Dla nas wychowanych w poczuciu obowiązku wobec kraju było oczywiste, że jesteśmy wolnymi Polakami i musimy tej wolności bronić - mówi DZIENNIKOWI prof. Władysław Bartoszewski.
RENATA KIM: Będzie pan dziś wspominał zdarzenia sprzed 63 lat?
WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI: Ja już do tego nie chcę wracać, nawet nie mam zbytnio ochoty o tym rozmawiać, bo wydaje mi się, że powiedziałem i napisałem już o Powstaniu Warszawskim wszystko. Ale oczywiście pamiętam i jak co roku pójdę na uroczystości rocznicowe, muszę tam być.
Dlaczego pan i tysiące podobnych panu młodych ludzi 1 sierpnia 1944 roku zdecydowało się na taki straceńczy czyn?
Po pierwsze, wcale nie uważaliśmy, że to jest straceńczy czyn, a po drugie wykonywaliśmy tylko rozkazy dowództwa, bo byliśmy zaprzysiężonymi żołnierzami. Wprawdzie ochotnikami, ale jednak żołnierzami. Dla nas wszystkich, wychowanych w Polsce przedwojennej w poczuciu obowiązku wobec kraju, było zupełnie oczywiste, że jesteśmy wolnymi Polakami i musimy tej wolności bronić. Że nikomu jej nie oddamy! Ale wbrew temu, co zwykło się mówić o Powstaniu Warszawskim, nie kierowaliśmy się tylko odwagą czy fantazją, to nie był spontaniczny zryw grupki zapalczywych młodych ludzi. To było zorganizowane działanie podziemnego państwa polskiego.
Mówi pan o wierności żołnierskiej przysiędze, ale przecież w Powstaniu brali udział nie tylko żołnierze...
Wszyscy powstańcy byli Polakami. Ci ludzie od pierwszego dnia bardzo gorąco poparli naszą walkę, zresztą cała działalność Armii Krajowej w podziemiu spotykała się z ogromnym poparciem i życzliwością mieszkańców Warszawy. Gdyby nie to ogromne i ofiarne poparcie ludności cywilnej, nie udałoby się nam utrzymać w centrum Warszawy aż przez dziewięć tygodni.
O czym pan myślał, walcząc? O ojczyźnie?
Nie, nigdy. Nie myślałem o tym, bo ojczyzna była dla mnie bardzo oczywistą sprawą. Czy gdy pani wstaje rano, to myśli, że oddycha? Gdyby panią coś bolało, to wtedy myślałaby pani o oddychaniu, ale gdy wszystko jest w porządku, to nie ma potrzeby o tym myśleć. My wszyscy uważaliśmy za oczywiste, że kiedy ojczyźnie coś grozi, to trzeba jej bronić. I do ostatniego dnia nie brakło ochotników. A tak najprościej - byliśmy wtedy zdesperowani i myśleliśmy, że darmo się Niemcom nie damy. Taką mieliśmy wszyscy ambicję - skoro mam w ręku broń, to będę się bronił do ostatnich sił.
Czy to było racjonalne myślenie, czy może raczej powstańcza euforia i brak rozsądku?
Nie wiem, czy myślenie o wypełnianiu obowiązku wynikającego ze złożonej przysięgi jest racjonalne, czy nie. Wiem, że jest uważane za wielką cnotę we wszystkich armiach świata i nagradzane odznaczeniami.
Potem ta sama ojczyzna, dla której walczył i pan, i tylu innych ludzi, zamknęła pana do więzienia.
Nie ojczyzna mnie zamknęła, ale okupanci ojczyzny, mocodawcy imperium sowieckiego. Moja ojczyzna była pozbawiona suwerenności. Czym innym jest ziemia ojczysta, kultura, język, modlitwa, a czym innym wolne państwo. Irlandczycy też walczyli o wolność przez setki lat i od 1912 roku mają dopiero Republikę Irlandzką, a wcześniej miliony ludzi wyemigrowały z kraju. To nie jest tylko polski problem. Różne narody miały podobnie tragiczne perypetie powstańcze.
Co pan czuł, gdy władze PRL nie pozwoliły panu skończyć studiów, a potem zabroniły drukować książki?
Co czułem?! Wściekłość i głębokie przeświadczenie, że ich prędzej czy później diabli wezmą i piekło pochłonie. Może nie za mego życia, ale pochłonie. I miałem rację - powstanie suwerennej Polski przywróciło u nas normalność. Ale stan normalności zawiera w sobie ryzyko, mądre i błędne wybory, powodzenie i niepowodzenie. Bogactwo i nędzę, wszystko. To jest cena za normalność.
Słyszy się często, że dzisiejsi młodzi ludzie nie wiedzą, co to patriotyzm. Czy sądzi pan, że w chwili zagrożenia zrobiliby to samo co wy 63 lata temu?
Nie mam żadnych wątpliwości, że oni wcale nie są od nas gorsi. Ani w Polsce, ani w Anglii, Ameryce czy jakimkolwiek innym krajów. Młodzi ludzie są przywiązani do swoich rodzin, kultury, tradycji, języka i wolności. Więc powtórzę raz jeszcze - nie odczuwam braku patriotyzmu młodych ludzi, choć inaczej się go dziś okazuje. A jeżeli jacyś politycy manipulują pojęciem patriotyzmu dla celów partyjno-politycznych, to młodzi ludzie natychmiast to widzą i na złość pokazują politykom język.
WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI: Ja już do tego nie chcę wracać, nawet nie mam zbytnio ochoty o tym rozmawiać, bo wydaje mi się, że powiedziałem i napisałem już o Powstaniu Warszawskim wszystko. Ale oczywiście pamiętam i jak co roku pójdę na uroczystości rocznicowe, muszę tam być.
Dlaczego pan i tysiące podobnych panu młodych ludzi 1 sierpnia 1944 roku zdecydowało się na taki straceńczy czyn?
Po pierwsze, wcale nie uważaliśmy, że to jest straceńczy czyn, a po drugie wykonywaliśmy tylko rozkazy dowództwa, bo byliśmy zaprzysiężonymi żołnierzami. Wprawdzie ochotnikami, ale jednak żołnierzami. Dla nas wszystkich, wychowanych w Polsce przedwojennej w poczuciu obowiązku wobec kraju, było zupełnie oczywiste, że jesteśmy wolnymi Polakami i musimy tej wolności bronić. Że nikomu jej nie oddamy! Ale wbrew temu, co zwykło się mówić o Powstaniu Warszawskim, nie kierowaliśmy się tylko odwagą czy fantazją, to nie był spontaniczny zryw grupki zapalczywych młodych ludzi. To było zorganizowane działanie podziemnego państwa polskiego.
Mówi pan o wierności żołnierskiej przysiędze, ale przecież w Powstaniu brali udział nie tylko żołnierze...
Wszyscy powstańcy byli Polakami. Ci ludzie od pierwszego dnia bardzo gorąco poparli naszą walkę, zresztą cała działalność Armii Krajowej w podziemiu spotykała się z ogromnym poparciem i życzliwością mieszkańców Warszawy. Gdyby nie to ogromne i ofiarne poparcie ludności cywilnej, nie udałoby się nam utrzymać w centrum Warszawy aż przez dziewięć tygodni.
O czym pan myślał, walcząc? O ojczyźnie?
Nie, nigdy. Nie myślałem o tym, bo ojczyzna była dla mnie bardzo oczywistą sprawą. Czy gdy pani wstaje rano, to myśli, że oddycha? Gdyby panią coś bolało, to wtedy myślałaby pani o oddychaniu, ale gdy wszystko jest w porządku, to nie ma potrzeby o tym myśleć. My wszyscy uważaliśmy za oczywiste, że kiedy ojczyźnie coś grozi, to trzeba jej bronić. I do ostatniego dnia nie brakło ochotników. A tak najprościej - byliśmy wtedy zdesperowani i myśleliśmy, że darmo się Niemcom nie damy. Taką mieliśmy wszyscy ambicję - skoro mam w ręku broń, to będę się bronił do ostatnich sił.
Czy to było racjonalne myślenie, czy może raczej powstańcza euforia i brak rozsądku?
Nie wiem, czy myślenie o wypełnianiu obowiązku wynikającego ze złożonej przysięgi jest racjonalne, czy nie. Wiem, że jest uważane za wielką cnotę we wszystkich armiach świata i nagradzane odznaczeniami.
Potem ta sama ojczyzna, dla której walczył i pan, i tylu innych ludzi, zamknęła pana do więzienia.
Nie ojczyzna mnie zamknęła, ale okupanci ojczyzny, mocodawcy imperium sowieckiego. Moja ojczyzna była pozbawiona suwerenności. Czym innym jest ziemia ojczysta, kultura, język, modlitwa, a czym innym wolne państwo. Irlandczycy też walczyli o wolność przez setki lat i od 1912 roku mają dopiero Republikę Irlandzką, a wcześniej miliony ludzi wyemigrowały z kraju. To nie jest tylko polski problem. Różne narody miały podobnie tragiczne perypetie powstańcze.
Co pan czuł, gdy władze PRL nie pozwoliły panu skończyć studiów, a potem zabroniły drukować książki?
Co czułem?! Wściekłość i głębokie przeświadczenie, że ich prędzej czy później diabli wezmą i piekło pochłonie. Może nie za mego życia, ale pochłonie. I miałem rację - powstanie suwerennej Polski przywróciło u nas normalność. Ale stan normalności zawiera w sobie ryzyko, mądre i błędne wybory, powodzenie i niepowodzenie. Bogactwo i nędzę, wszystko. To jest cena za normalność.
Słyszy się często, że dzisiejsi młodzi ludzie nie wiedzą, co to patriotyzm. Czy sądzi pan, że w chwili zagrożenia zrobiliby to samo co wy 63 lata temu?
Nie mam żadnych wątpliwości, że oni wcale nie są od nas gorsi. Ani w Polsce, ani w Anglii, Ameryce czy jakimkolwiek innym krajów. Młodzi ludzie są przywiązani do swoich rodzin, kultury, tradycji, języka i wolności. Więc powtórzę raz jeszcze - nie odczuwam braku patriotyzmu młodych ludzi, choć inaczej się go dziś okazuje. A jeżeli jacyś politycy manipulują pojęciem patriotyzmu dla celów partyjno-politycznych, to młodzi ludzie natychmiast to widzą i na złość pokazują politykom język.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl