Kontynent powróci do XVI wieku: ulegnie głębokim podziałom, a poszczególne państwa będą rozdarte konfliktami. Przyczyną rozpadu nie będzie wcale wymieranie starych narodów i rosnąca emigracja. Te trendy zresztą niedługo się odwrócą. Sądzę, że w każdym z państw będą na znaczeniu zyskiwały dwa obozy: z jednej strony będą to ludzie żarliwie wierzący - chrześcijanie i muzułmanie, a z drugiej ludzie mocno przywiązani do świeckości. I właśnie konflikty między tymi grupami rozsadzą Unię.

Kto ma dzieci?
O ile proeuropejscy i tolerancyjni liberałowie z reguły nie dbają o posiadanie dzieci, o tyle ludzie religijni - zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie - nie zapominają o potomstwie. W Polsce, ale także innych krajach kontynentu, są duże grupy katolików, którzy żyją według nakazu "idźcie i rozmnażajcie się". Co więcej, większość imigrantów przybywających do Europy z Afryki czy Azji to praktykujący chrześcijanie i muzułmanie. Jeśli nie dojdzie więc do zarazy, wojny albo klęski głodu, liczba ludności Europy na powrót zacznie rosnąć.

Jednak proporcje poszczególnych grup zmienią się bardzo dramatycznie. W następnym pokoleniu Europejczyków będzie proporcjonalnie znacznie więcej potomków ludzi religijnych, zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów. Przypuszczam, iż będziemy świadkami odrodzenia się religijności w całej Europie.

Nie będzie Eurabii
Mylą się także ci, którzy straszą wizją powstania na Starym Kontynencie Eurabii. Czyli społeczeństwa, w którym biali Europejczycy zostaną zdominowani przez imigrantów z krajów muzułmańskich dążących do utworzenia kalifatu.

Po pierwsze, Europejczycy znów zaczną mieć dzieci. A po drugie, w świecie islamskim - wbrew temu, co widzimy codziennie na ekranach telewizorów - istnieje silna tendencja do sekularyzmu na wzór zachodni. Choć w państwach islamskich nadal rodzi się proporcjonalnie więcej dzieci niż w Europie, to dzietność spada tam znacznie szybciej niż w krajach UE. Iran i inne kraje regionu będą starzeć się zdecydowanie gwałtowniej niż społeczeństwa europejskie. Tempo to jest naprawdę zastraszające. W ciągu jednego pokolenia wskaźnik urodzeń spadł tam o tyle, o ile we Francji w ciągu 150 lat. Niedługo po prostu nie będzie komu emigrować z Bliskiego Wschodu do Europy.

Powrót wojen religijnych
Mimo to islam będzie zyskiwać na sile i znaczeniu w państwach europejskich. Trzeba przy tym pamiętać, że jedną z cech społeczeństwa religijnego jest nietolerancja w stosunku do innych wyznań. Możemy oczekiwać zatem bardzo wielu napięć pomiędzy muzułmanami a chrześcijanami. W przyszłości Europą znów wstrząsać będą wojny religijne - albo faktyczne, albo kulturowe. Dodatkowo, tradycjonalistyczny światopogląd bardzo często idzie w parze z przywiązaniem do pojęcia narodu. Obecne tendencje się odwrócą i pojęcie narodu ponownie zyska na znaczeniu. Możemy oczekiwać wzrostu poziomu szowinizmu, ksenofobii, a prawdopodobnie nawet pojawienia się jakiejś formy ideologii faszystowskiej. Dodatkowy wpływ na nasilanie się tych tendencji będzie miał lęk przed terroryzmem. Doprowadzi to do sytuacji, w której ludzie będą się bali kontaktów z obcymi. Będą chcieli wiedzieć, kim są ich sąsiedzi i mieć nad nimi kontrolę.

Upadek państwa opiekuńczego
Rozpad Unii, powrót barier handlowych i granic wywołają poważne kryzysy gospodarcze. Śmiercią naturalną umrze też mocno nadwyrężony europejski model państwa opiekuńczego.
Niektórzy bardzo dobrze przystosują się do życia bez liczenia na np. państwową emeryturę czy państwową opiekę zdrowotną. Będą to przede wszystkim ludzie potrafiący wykorzystać silne więzi społeczne działające na podstawie kościoła lub meczetu czy ich własne rodziny.

Właśnie na tym historycznie polegała rola rozbudowanej rodziny. Chodziło o organizację zbiorowego działania spokrewnionych osób, by dbały o siebie nawzajem: pomoc otrzymywał ten, komu była ona potrzebna. Tymczasem współczesne europejskie państwa opiekuńcze rozstrzygają te kwestie według sztywnej formuły. Z czasem coraz więcej zasobów zaczęło być przeznaczanych na zaspokajanie potrzeb ludzi starych bez względu na to, czy było im to faktycznie niezbędne, czy nie. Państwo ograniczało natomiast pomoc dla dzieci i młodych rodziców. Skutki tego Europejczycy odczuwają dziś coraz boleśniej.

Nieubłagana demografia
Co mogłoby sprawić, że te przewidywania się nie spełnią? Otóż dzieci ludzi religijnych niekoniecznie same muszą w dorosłym życiu przestrzegać zaleceń wiary ojców. Wyobraźmy sobie społeczeństwo jako dwa obozy: laicki i religijny. Między nimi dochodzi oczywiście do "zdrad"; w ciągu ostatnich dwustu lat historii Europy znacznie więcej ludzi z religijnych rodzin się sekularyzowało niż odwrotnie. Jednak dawniej nie wpływało to w tak ogromnym stopniu na posiadanie dzieci jak obecnie. Teraz sytuacja wygląda tak, że nawet jeśli sporo dzieci religijnych rodziców przejdzie do świeckiego obozu, to wciąż w kolejnych pokoleniach ludzi religijnych i konserwatywnych będzie coraz więcej, a niewierzących i liberalnych coraz mniej.

Europa w sposób nieunikniony wchodzi więc w okres głębokich konfliktów, podziałów i chaosu, ale także odrodzenia religijnego, powrotu znaczenia rodziny i tradycyjnych wartości.

Phillip Longman, demograf, ekonomista i socjolog, autor licznych opracowań na ten temat. Swoje artykuły publikuje w: "New York Times", "Financial Times", "Foreign Affairs", "Foreign Policy" i "Wall Street Journal". Zdobywca licznych nagród za artykuły z dziedziny ekonomii