"Wczorajsza konwencja PiS oznacza nowe otwarcie w sferze słów. Liderzy nie mogli się zdecydować w najważniejszej sprawie: czy wielki sukces już był, czy dopiero będzie. Wystąpienia przypominały zaklinanie rzeczywistości w połączeniu z propagandą sukcesu." - pisze Tomasz Lis. "Jeśli ktoś będzie kiedyś pisał polityczną historię tej władzy, nie będzie mógł pominąć wczorajszego wystąpienia premiera" - ripostuje Michał Karnowski.
Tomasz Lis
Dyrektor programowy Polsatu
Konwencja może się okazać dobrą lub złą informacją dla Polski. Dobre byłoby poświęcenie większej uwagi przyszłości niż przeszłości oraz mówienie nowym językiem. Z drugiej strony, istnieje ryzyko, że jeśli PiS zajmie się gospodarką, której do tej pory odpuszczał, to ją po prostu popsuje.
Usłyszeliśmy, że sukces odniesiono w budownictwie, choć wiadomo, że to nieprawda, podejrzewam więc PiS o utratę kontaktu z rzeczywistością. Premier Gilowska mówiła o konieczności obniżenia kosztów pracy, ale przecież od półtora roku takie same deklaracje słyszymy od wszystkich polityków PiS. Zamiast o tym mówić, trzeba to w końcu zrobić.
Jako pozytywną odbieram deklarację Ludwika Dorna, że kto nie jest przeciw nam, jest z nami. Do tej pory PiS rządził na zasadzie: kto nie jest z nami, ten przeciwko nam. Zmiana oznaczałaby przesunięcie się w stronę środka. Konwencja była próbą pokazania Polsce nowej twarzy, ale także mobilizacji zmęczonych kadr. Zużycie materiału było widać gołym okiem.
Michał Karnowski
Publicysta DZIENNIKA
Było to bowiem coś więcej niż kolejne expose, niezbędne po roszadach w rządzie. Coś więcej niż mobilizowanie zwolenników do dalszej - to słowa premiera - "krętej drogi". To było wyznanie wiary działaczy i wyborców PiS. Wiary w silne państwo z dobrą, tajną łącznością rządową i silną pozycją międzynarodową, ze skutecznymi sądami. W państwo, które według szefa rządu jest budowane. I choć w wielu punktach prosiło się o polemikę, to generalnie ta część zabrzmiała jak solidne niedzielne kazanie. Zgrabnie powiedziane bez obrażania innych. Wiadomo jasno, o co chodzi. Gorzej z częścią drugą. Bo wiarę Kaczyńskiego w szykowany reformatorski skok - w informatyzację, unijne fundusze, wózek ustaw i pakt społeczny - trudno podzielić. Brakuje konkretów. Tak jak do tej pory brakowało woli, by ograniczyć partyjną zachłanność na posady. Frazy o przyszłości przypominały więc raczej tureckie kazanie, bez szans na przejście do historii.
Dyrektor programowy Polsatu
Konwencja może się okazać dobrą lub złą informacją dla Polski. Dobre byłoby poświęcenie większej uwagi przyszłości niż przeszłości oraz mówienie nowym językiem. Z drugiej strony, istnieje ryzyko, że jeśli PiS zajmie się gospodarką, której do tej pory odpuszczał, to ją po prostu popsuje.
Usłyszeliśmy, że sukces odniesiono w budownictwie, choć wiadomo, że to nieprawda, podejrzewam więc PiS o utratę kontaktu z rzeczywistością. Premier Gilowska mówiła o konieczności obniżenia kosztów pracy, ale przecież od półtora roku takie same deklaracje słyszymy od wszystkich polityków PiS. Zamiast o tym mówić, trzeba to w końcu zrobić.
Jako pozytywną odbieram deklarację Ludwika Dorna, że kto nie jest przeciw nam, jest z nami. Do tej pory PiS rządził na zasadzie: kto nie jest z nami, ten przeciwko nam. Zmiana oznaczałaby przesunięcie się w stronę środka. Konwencja była próbą pokazania Polsce nowej twarzy, ale także mobilizacji zmęczonych kadr. Zużycie materiału było widać gołym okiem.
Michał Karnowski
Publicysta DZIENNIKA
Było to bowiem coś więcej niż kolejne expose, niezbędne po roszadach w rządzie. Coś więcej niż mobilizowanie zwolenników do dalszej - to słowa premiera - "krętej drogi". To było wyznanie wiary działaczy i wyborców PiS. Wiary w silne państwo z dobrą, tajną łącznością rządową i silną pozycją międzynarodową, ze skutecznymi sądami. W państwo, które według szefa rządu jest budowane. I choć w wielu punktach prosiło się o polemikę, to generalnie ta część zabrzmiała jak solidne niedzielne kazanie. Zgrabnie powiedziane bez obrażania innych. Wiadomo jasno, o co chodzi. Gorzej z częścią drugą. Bo wiarę Kaczyńskiego w szykowany reformatorski skok - w informatyzację, unijne fundusze, wózek ustaw i pakt społeczny - trudno podzielić. Brakuje konkretów. Tak jak do tej pory brakowało woli, by ograniczyć partyjną zachłanność na posady. Frazy o przyszłości przypominały więc raczej tureckie kazanie, bez szans na przejście do historii.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl