskiego a armiami Zachodu. Choć podpisywał oświadczenie, że wszystko, co ma związek ze szkoleniem i planowanymi dla niego funkcjami i zadaniami w ramach tajnej współpracy z Agenturalnym Wywiadem Operacyjnym, jest ścisłą tajemnicą.
Zamiast ukrywać ten fragment swojej biografii, kiedy był wschodzącą gwiazdą polskiej nauki i nadzieją najwyższych instancji, Józef Oleksy mógł prostolinijnie i uczciwie napisać, iż współpracował z wojskowymi służbami specjalnymi. Że na początek przeszedł specjalne przeszkolenie kontrwywiadowcze, a w następnych latach sukcesywnie podnosił swoje kwalifikacje w tym zakresie na szkoleniach okresowych. Miast tego w oświadczeniu przyznał jedynie, że był oficerem rezerwy "szkolonym na czas zagrożenia wojennego w formacji rozpoznania wojskowego".
Dzięki stalowej odporności zniósł wszystkie wzloty i upadki, jakie przechodził w związku z tą sprawą przez blisko osiem lat. Po to, aby dziś za sprawą fatalnej decyzji sądu triumfować.
Sąd próbował usprawiedliwiać swoją decyzję, mówiąc: Józef Oleksy mógł nie zdawać sobie sprawy, że w oświadczeniu powinien napisać, iż współpracował z tajnymi służbami wojskowymi.
Sąd tym postanowieniem zaplątał się jednak we własne sieci. Bo każdy, usłyszawszy jego słowa, że Oleksy nie skłamał, siłą rzeczy rozumie, że Oleksy agentem nie był. Właśnie dlatego pewnie sam zainteresowany puszył się po decyzji sądu, mówiąc, że czuje się "oczyszczony".
To słowo ma szczególne znaczenie w języku polskim i Oleksy niewątpliwie go nadużył. Większą trzeźwością umysłu wykazał się jego obrońca Wojciech Tomczyk, który wyrok procesu uznał za zwycięstwo połowiczne. Tym samym dobrze rozumie, że tak naprawdę jego klient niewinny nie jest.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl