Dziennik Gazeta Prawana logo

Lis: PO-PiS w trumnie

5 listopada 2007, 23:16
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Czy możliwy jest PO-PiS? Teoretycznie tak, jak niemal wszystko w naszej polityce. Pytanie tylko - po co? Miejsce tego pomysłu politycznego jest tam, gdzie złożyli go sami politycy PiS-u i PO. W trumnie - pisze w "Fakcie" Tomasz Lis.

Jednym z najpopularniejszych słów w naszej polityce jest ostatnio słowo "gwóźdź", a jednym z najczęściej używanych sformułowań jest "gwóźdź do trumny". Do trumny z PO-PiS-em nieraz wbijano już "ostatni gwóźdź", ale wcale nie wiadomo, czy któryś z nich był rzeczywiście ostatni. O ile jednak wskrzeszenie PO-PiS-u wydaje się możliwe, o tyle nie wydaje się możliwe, by temu pomysłowi nadać jakikolwiek sens, a przede wszystkim, by odżyła choćby część nadziei, jakie większość wyborców z ideą takiej koalicji kiedyś wiązała.

Trudno powiedzieć, czy PO-PiS został definitywnie zamordowany już jesienią 2005 roku, gdy obie prawicowe partie, zamiast skoczyć do rządu, skoczyły sobie do gardeł? A może wtedy była jeszcze możliwa reanimacja, ale metodycznie mordowało ten pomysł samo PiS, próbując podzielić i zniszczyć Platformę? W gruncie rzeczy nie jest to dziś jednak istotne. O wiele ważniejsze jest to, że nie widać żadnych racjonalnych powodów, dla których niedoszła dwa lata temu koalicja miałaby sens za kilka miesięcy. I to ze względów innych niż te, które podawane są przez niektórych polityków i publicystów. PiS i PO, to inne cywilizacje - mówi chyba najbardziej kategorycznie Stefan Niesiołowski. No nie tak zupełnie inne, chciałoby się powiedzieć.

Czyż Donald Tusk nie powiedział w swoim czasie, że PiS-owska diagnoza dotycząca III RP była słuszna? Czyż to nie Jan Rokita chciał ściągnąć cugle? Czyż to nie Platforma głosowała za powoaniem CBA, która według wielu musiała się zamienić w policję polityczną? Czy nie Platforma głosowała za oczywiście niekonstytucyjną ustawą lustracyjną? Czyż nie PO uznała, że kompromis na ostatnim szczycie Unii Europejskiej to sukces, zanim jasne się stało, że to żaden sukces? Czyż Platforma wypowiedziała choćby słowo w sprawie wliczenia do średniej ocen oceny z religii? Czy to PO stała przez ostatnie dwa lata na straży zagrożonych praw obywatelskich?

No właśnie. Nie ma więc co mówić o zupełnie odrębnych cywilizacjach. Przez co absolutnie nie chcę powiedzieć, że Platforma i PiS to jedno i to samo. Na pewno przez ostatnich kilkanaście miesięcy PO była jednak bardziej soft-PiS-em, niż anty-PiS-em, jak mówi Bronisław Komorowski. Nie zmienia to faktu, że rację ma Komorowski, gdy twierdzi, że PO jest teraz dla PiS-u jedyną realną alternatywą. Dokładniej PO z koalicyjnym partnerem, bo sama nie będzie mieć większości 60 proc. niezbędnej do rządzenia przy prezydencie z PiS-u.

Ale najważniejszy argument przeciw PO-PiS-owi jest zupełnie inny. PO-PiS to recepta na paraliż i dalsze psucie państwa, dokładnie w momencie, gdy potrzebne jest jego uzdrowienie. PO-PiS to sposób na zachowanie części władzy przez ludzi, którzy powinni sobie raczej od niej odpocząć. PO-PiS to przepis na dokumentną już kompromitację i tak już skompromitowanej jej elity. Brzmi to trochę abstrakcyjnie i hasłowo, więc spróbujmy się zabawić i namalować PO-PiS-ową perspektywę w bardziej konkretnych barwach. Któż miałby być premierem i wicepremierem w takim rządzie? Rozumiem, że premierem Donald Tusk, a wicepremierem Jarosław Kaczyński. No to mielibyśmy serial, przy którym prowadzący ze sobą wojnę filmowi państwo Rose tworzyli całkiem harmonijny związek. Premier mówiłby wtedy, jakie to ustawy ma przyjąć rząd, a wicepremier mówiłby mu bez ogródek - Donald, ale tej i tej ustawy Lech nie podpisze. To może inaczej, premierem byłby ktoś inny z PO, a wicepremierem ktoś inny z PiS-u?

No to mielibyśmy podwójne rządzenie z tylnego siedzenia, przy którym układ Buzek - Krzaklewski był całkowicie funkcjonalny. A jak wyglądałby podział tek w takim rządzie? PiS miałoby dalej kontrolować resort sprawiedliwości i służby? Czy może miałoby się zająć gospodarką? Nie wiadomo, która perspektywa jest śmieszniejsza. Ciekawie wyglądałyby też obrady komisji śledczych w sprawie działań CBA i akcji Barbary Blidy. Zapewne członkowie rządu zamiast obradować, oglądaliby transmisje z ich posiedzeń, a potem całkowicie zgodnie reformowaliby państwo. Co ze spółkami skarbu państwa? Odwołujemy wszystkich z PiS-u, czy przyjmujemy parytet, że część spółek okupują ludzie PiS-u, a część ludzie PO? A media publiczne? PiS oddaje całą telewizję czy tylko pół? Jedynka dla Platformy, a Dwójka dla PiS-u? A może lider PiS-u, jak to ma w zwyczaju, do południa obrażałby kogo się da, a lider PO po południu obrażonych by przepraszał. Ludwik Dorn powiedział właśnie w wywiadzie dla "Gazety Polskiej", że w razie koalicji z PO politycy PiS musieliby zaciskać zęby i, prawdopodobnie, zatykać nosy. Przy całym szacunku dla zmysłu powonienia marszałka Sejmu, obawiam się, że zagryzać zęby, zatykać nosy i uszy oraz zamykać oczy musielibyśmy my wszyscy, obywatele RP.

By zacytować klasyka - "zasady obowiązują". Zasadą zdrowego rozsądku jest to, że zegarka nie powinien naprawiać ten, który go popsuł. Paradoks polega na tym, że PO musiałaby pewnie stworzyć koalicję z innym znanym psujem - z SLD. To prawda, cóż, można by mieć tylko nadzieję, że politycy lewicy po degrengoladzie swych rządów i laniu, jakie zafundowali im wyborcy, choć z częściowym sukcesem przeszli dwuletnią opozycyjną reedukację. Gdyby doszło do wyborów, bo wcale nie wiadomo, czy do nich dojdzie, gdyby wygrała je Platforma, a wcale nie wiadomo, czy je wygra i gdyby udało się jej stworzyć rząd z odpowiednio silnym zapleczem parlamentarnym, co również nie jest pewne, zadanie stojące przed PO byłoby i tak koszmarnie trudne. Stawką, poza wszystkim innym, jest ocalenie resztek chyba nawet nie nadziei, ale złudzeń Polaków, że polityka w naszym kraju może być normalna. Powstanie po nowych wyborach PO-PiS-u, byłoby już na starcie do nowego politycznego okrążenia dowodem, że normalna nie jest i być nie może. Oczywiście, należy z pokorą pamiętać - mówimy o polskiej polityce, w której zwykle dzieje się to, co dziać się nie powinno.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj