Sama rozmowa była powtórką z rozrywki. Obaj panowie spięci. Żadnych kontaktów bez obecności dziennikarzy. I wymiana zdań pełna wzajemnych złośliwości. Nadal na pan, choć przed konfliktem Kaczyński i Tusk byli na ty.
Niektóre sformułowania wypadną zapewne przy autoryzacji rozmowy. Na uwagę Tuska, że prawą ręką Kaczyńskiego jest Jacek Kurski, premier odwinął się i nazwał sekretarza PO Grzegorza Schetynę oraz skarbnika Mirosława Drzewieckiego ludźmi o wątpliwej moralności. Rafała Grupińskiego, innego bliskiego doradcę Tuska, określił mianem nieudanego intelektualisty. Tusk z kolei wyśmiewał się z niezorientowania Kaczyńskiego w sprawie tarczy antyrakietowej i pytał, czy tak samo źle poinformowana była jego bratowa, żona prezydenta, gdy podpisywała apel w sprawie aborcji.
Nic się więc nie zmieniło? Jednak tak. Następnego dnia w Radiu TOK FM Tusk wypowiadał się o swoim antagoniście łagodniej niż zwykle. Obaj panowie zapowiedzieli następne kontakty. A na marginesie spotkania na szczycie, odbyły się tego samego dnia dwie bardziej poufne rozmowy: wrocławskich polityków Adama Lipińskiego (PiS) z Grzegorzem Schetyną (PO) oraz szefów obu klubów parlamentarnych Marka Kuchcińskiego i Bogdana Zdrojewskiego.
Politycy bliscy Tuskowi te „odpryskowe spotkania” bagatelizują. Schetyna miał dyskutować z Lipińskim na temat międzypartyjnych konfliktów we wrocławskim samorządzie. Z kolei Zdrojewski - choć sam temu zaprzecza - nawiązał podobno kontakt z Kuchcińskim na własną rękę. - Rozmawiałem o Konstytucji, o polityce zagranicznej i uważam takie techniczne kontakty za normalność - relacjonuje szef klubu PO.
Co na tej normalizacji zyskuje PiS? Jak przyznają politycy bliscy Kaczyńskiemu celem jest polepszenie wizerunku partii. To zresztą część większej całości - próby pokazania nowej twarzy pozbawionej kłotliwości i agresji. Poza tym kontakty z PO pozwalają wywierać presję na niesfornych koalicjantów: LPR i Samoobronę.
Czy PO nie daje się wykorzystać jako narzędzie tych manewrów PiS? " Jest takie niebezpieczeństwo, ale kontaktów uniknąć się nie da. Jest problem ich granicy. To może być przedmiotem sporów w PO" - uważa Zdrojewski.
Jednak platformersi też mają interes w ociepleniu klimatu. Tusk przyjął zaproszenie do debaty w "Fakcie", w chwili gdy nasiliły się jego konflikty z Rokitą. - Chodziło o przypomnienie, że mamy jednego lidera. I że nie kojarzy się on tylko z kłótniami - tłumaczy polityk z otoczenia Tuska. Na dokładkę w Platformie dominuje pogląd, że wyborcy nienawidzący PiS zostali już pozyskani. Czas na kokietowanie tych, którzy są na granicy obu ugrupowań. Na "sieroty po POPiS-ie".
Niezależnie od tych doraźnych gier, ważne, że powstają kanały wzajemnych kontaktów. Gdy polityczny barometr pokaże inną niż dziś pogodę, takie "obwąchiwanie" może się przydać.
Jak ocenić spotkanie Tusk - Kaczyński w redakcji "Faktu"? "Obwąchujemy się, tylko tyle" - tłumaczy rzecznik PiS Adam Bielan. I to prawda, tylko że to już niemało. Nawet jeśli dla PiS to recepta na szantażowanie koalicjantów, a dla PO - na wewnętrzne kłopoty - pisze Piotr Zaremba, publicysta DZIENNIKA.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama