Dziennik Gazeta Prawana logo

To nie był nowy początek PiS

12 października 2007, 16:22
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Jeżeli PiS rzeczywiście postawi na program modernizacji kraju, to stanie się bez wątpienia pierwszą ofiarą tego programu. Niekoniecznie dlatego, że się rozpadnie czy straci popularność. Będzie jednak musiało określić się wobec zupełnie innych problemów niż te, które powołały tę partię do życia - pisze w DZIENNIKU politolog Robert Matyja.
PiS nie podjął licytacji o wpływy w środowisku Radia Maryja, lecz chce umocnić swój wizerunek partii o charakterze państwowym

Wczorajsza konwencja partii rządzącej bez wątpienia nie stała się "nowym początkiem". Była jednak okazją do sformułowania odpowiedzi na kryzys, w jakim znalazła się ta partia po nieporadnej rekonstrukcji rządu, trudnym do zrozumienia odwołaniu prezesa TVP oraz po kontrowersjach wokół poprawek do konstytucji.
Istotnym faktem politycznym jest to, iż PiS nie podjął licytacji o wpływy w środowisku Radia Maryja, lecz zdecydował się na ucieczkę do przodu i umocnienie swego wizerunku jako partii o wyrazistym charakterze państwowym. Nawet jeżeli surowi krytycy rządu powiedzą, że wypowiedziany przez Kaczyńskiego i Dorna program modernizacji to tylko słowa - to warto nad wyborem tych, a nie innych słów się zastanowić.

Po pierwsze, modernizacja
Przemówienie premiera było w pewnym sensie powtórzeniem jego lipcowego exposé. Nacisk postawiony został nie na walkę z postkomunistycznym układem czy obronę tradycjonalistycznych przekonań większości wyborców PiS, ale na przekonanie, że Prawo i Sprawiedliwość jest partią dokonującą zasadniczej naprawy i wzmocnienia państwa. Jarosław Kaczyński - podobnie jak w lipcu - zrezygnował z polemicznego stylu, w którym czuje się bez porównania lepiej i przeprowadził mało wyrazisty i dość dobrze znany bilans prac rządu. Istotniejsze jednak były proporcje między tym, co podkreślone a tym, co przemilczane.

Wskazanie jako osiągnięć rządu prac minister Kluzik-Rostkowskiej czy wicepremier Zyty Gilowskiej zaproszenie do wystąpienia na konwencji szefowej Urzędu Komunikacji Elektronicznej Anny Streżyńskiej to wyraźne podkreślenie modernizacyjnej tendencji PiS. Wskazanie jako głównych kierunków prac rządu spraw specyficznie państwowych - polityki zagranicznej, bezpieczeństwa publicznego, wymiaru sprawiedliwości to także podkreślenie specyficznej dla PiS reorientacji priorytetów politycznych. Mimo haseł kampanii wyborczej i postulatu "solidarnego państwa" Jarosław Kaczyński nie sięgnął po popularny w poprzednich ekipach wzorzec odwoływania się do postulatów socjalnych jako podstawy legitymizacji władzy.

Jeszcze poważniejszą wyrazistość uzyskała ta reorientacja dzięki wystąpieniu wicepremiera Dorna. Było ono w swej retoryce dalekie od technokratycznej sztampy, kipiało retoryczną pomysłowością, czyniąc leitmotiv z modernizacyjnych aspiracji polskiego społeczeństwa i jednomyślnego z nim w tej sprawie rządu. "Nie musicie oceniać naszej walki z układem, naszego wkładu w demontaż postkomunizmu. Uznajcie nasze wysiłki na rzecz reorganizacji policji i administracji, budowy autostrad, upowszechnienia dostępu do internetu, obniżenia opłat za telekomunikację" - zdawali się mówić liderzy PiS.

Rządzenie bez narzędzi
Kluczowym pytaniem jest jednak to, co musi zrobić rząd Jarosława Kaczyńskiego, by ów modernizacyjny program uczynić możliwym. Jakie są dziś warunki skutecznej reorientacji działań administracji państwowej? Co należy zmienić, by otwierać nowe odcinki autostrad, unowocześniać struktury akademickie? Program "dobrego rządzenia", wolnego od nacisku lobbystów, uwikłań personalnych z czasów PRL, to niestety, stanowczo zbyt mało.

Prawo i Sprawiedliwość budowało swą diagnozę stanu rzeczy na tezie o zasadniczej słabości instytucji państwowych. W sferze, którą jego liderzy poznali najlepiej - wymiaru sprawiedliwości, policji, administracji wojewódzkiej, służb specjalnych - dość szybko sformułowano pewne recepty instytucjonalne, związane z korektami kompetencji, wsparciem logistycznym i finansowym, sformułowaniem politycznych priorytetów.
Niestety, taka reorientacja nie była ani możliwa, ani wystarczająca w całej administracji. Nie była możliwa choćby dlatego, że nie cała administracja da się zredukować do funkcji kontrolno-policyjnych. W niektórych miejscach musi ona pełnić funkcję informacyjną, koordynującą czy wręcz stymulującą pożądane procesy. To, co dzieje się choćby w resortach zdrowia, infrastruktury, edukacji, nauki i szkolnictwa wyższego wymaga bardziej precyzyjnego i subtelnego formułowania celów i narzędzi.

Program modernizacji jest, niestety, znacznie trudniejszy, niż może się to na pozór wydawać. Wymaga bowiem - zawsze obarczonego ryzykiem - wyboru, na co stawiamy, jakim procesom społecznym chcemy zaufać. Czy stawiamy raczej na centralnie kontrolowane środki przeznaczane na rozwój służby zdrowia i w rozwiązaniach menedżerskich widzimy przede wszystkim ryzyko korupcji i malwersacji, czy też przeciwnie, szukamy jedynie sposobów łagodzenia faktycznego urynkowienia służby zdrowia. Czy stawiamy na innowacyjność instytucji akademickich, pozostawiając państwu jedynie prawo kontroli rzeczywistej jakości dydaktyki, czy - jak to ma miejsce obecnie - pod pozorem wzmocnienia kontroli umacniamy jedynie korporacyjne status quo na uczelniach.

Dylematy modernizacyjne są w swej istocie mniej zideologizowane, ale w swej istocie nie mniej dramatyczne. Dość wskazać przykład drogi w dolinie Rospudy, by pokazać, że modernizacja jest łatwym hasłem i trudnym projektem. Wymaga bowiem nieustannego "lokowania zaufania" rządzących w warunkach realnego deficytu informacyjnego i aksjologicznego. Deficyt informacyjny spowodowany jest nieprzygotowaniem struktur państwowych do rozwiązywania problemów właściwych dla nowoczesnego społeczeństwa. Deficyt aksjologiczny - koncentrowaniem się debaty wokół nieco przeterminowanych problemów związanych z przedłużającym się wychodzeniem z komunizmu. Deficyt aksjologiczny oznacza nie tylko brak sformułowanych stanowisk, ale także zasadniczą sprzeczność między podziałami wynikającymi z zagadnień modernizacji a utrwalonymi na scenie politycznej podziałami symbolicznymi.

Ofiara modernizacji?
Jeżeli jednak Prawo i Sprawiedliwość rzeczywiście postawi na program modernizacji kraju, to stanie się bez wątpienia pierwszą ofiarą tego programu. Niekoniecznie dlatego, że się rozpadnie czy straci popularność. Będzie jednak musiało określić się wobec zupełnie innych problemów niż te, które powołały tę partię do życia. Oś podziałów przebiegać będzie bowiem nie między zwolennikami ostrej polityki karnej a obozem pobłażliwości. Nie między zwolennikami "Polski solidarnej" i "Polski liberalnej". Tym bardziej nie będzie to podział na postkomunistów i antykomunistów.

Pytania kluczowe dla programu modernizacji dotyczyć będą sposobów wzmocnienia administracji (przede wszystkim reguł rekrutacji do służby państwowej), zasadniczej zmiany orientacji urzędników (z wypełniania rozkazów na rozwiązywanie problemów) oraz reguł partnerstwa publiczno-prywatnego. Manifestowana dotychczas przez licznych polityków PiS podejrzliwość była źródłem polityki w swej istocie powstrzymującej procesy modernizacyjne w samej administracji. Mianowanie swoich zamyka bowiem nadzieję na merytoryczne zasady rekrutacji urzędników, nacisk na kontrolę i posłuszeństwo eliminuje na wejściu jednostki zdolne do samodzielnego działania i zdolne do rozwiązywania problemów. Podejrzliwość w stosunku do możliwych przekrętów blokuje wykorzystanie potencjału legalnego współdziałania instytucji publicznych i prywatnych, bez którego impuls modernizacyjny ulegnie znacznemu osłabieniu.

Korekta polityki PiS
Do tych pytań trzeba będzie nieuchronnie wrócić. Nie sprowadzają się one bowiem do pragmatyki rządzenia, lecz mają charakter ustrojowy. Wyraźnie bowiem widać, że idea Czwartej Rzeczypospolitej została w ostatnich wypowiedziach liderów PiS strywializowana, utożsamiona po prostu z "dobrym rządzeniem". Tymczasem kwestia ustrojowych reguł "dystrybucji zaufania" pozostaje kluczowym problemem każdego państwa i każdej instytucji we współczesnym (zmodernizowanym) świecie. To nie jest zagadnienie dla teoretyków, ale pewien fundament skutecznego, zgodnego z intencjami i celem działania. Najistotniejsze krytyki formułowane pod adresem PiS nie dotyczą bowiem ani zawartych przez tę partię koalicji, ani nawet konkretnych błędów w polityce rządu, ale właśnie wprowadzania poprzez praktykę polityczną złych reguł życia publicznego.

Przyjęta w niedzielę stawka na modernizację jest zatem zobowiązaniem nie tylko do dobrego rządzenia, ale do uzgodnienia z tą linią zarówno ustrojowego projektu państwa, jak i tworzącej ten ustrój praktyki politycznej. Tu partia Jarosława Kaczyńskiego stoi, niestety, przed zasadniczym wyzwaniem korekty swego własnego postępowania, do porzucenia polityki - paranoicznej niekiedy - nieufności i zastąpienia jej polityką budowania kapitału społecznego zaufania. Jest to warunek konieczny, by niedzielne deklaracje stały się przesłanką czynów, a nie kolejnym już w polityce polskiej retoryczno-reformatorskim popisem.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj