Jak ocenić spotkanie Tusk - Kaczyński w redakcji "Faktu"? "Obwąchujemy się, tylko tyle" - tłumaczy rzecznik PiS Adam Bielan. I to prawda, tylko że to już niemało. Nawet jeśli dla PiS to recepta na szantażowanie koalicjantów, a dla PO - na wewnętrzne kłopoty - pisze Piotr Zaremba, publicysta DZIENNIKA.
Sama rozmowa była powtórką z rozrywki. Obaj panowie spięci. Żadnych kontaktów bez obecności dziennikarzy. I wymiana zdań pełna wzajemnych złośliwości. Nadal na
pan, choć przed konfliktem Kaczyński i Tusk byli na ty.
Niektóre sformułowania wypadną zapewne przy autoryzacji rozmowy. Na uwagę Tuska, że prawą ręką Kaczyńskiego jest Jacek Kurski, premier odwinął się i nazwał sekretarza PO Grzegorza Schetynę oraz skarbnika Mirosława Drzewieckiego ludźmi o wątpliwej moralności. Rafała Grupińskiego, innego bliskiego doradcę Tuska, określił mianem nieudanego intelektualisty. Tusk z kolei wyśmiewał się z niezorientowania Kaczyńskiego w sprawie tarczy antyrakietowej i pytał, czy tak samo źle poinformowana była jego bratowa, żona prezydenta, gdy podpisywała apel w sprawie aborcji.
Nic się więc nie zmieniło? Jednak tak. Następnego dnia w Radiu TOK FM Tusk wypowiadał się o swoim antagoniście łagodniej niż zwykle. Obaj panowie zapowiedzieli następne kontakty. A na marginesie spotkania na szczycie, odbyły się tego samego dnia dwie bardziej poufne rozmowy: wrocławskich polityków Adama Lipińskiego (PiS) z Grzegorzem Schetyną (PO) oraz szefów obu klubów parlamentarnych Marka Kuchcińskiego i Bogdana Zdrojewskiego.
Politycy bliscy Tuskowi te „odpryskowe spotkania” bagatelizują. Schetyna miał dyskutować z Lipińskim na temat międzypartyjnych konfliktów we wrocławskim samorządzie. Z kolei Zdrojewski - choć sam temu zaprzecza - nawiązał podobno kontakt z Kuchcińskim na własną rękę. - Rozmawiałem o Konstytucji, o polityce zagranicznej i uważam takie techniczne kontakty za normalność - relacjonuje szef klubu PO.
Co na tej normalizacji zyskuje PiS? Jak przyznają politycy bliscy Kaczyńskiemu celem jest polepszenie wizerunku partii. To zresztą część większej całości - próby pokazania nowej twarzy pozbawionej kłotliwości i agresji. Poza tym kontakty z PO pozwalają wywierać presję na niesfornych koalicjantów: LPR i Samoobronę.
Czy PO nie daje się wykorzystać jako narzędzie tych manewrów PiS? " Jest takie niebezpieczeństwo, ale kontaktów uniknąć się nie da. Jest problem ich granicy. To może być przedmiotem sporów w PO" - uważa Zdrojewski.
Jednak platformersi też mają interes w ociepleniu klimatu. Tusk przyjął zaproszenie do debaty w "Fakcie", w chwili gdy nasiliły się jego konflikty z Rokitą. - Chodziło o przypomnienie, że mamy jednego lidera. I że nie kojarzy się on tylko z kłótniami - tłumaczy polityk z otoczenia Tuska. Na dokładkę w Platformie dominuje pogląd, że wyborcy nienawidzący PiS zostali już pozyskani. Czas na kokietowanie tych, którzy są na granicy obu ugrupowań. Na "sieroty po POPiS-ie".
Niezależnie od tych doraźnych gier, ważne, że powstają kanały wzajemnych kontaktów. Gdy polityczny barometr pokaże inną niż dziś pogodę, takie "obwąchiwanie" może się przydać.
Niektóre sformułowania wypadną zapewne przy autoryzacji rozmowy. Na uwagę Tuska, że prawą ręką Kaczyńskiego jest Jacek Kurski, premier odwinął się i nazwał sekretarza PO Grzegorza Schetynę oraz skarbnika Mirosława Drzewieckiego ludźmi o wątpliwej moralności. Rafała Grupińskiego, innego bliskiego doradcę Tuska, określił mianem nieudanego intelektualisty. Tusk z kolei wyśmiewał się z niezorientowania Kaczyńskiego w sprawie tarczy antyrakietowej i pytał, czy tak samo źle poinformowana była jego bratowa, żona prezydenta, gdy podpisywała apel w sprawie aborcji.
Nic się więc nie zmieniło? Jednak tak. Następnego dnia w Radiu TOK FM Tusk wypowiadał się o swoim antagoniście łagodniej niż zwykle. Obaj panowie zapowiedzieli następne kontakty. A na marginesie spotkania na szczycie, odbyły się tego samego dnia dwie bardziej poufne rozmowy: wrocławskich polityków Adama Lipińskiego (PiS) z Grzegorzem Schetyną (PO) oraz szefów obu klubów parlamentarnych Marka Kuchcińskiego i Bogdana Zdrojewskiego.
Politycy bliscy Tuskowi te „odpryskowe spotkania” bagatelizują. Schetyna miał dyskutować z Lipińskim na temat międzypartyjnych konfliktów we wrocławskim samorządzie. Z kolei Zdrojewski - choć sam temu zaprzecza - nawiązał podobno kontakt z Kuchcińskim na własną rękę. - Rozmawiałem o Konstytucji, o polityce zagranicznej i uważam takie techniczne kontakty za normalność - relacjonuje szef klubu PO.
Co na tej normalizacji zyskuje PiS? Jak przyznają politycy bliscy Kaczyńskiemu celem jest polepszenie wizerunku partii. To zresztą część większej całości - próby pokazania nowej twarzy pozbawionej kłotliwości i agresji. Poza tym kontakty z PO pozwalają wywierać presję na niesfornych koalicjantów: LPR i Samoobronę.
Czy PO nie daje się wykorzystać jako narzędzie tych manewrów PiS? " Jest takie niebezpieczeństwo, ale kontaktów uniknąć się nie da. Jest problem ich granicy. To może być przedmiotem sporów w PO" - uważa Zdrojewski.
Jednak platformersi też mają interes w ociepleniu klimatu. Tusk przyjął zaproszenie do debaty w "Fakcie", w chwili gdy nasiliły się jego konflikty z Rokitą. - Chodziło o przypomnienie, że mamy jednego lidera. I że nie kojarzy się on tylko z kłótniami - tłumaczy polityk z otoczenia Tuska. Na dokładkę w Platformie dominuje pogląd, że wyborcy nienawidzący PiS zostali już pozyskani. Czas na kokietowanie tych, którzy są na granicy obu ugrupowań. Na "sieroty po POPiS-ie".
Niezależnie od tych doraźnych gier, ważne, że powstają kanały wzajemnych kontaktów. Gdy polityczny barometr pokaże inną niż dziś pogodę, takie "obwąchiwanie" może się przydać.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl