Dziennik Gazeta Prawana logo

Wybory na Węgrzech. "Orbán, takarodj". Rosnące napięcie na finiszu kampanii [Nasza relacja]

dzisiaj, 15:51
[aktualizacja 50 minut temu]
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Upadek twierdzy Orbána? Węgry wrzą przed wyborami
Upadek twierdzy Orbána? Węgry wrzą przed wyborami/dziennik.pl
Tłumy na Placu Bohaterów, okrzyki "Orbán, odejdź!" w bastionach Fideszu i kampania, która przeniosła się z mediów publicznych na bezpośrednie spotkania w najbiedniejszych regionach kraju. Na Węgrzech czuć energię, jakiej nie widziano od lat. Czy fenomen partii TISZA i jej lidera, Pétera Magyara, wystarczy, by pokonać machinę propagandową i skomplikowaną ordynację wyborczą? To moment, w którym waży się nie tylko wynik głosowania, ale sens pozostania w kraju dla tysięcy młodych ludzi.

Rośnie napięcie na Węgrzech

Sobota, dzień przed wyborami, które wielu komentatorów nazywa najważniejszymi na Węgrzech od 1989 roku, upływa pod znakiem wyczekiwania i rosnącego napięcia. Kampania formalnie dobiega końca, ale emocje wciąż są bardzo żywe – zarówno na ulicach, jak i w mediach. To napięcie nie bierze się tylko z bieżącej rywalizacji, lecz z faktu, że te wybory są w istocie referendum nad całym systemem zbudowanym przez Viktor Orbán od 2010 roku.

Od tego momentu Fidesz nie tylko rządzi, ale posiada większość konstytucyjną, czyli dwie trzecie mandatów w parlamencie. To pozwoliło Orbánowi przebudować państwo w sposób, który w praktyce daje władzy bardzo szeroką swobodę działania. Na Węgrzech formalnie nie obowiązuje już klasyczna konstytucja – została ona zastąpiona przez tzw. Alaptörvény, czyli ustawę zasadniczą uchwaloną przez Fidesz. Dzięki tej większości rząd mógł ją wielokrotnie zmieniać, dostosowując system do własnych potrzeb.

Od czasu pandemii COVID-19 ten model został jeszcze wzmocniony. Na Węgrzech utrzymywany jest stan nadzwyczajny, który pozwala rządowi rządzić dekretami, z pominięciem standardowej ścieżki legislacyjnej. W efekcie władza wykonawcza zyskała jeszcze większą kontrolę nad państwem, a granice między normalnym trybem rządzenia a sytuacją wyjątkową w praktyce się zatarły.

Przez lata ten system działał skutecznie. Fidesz kontrolował instytucje, dominował w mediach i utrzymywał silne poparcie – zwłaszcza poza dużymi miastami. Opozycja była podzielona i niezdolna do stworzenia alternatywy.

Kim jest Péter Magyar?

Dziś jednak ten model po raz pierwszy od dawna napotyka realne wyzwanie. Ma ono twarz Pétera Magyara – polityka, który jeszcze niedawno był częścią tego samego obozu władzy.

Magyar to były urzędnik państwowy i insider systemu. Był mężem Judit Varga, ministra sprawiedliwości, która ustąpiła po aferze związanej z ułaskawieniem osoby powiązanej ze skandalem pedofilskim. To wydarzenie stało się punktem zwrotnym. Magyar wystąpił publicznie i zaczął mówić o mechanizmach władzy od środka – bardzo szybko stając się jej najgłośniejszym krytykiem.

Wokół niego powstała partia TISZA. Nazwa odwołuje się do rzeki Cisy. Jednocześnie "TISZA” jest skrótem od Tisztelet és Szabadság, czyli "Szacunek i Wolność". A hasło "Árad a Tisza” – "Tisza wzbiera” – ma symbolizować rosnący ruch społeczny. I rzeczywiście, jego kampania wygląda inaczej niż wszystko, co dotąd widziano na Węgrzech. Magyar objechał kraj, docierając do najbiedniejszych regionów i małych miejscowości, organizując nawet pięć–sześć spotkań dziennie. To bezpośredni kontakt z wyborcami stał się jego głównym narzędziem.

Dziś ten objazd kończy się symbolicznie w Debreczyn – drugim co do wielkości mieście kraju i jednym z najważniejszych bastionów Fideszu. Wybór tego miejsca ma znaczenie polityczne: to próba pokazania, że ruch Magyara dociera także tam, gdzie przez lata dominowała władza. Jeśli opozycja jest w stanie mobilizować wyborców w Debreczynie, oznacza to realne pęknięcie w systemie.

Co pokazują sondaże?

Jeszcze kilka miesięcy temu mało kto wierzył, że Magyar może zagrozić Orbánowi. Dziś sytuacja wygląda inaczej – co widać także w sondażach. W większości niezależnych badań to właśnie TISZA prowadzi. Niektóre sondaże idą jeszcze dalej i sugerują, że partia Magyara może zdobyć nawet większość konstytucyjną w parlamencie. To miałoby kluczowe znaczenie. Tylko taka większość daje realną możliwość zmiany systemu zbudowanego przez Viktor Orbán – od przepisów wyborczych, przez funkcjonowanie instytucji, po samą ustawę zasadniczą. Bez niej nowa władza musiałaby działać w ramach struktur zaprojektowanych przez poprzedników. Z nią – mogłaby rozpocząć proces demontażu i przebudowy systemu, który przez lata był stopniowo "zabetonowywany”.

To właśnie ten scenariusz byłby przełomowy. Oznaczałby, że po raz pierwszy od 2010 roku ktoś inny niż Fidesz miałby narzędzia do zmiany systemu, który Orbán budował przez kilkanaście lat.

Kluczową rolę w tej zmianie odgrywa mobilizacja nowych wyborców. Szczególnie widoczna jest aktywizacja młodych ludzi. Wielu z nich otwarcie mówi, że traktuje te wybory jako moment graniczny – jeśli teraz nie dojdzie do zmiany, rozważają wyjazd z kraju. To nadaje tej kampanii wymiar znacznie szerszy niż zwykła rywalizacja polityczna.

Młodzi manifestują potrzebę zmiany. "Orban odejdź"

Symbolem tej mobilizacji był wczorajszy wieczór na Plac Bohaterów w Budapeszcie. Odbył się tam koncert pod hasłem "Rendszerbontó nagykoncert”, czyli dosłownie „wielki koncert demontażu systemu” – wydarzenie łączące muzykę z wyraźnym przekazem politycznym. Na miejscu zgromadziły się tłumy, w dużej mierze młodych ludzi, którzy przyszli nie tylko dla samej muzyki, ale także po to, by zamanifestować potrzebę zmiany i poczucie wspólnoty. W tłumie dominowało przekonanie, że to nie jest zwykły wieczór kampanii, ale moment, w którym po raz pierwszy od lat zmiana wydaje się realna.

Dla wielu obserwatorów był to jeden z najbardziej wymownych momentów tej kampanii – dowód na to, że energia społeczna, której wcześniej brakowało, rzeczywiście się pojawiła. Panowała wyraźnie podniosła, ale też radosna atmosfera – dużo uśmiechów, poczucie wspólnoty – a w tłumie co jakiś czas rozlegały się skandowane hasła „Orbán, takarodj!”, czyli „Orbán, odejdź!”.

Jednocześnie sytuacja pozostaje niepewna. System wyborczy wciąż sprzyja największej partii, a Fidesz zachowuje silne poparcie na prowincji i wśród starszych wyborców. Dlatego mimo wyraźnego prowadzenia TISZA w wielu sondażach wynik wyborów pozostaje otwarty.

System wyborczy na Węgrzech jest jednym z kluczowych elementów tego, dlaczego Fidesz był w stanie utrzymać władzę tak długo – nawet w sytuacjach, gdy jego realne poparcie społeczne spadało. Nie chodzi o jeden mechanizm, ale o cały zestaw rozwiązań, które razem dają dużą przewagę największej partii.

Po pierwsze, Węgry mają system mieszany, ale z wyraźnym przechyleniem w stronę okręgów jednomandatowych. Około połowa mandatów w parlamencie pochodzi właśnie z takich okręgów, gdzie zwycięzca bierze wszystko. To oznacza, że nawet niewielka przewaga w danym regionie przekłada się na cały mandat. Jeśli opozycja jest podzielona, a kandydat Viktor Orbán ma przeciwko sobie kilku konkurentów, Fidesz może wygrywać wiele okręgów stosunkowo niewielką różnicą głosów.

Po drugie, granice okręgów zostały zmienione po 2010 roku. Krytycy systemu wskazują, że zostały one narysowane w sposób korzystny dla Fideszu – tak, aby maksymalizować liczbę mandatów przy danym poziomie poparcia. To klasyczny mechanizm znany jako gerrymandering.

Po trzecie, istnieje system tzw. "premii dla zwycięzcy”. W węgierskim modelu nie tylko przegrane głosy trafiają do puli proporcjonalnej, ale także część „nadwyżkowych” głosów zwycięzcy w okręgach. W praktyce oznacza to, że partia, która wygrywa w terenie, dostaje dodatkowy bonus także w części proporcjonalnej. To wzmacnia efekt "kuli śnieżnej” – wygrana w okręgach przekłada się na jeszcze większą przewagę w całym parlamencie.

Kolejny element to głosy z zagranicy. Węgrzy mieszkający poza granicami kraju, ale posiadający obywatelstwo – zwłaszcza w krajach ościennych – mogą głosować korespondencyjnie na listy partyjne. Ta grupa w przeszłości w zdecydowanej większości popierała Fidesz, co również wzmacnia jego wynik.

W rezultacie ten system premiuje największą, najlepiej zorganizowaną partię o równomiernym poparciu w kraju. Dlatego Fidesz był w stanie zdobywać większość konstytucyjną – czyli dwie trzecie mandatów – nawet bez równie wysokiego procentu głosów w skali całego kraju.

Nie bez znaczenia jest też kontekst systemowy: dominacja w mediach, dostęp do zasobów państwa i kampanie informacyjne finansowane z budżetu, które w praktyce pokrywają się z przekazem politycznym rządu. Media publiczne są od lat krytykowane za to, że przedstawiają niemal wyłącznie narrację obozu władzy, marginalizując lub pomijając głosy opozycji. To nie jest formalna część ordynacji wyborczej, ale w praktyce znacząco wpływa na jej efekty i warunki rywalizacji.

Właśnie w tym kontekście kluczowe okazało się to, jak kampanię poprowadził Péter Magyar. Zamiast próbować konkurować w tradycyjnych mediach, postawił na bezpośredni kontakt z wyborcami i intensywne wykorzystanie mediów społecznościowych. To pozwoliło mu ominąć informacyjną dominację rządu i dotrzeć do odbiorców, którzy wcześniej pozostawali poza zasięgiem opozycji. Ta dominacja informacyjna była widoczna także w przestrzeni publicznej. Kampania billboardowa prowadzona przez Fidesz należy do najbardziej agresywnych i brutalnych w ostatnich latach. Na plakatach pojawiają się wizerunki Volodymyr Zelenskyy, Ursula von der Leyen oraz Péter Magyar, zestawiane razem jako symbol zagrożenia.

Hasła odwołują się do strachu – przed wojną, utratą suwerenności czy kryzysem gospodarczym. Jednym z najbardziej komentowanych przykładów był billboard ze "złotą toaletą”, sugerujący, że pieniądze Węgrów są marnowane przez elity powiązane z Brukselą i Ukrainą. Inne plakaty wprost pytają: "kto stanowi zagrożenie?”, wskazując konkretnych polityków jako niebezpieczeństwo dla kraju.

To kampania oparta na silnych emocjach, wyraźnym wskazywaniu wroga i prostym przekazie wizualnym – i wielu obserwatorów podkreśla, że jej ton jest ostrzejszy niż w poprzednich latach.

To właśnie dlatego obecna sytuacja jest tak interesująca. Jeśli partia TISZA rzeczywiście prowadzi w sondażach i jest w stanie wygrać w wielu okręgach jednomandatowych, ten sam system, który przez lata wzmacniał Fidesz, może teraz zadziałać na jej korzyść.

Dlatego te wybory nie są już tylko kolejnym głosowaniem w jednym z krajów Unii Europejskiej. To moment, który może przesądzić o kierunku całych Węgier – i szerzej, o politycznej równowadze w regionie Europy Środkowej.

Stawką jest coś więcej niż zmiana rządu. To wybór między dwoma modelami państwa i dwoma geopolitycznymi kierunkami. Z jednej strony system zbudowany przez Viktor Orbán – coraz częściej określany jako nieliberalny, skoncentrowany na silnej władzy, konflikcie z instytucjami unijnymi i pragmatycznych, a bliskich relacjach z Vladimirem Putinem. Z drugiej strony obietnica powrotu do bardziej klasycznego modelu europejskiej demokracji, bliższej głównemu nurtowi Unii.

Sygnał dla Europy

To dlatego te wybory są obserwowane nie tylko na Węgrrzech, ale w całej Europie. Bo odpowiedź na pytanie, które padnie przy urnach, brzmi w istocie: czy kraj leżący w samym sercu kontynentu pójdzie dalej w stronę modelu coraz bardziej zbliżonego do autorytaryzmu i politycznego „Wschodu”, czy też spróbuje zawrócić i ponownie zakotwiczyć się wyraźnie po stronie Zachodu.

To moment, w którym rozstrzyga się nie tylko przyszłość jednego rządu, ale kierunek całego państwa – i sygnał dla innych krajów regionu, w którą stronę może podążyć Europa Środkowa w nadchodzących latach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj