Zbigniew Parafianowicz, Justyna Prus: Jak pan ocenia prawie dwa lata swojej pracy w MSZ?
Borys Tarasiuk: Będę nieskromny, uważam, że to był bardzo dobry czas dla ukraińskiej dyplomacji. W skali od jednego do pięciu stawiam sobie czwórkę. Nie wstydzę się za pracę swoją i swoich kolegów.

A co konkretnie panu się udało? Co uznałby pan za największy sukces ukraińskiej dyplomacji?
Przede wszystkim radykalnie polepszyliśmy stosunki z Unią Europejską. Udało się nam osiągnąć chyba najwyższy możliwy poziom w naszych stosunkach z Brukselą. Ubiegły rok był rekordowy, jeśli chodzi o ilość spotkań ukraińsko-unijnych. Bruksela przyznała nam status państwa z gospodarką rynkową, o co walczyliśmy od wielu lat. Udało się sfinalizować rozmowy o złagodzeniu reżimu wizowego dla Ukraińców. Mamy również postępy we współpracy z NATO. Zresztą Sojusz już we wrześniu 2006 roku był gotowy do podpisania z nami Planu Działania na rzecz Członkostwa (Membership Action Plan, MAP – podstawowy dokument gwarantujący wstąpienie do Paktu Północnoatlantyckiego – red.). Deklaracje premiera Wiktora Janukowycza w Brukseli o spowolnieniu tempa integracji z Sojuszem, całkowicie pokrzyżowały te plany.

Pana zdaniem to właśnie wystąpienie Janukowycza zahamowało drogę Ukrainy do NATO?
Oczywiście. To była wina premiera, który naruszył lipcową umowę zawarte w ramach Uniwersału Jedności Narodowej między siłami politycznymi tworzącymi rząd na Ukrainie. Całkiem realna perspektywa podpisania Planu na Rzecz Członkostwa podczas listopadowego szczytu NATO w Rydze została przez niego przekreślona.

Nie obawia się pan, że nowy szef dyplomacji może zmienić kurs w polityce zagranicznej? Na przykład na jednoznacznie prorosyjski?
Dobry menedżer musi zorganizować pracę firmy tak, by działała sprawnie, nawet jeśli go zabraknie. To był mój cel i moich współpracowników w MSZ. Sądzę, że udało się nam wypracować mechanizm, który będzie działał siłą rozpędu i utrzyma nadany przez nas kurs. Niezależnie od tego, kto stanie na czele dyplomacji. Oczywiście to, kto będzie kierował MSZ, ma znaczenie. Zależy od nich ton oraz wiele subtelności i niuansów dyplomacji. Jednak jestem raczej spokojny o przyszłość ukraińskiej polityki zagranicznej.

Czy zna pan już nazwisko swojego następcy? Czy prezydent Wiktor Juszczenko i premier Wiktor Janukowycz porozumieli się w tej sprawie?
Tak, kompromis już jest. Wiem, kto będzie następnym szefem MSZ.

Ujawni nam pan jego nazwisko?
Poczekajmy. Niech najpierw zrobi to prezydent.

Jakie będzie teraz miejsce Polski w polityce zagranicznej Ukrainy? Warszawa ma się spodziewać zmian?
Tak jak wśród polskich elit nie ma różnic, jeśli chodzi o stosunek do Kijowa, tak i na Ukrainie wszystkie partie polityczne są zgodne: Polska jest dla nas strategicznym sojusznikiem. Polska jest naszym jedynym pełnowartościowym strategicznym partnerem, a stosunki z Warszawą będą w dalszym ciągu priorytetem dla Kijowa. Mam też nadzieję, że uda się usunąć te trudności, które obecnie rzucają cień na nasze relacje.

Ma pan pewnie na myśli embargo na polskie mięso? Dlaczego nie udało się go znieść w czasie pana rządów w MSZ? Zresztą warto przypomnieć, że wprowadził je wcale nie Wiktor Janukowycz, tylko rząd Jurija Jechanurowa, który jest przecież "człowiekiem prezydenta Juszczenki".
To, że do tej pory nie zniesiono embarga, to zaniedbanie naszego rządu. Powiem więcej – to polityczny błąd. Utrzymując embargo rząd i ministerstwo rolnictwa zachowują się krótkowzrocznie i wbrew interesom państwa ukraińskiego. Już dzisiaj niektórzy porównują tę sytuację do polsko-rosyjskiego sporu o mięso. Ukraina jest wtedy uznawana za państwo antypolskie.

Kwestia embarga to problem braku woli politycznej czy interesów ekonomicznych?
Jestem przekonany, że woli politycznej. Myślę, że rząd i premier nie doceniają konsekwencji utrzymywania embarga.

Mówi pan o tym, że stosunki z Polską są strategiczne, ale za pana rządów w MSZ nie było przełomu w projekcie rurociągu Odessa-Brody? A to przecież sztandarowy projekt polsko-ukraiński.
To nie jest sprawa, którą zajmuje się MSZ. Chociaż oczywiście ten projekt był z nami konsultowany. Staraliśmy się wspierać go politycznie i dyplomatycznie, ale decyzje nie należały do nas.

Zapewnia pan, że kierunek w polityce zagranicznej Ukrainy się nie zmieni, że nadal będzie państwem prozachodnim. Tymczasem Wiktor Juszczenko ma się wkrótce spotkać z Aleksandrem Łukaszenką, uznawanym za ostatniego dyktatora w Europie. Jak to interpretować?
Wyjaśniliśmy naszym partnerom w Unii Europejskiej, że takie spotkanie jest uzasadnione i potrzebne. Chodzi o pragmatyczne interesy i próbę rozwiązania konkretnych problemów, dotyczących na przykład wspólnej granicy białorusko-ukraińskiej.

Czy tematem tej rozmowy będzie również tworzenie sojuszu państw tranzytowych, przez które biegną rosyjskie rurociągi? Wspominał o tym w wywiadzie dla "Die Welt" Aleksander Łukaszenka.
Tak. Mamy wspólne interesy i trzeba szukać sposobu, żeby je realizować.


Borys Tarasiuk, były minister spraw zagranicznych Ukrainy