Prezydentowi Putinowi wizerunek takich "specjalnych relacji" jest potrzebny po to, by oddziaływać na własne społeczeństwo, na Rosjan - pisze "Fakt". Chodzi o pokazanie, że Rosja znów jest mocarstwem, z którym na świecie liczą się niemal tak jak dawniej ze Związkiem Sowieckim.
W ciągu dwóch kadencji pod tym względem Putinowi udało się osiągnąć sukces. Prezydent Bush zabiega natomiast o to, żeby w zamian za te publiczne pokazy przyjaźni, "zaglądanie w głąb duszy", uzyskać konkretne ustępstwa od Rosji w sprawach, na których Ameryce najbardziej zależy. Niestety, Polska nigdy wysoko się wśród tych spraw nie plasowała.
To, co najważniejsze dla Ameryki i prezydenta Busha w polityce zagranicznej, to Bliski i Środkowy Wschód. Żeby Rosja nie prowadziła wrogiej Ameryce polityki w Iranie czy Afganistanie, prezydent Bush jest niemal w stanie "zaśpiewać i zatańczyć".
Obecne spotkanie Bush - Putin obu stronom przyniosło pewne efekty. Rosyjski przywódca uzyskał bardzo duży sukces propagandowy we własnym kraju. Raz jeszcze potwierdził, że jego kraj odzyskał status liczącego się w rozgrywkach globalnych mocarstwa. W zamian za umożliwienie mu tego sukcesu przez gościnność Busha, Putin obiecał pewne złagodzenie kursu antyamerykańskiego w Iranie. I to jest najważniejszy zysk dla USA, choć nie wiadomo, jak długotrwały i jak skuteczny.
Nie doszło do porozumienia w sprawie tarczy antyrakietowej, co jednak można było przewidzieć. Amerykanie będą ją instalowali, a Bush potwierdził, że powinna być umieszczona na terytorium Polski i Czech. I to jest koniec dyskusji obecnego prezydenta USA z Rosją na ten temat.
Ale za rok są wybory i w Rosji, i w USA. W Rosji prawdopodobnie nie pociągnie to za sobą zmiany kursu politycznego. Ale prezydent Putin liczy, że jego "alternatywne" pomysły wobec tarczy w Czechach i Polsce zrobią wrażenie na demokratach i ewentualnie także na republikańskich kandydatach do Białego Domu. Kalkuluje, że być może nowy amerykański przywódca zrewiduje politykę w sprawie instalacji tarczy.
Bush nie zrobi tego na pewno, ale tarcza nie powstanie przecież w ciągu roku. Nie jest też przesądzone, że zostanie rozlokowana w Czechach i Polsce. I na to liczy Putin, próbując oddziaływać też na amerykańską opinię publiczną. Nie pozostaje tu bez sukcesów. "New York Times" - najbardziej wpływowa amerykańska gazeta - skrytykowała przed kilkunastoma tygodniami upór prezydenta Busha w sprawie umieszczenia strategicznych elementów tarczy w Polsce.
Prezydent Putin może liczyć na silne i bardzo konsekwentnie budowane lobby prorosyjskie w USA. Rozgrywka toczy się też z Europą. Rosyjski prezydent chce przekonać Berlin, Paryż i Brukselę, że amerykańska tarcza w Polsce jest niepotrzebna i antyeuropejska. W ten sposób chce wymusić ostatecznie ustępstwa w Warszawie. Liczy też zapewne na zachwianie konsensusu między głównymi siłami politycznymi w Polsce (PiS i PO).
Czy ta strategia okaże się skuteczna? Stanowisko PO nie jest bardzo konsekwentne i na to na pewno liczy polityka rosyjska: że stopniowo zgodę elit politycznych głównych partii w Polsce w sprawie tarczy uda się podważyć naciskami z Europy. W Stanach Zjednoczonych Bush został skrytykowany za zaproszenie Putina.
Jednym z krytyków był prof. Zbigniew Brzeziński, który pozostaje jednym z najostrzejszych przeciwników obecnego prezydenta. Ostro wypowiada się na temat błędów amerykańskiej dyplomacji na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Od początku był zdecydowanie przeciwny interwencji w Iraku. Poza tym były doradca Jimmy'ego Cartera zawsze krytykował politykę "płacenia" Rosji za jej ustępstwa w sprawach bliskowschodnich, przymykaniem oczu na łamanie praw człowieka czy neoimperialną politykę na terenach dawnego Związku Sowieckiego. A niestety, taka transakcja wiązana w polityce Busha ma miejsce.
Jednak takie spotkania, jak obecny "domowy" szczyt Bush - Putin to uprawniony sposób uprawiania dyplomacji. Rosja jest bardzo ważnym krajem w polityce euroazjatyckiej, a Ameryka prowadzi na tym obszarze bardzo aktywną politykę, musi więc z Rosją rozmawiać. Im bardziej rozmowa okraszona jest przyjaznymi gestami, tym lepiej. One mogą okazać się jednak nieskuteczne. Ważne, żeby za gestami nie szły ustępstwa w sprawach zasadniczych, niekorzystne dla Ameryki i dla jej partnerów - takich jak Polska.
Ale nic takiego się nie stało. Wśród słów krytyki wobec spotkania dwóch prezydentów nie zabrakło też wypomnienia, że jeszcze niedawno prezydent Putin de facto porównał Stany Zjednoczone Busha do III Rzeszy. USA nie muszą mieć jednak cienkiej skóry. Są najsilniejszym państwem na świecie, rozdają karty w polityce międzynarodowej. Mogą okazać siłę i wyższość, puszczając nieodpowiedzialne i brutalne wypowiedzi prezydenta Putina mimo uszu. Tym bardziej, że adresatami tych słów była przede wszystkim rosyjska publika. Amerykańska dyplomacja stara się przekonywać, że nie przejmuje się tymi wojennymi okrzykami i jest wciąż przyjaźnie nastawiona do Rosji. Czynienie z Rosji konsekwentnego wroga na pewno nie leży w interesie USA.
prof. Andrzej Nowak (47 l.), historyk, politolog, red. nacz. dwumiesięcznika "Arcana"