Pytanie brzmi więc: nie do którego ugrupowania jest Platformie bliżej, ale jaki naprawdę jest jej elektorat? Pewne niedookreślenie PO pozwalało jej zachować szerokie poparcie zarówno lewicowo-liberalnych, jak i konserwatywno-liberalnych przeciwników PiS. Utrzymanie takiego stanu to trudne zadanie nawet dla dobrych polityków. Jako komentator będę się uważnie przyglądać, co PO zrobi, żeby utrzymać poparcie na obecnym poziomie i nie stracić wyborców z żadnej ze stron.
Według mnie liderzy PO będą się gimnastykować i hołubić z równą mocą zarówno Jana Marię Rokitę i Jarosława Gowina, jak i Janusza Palikota czy Andrzeja Olechowskiego. Dlatego Donald Tusk na pytania o ewentualne koalicje po wyborach odpowiada, że najpierw przedstawi program i od tego, kto go poprze, uzależni dalszą współpracę. Tak mówi każdy polityk usytuowany w centrum, który dla zachowania maksymalnie szerokiego elektoratu uprawia pewną maskaradę. Ilu wyborców czyta dokładnie programy?
Platforma po wyborach zbyt radykalnie wysunęła się na antypisowskie pozycje. Dlatego jej dylemat jest poważniejszy. Ale pewnie będzie starała się podtrzymać wizerunek partii zróżnicowanej, zgodnie z którym jest równie pragmatyczna i doskonała w reprezentowaniu wyborców Rokity, jak i profesjonalna i merytoryczna, reprezentując wyborców Olechowskiego. Będzie chciała z jednej strony być cywilizowanym PiS-em, a z drugiej nieco konserwatywną, ale liberalną lewicą. Dziś nie można wiarygodnie przewidzieć ostatecznego rezultatu takiej taktyki.
Sondaże CBOS z początku 2007 roku pokazują, że w porównaniu z 2006 r. Platforma jest nieco częściej postrzegana jako formacja lewicowa. O ile w ubiegłym roku uważana była za ugrupowanie reprezentujące interesy i wartości ludzi prawicy oraz centrum, o tyle teraz, po roku walki z PiS-em, częściej uznawano ją za partię reprezentującą interesy i wartości lewicy plus centrum. Pole styku z elektoratem Kwaśniewskiego jest zatem duże.
Platformy nie może więc nie obchodzić, co się dzieje na lewicy. Na walkę z LiD PO się pewnie nie zdecyduje. To grozi utratą części potencjalnych wyborców. Natomiast elektorat na prawym skrzydle plus sympatycy zbliżeni do PiS-u to za mało. W kontekście zażartej walki z Kaczyńskimi podjęcie równie ostrej batalii z LiD Platformie się nie opłaca. Dlatego będą robić to, co robią najlepiej od ponad roku - udawać, że są we wszystkim najlepsi.