Być może zapominają, że to właśnie komunizm - system zbudowany na radykalnym myśleniu lewicowym - miał najtragiczniejsze skutki dla przyrody. W żadnym zachodnim kraju demokratycznym nie wydarzyły się takie katastrofy jak w Korei Północnej czy dawnym ZSRR.
To prawda, że pewne nurty ekologizmu mają w sobie elementy zupełnie utopijne. Niektórzy lewicowi propagatorzy ochrony środowiska protestują nie tylko przeciwko używaniu ropy naftowej, ale również energii jądrowej, nie zastanawiając się nad tym, że niemożliwością jest niekorzystanie z żadnego z tych źródeł. Inni nawołują wręcz, by zlikwidować władzę państwową, bo tylko w ten sposób zakończone zostaną konflikty o surowce naturalne, takie jak ropa naftowa. Z kolei na przykład Greenpeace protestuje przeciwko niekorzystnym dla środowiska decyzjom, organizując głośne demonstracje, wchodząc w konflikty z siłami porządkowymi, zamiast stosować drogę administracyjną lub lobbing. Jednak pamiętajmy, że w ekologii liczy się przede wszystkim cel, który nie decyduje w sposób konieczny o używanych środkach.
Prawicowi politycy - również w Polsce, jak dowodzi choćby debata tocząca się na łamach DZIENNIKA - powoli zdają sobie sprawę z tego, że ekologia od dawna nie ma już nic wspólnego ze sporami ideologicznymi. Dotyczy oczywistych faktów: globalnej zmiany klimatu, zniszczenia warstwy ozonowej, kurczenia się lasów tropikalnych, zmniejszania się zasobów naturalnych - ropy naftowej i słodkiej wody. Fakty te powinny być obiektem zainteresowania w równym stopniu wszystkich ugrupowań, ponieważ dotykają nas wszystkich. Negatywne przemiany w środowisku dokonują się coraz szybciej i mają wpływ na niemal każdy aspekt codziennego życia: biznes, życie w mieście, rolnictwo, handel, zdrowie. Opór przed myśleniem ekologicznym jest więc po prostu nieracjonalny.
Politycy prawicowi w Polsce powinni także rozumieć, że myślenie ekologiczne bynajmniej nie jest sprzeczne z ich przekonaniami. Konserwatyzm jest oparty na silnym przekonaniu, że żyjemy nie tylko dla siebie: musimy przygotować świat nie tylko dla naszych dzieci, ale również dla dzieci, a nawet wnuków naszych dzieci, naszym celem jest również stabilizowanie sytuacji w obrębie państwa i świata. Dokładnie z tych samych założeń wychodzi współczesna, racjonalna polityka ekologiczna. Zrozumieli to na przykład brytyjscy konserwatyści, których lider, David Cameron, świetnie stawia sprawę, mówiąc: "można być jednocześnie Zielonym i Błękitnym" - to znaczy, że ekologia i konserwatyzm nie muszą się nawzajem wykluczać.
Ostrzegałbym, co prawda, przed przecenianiem elementu ekonomicznego w rozmowach o ochronie środowiska - Guy Sorman w swoim niedawnym tekście w DZIENNIKU przyznał mu stanowczo zbyt wielką rolę. Działania rynkowe mają niewiele wspólnego z ekologią, ponieważ na poziomie zmiany klimatu i polityki globalnej nie chodzi już o zysk i straty w sensie ekonomicznym, ale o ochronę Ziemi jako całości. A to nie musi być opłacalne. Żadna "niewidzialna ręka rynku" nie rozwiąże naszych problemów. Wydaje nam się na przykład, że dobrze jest kupować ropę naftową na Bliskim Wschodzie, bo jest ona dość tania. To myślenie absolutnie naiwne: co się bowiem stanie, gdy złoża ropy się wyczerpią? Czy dopiero wtedy, ogarnięci paniką, będziemy szukać nowych źródeł energii, których będzie można użyć na szeroką skalę?
Polska ma ambicje, by jej głos był dobrze słyszalny nie tylko na arenie europejskiej, ale również światowej. Skoro tak, musi zdawać sobie sprawę, że polityka ekologiczna będzie miała w najbliższym czasie kluczowe znaczenie dla utrzymania ładu światowego. Wystarczy spojrzeć na politykę Rosji czy krajów Bliskiego Wschodu, by przekonać się, że to prawda. Rosja używa swoich zasobów naturalnych, aby utrzymywać dominację nad Ukrainą, krajami bałtyckimi, a także nad Polską. Z kolei Zachód czerpie ropę naftową z rejonów bliskowschodnich, które należą do najbardziej niestabilnych obszarów na świecie. Zasoby naturalne się kończą, podczas gdy zapotrzebowanie na nie na całym świecie rośnie. To bardzo niebezpieczna sytuacja i racjonalne działanie polityczne powinno być nakierowane raczej na dywersyfikowanie źródeł energii, niż na koncentrację ich w jednym ręku. Jeśli o to nie zadbamy, będziemy świadkami kolejnej wojny światowej, która tym razem będzie wojną o zasoby naturalne. Jej przedsmak mogliśmy już zobaczyć podczas interwencji w Iraku.
Nasze problemy ze środowiskiem są dziś tak wielkie, że myślenie, iż można sobie z nimi poradzić na poziomie narodowym, jest kompletną fantazją. Musimy działać razem. Pocieszające jest jednak to, że nie tylko w Ameryce, ale nawet w Chinach politycy coraz bardziej budzą się ze śpiączki. Konieczna jest jednak głęboka przemiana myślenia wszystkich ludzi na świecie. Nie do pomyślenia jest, by w dalszym ciągu tak wiele rodzin miało więcej niż jeden samochód. Należy również porzucić dawne obawy, że energia nuklearna lub produkcja biopaliw są niebezpieczne.
Dlatego uważam, że fakt, iż w Polsce zaczęto mówić o ekologii jest niesłychanie pozytywny. Jeśli tylko nie jest to temat zastępczy, świadczy on o dojrzałości polskiej demokracji. Polska jest w tym sensie w czołówce krajów postkomunistycznych. Myślenie ekologiczne jest ze swej natury głęboko demokratyczne, ponieważ demokracja jest systemem, w którym obywatele uczą się dbać o wspólne dobro. Teraz czas, by sprawę ochrony przyrody wzięli w swoje ręce rządzący.