Dorota Kalinowska: Jak powinno się zachować MSZ, po tym jak dostało notę z Rosji?

Prof. Karol Karski: Z punktu widzenia prawa międzynarodowego po pierwsze - o ile to tylko możliwe - powinno się przywrócić stan poprzedni. Jeśli nie można tego uczynić, wypłaca się odszkodowanie, przy czym chodzi o realną wartość szkody, bez żadnych odsetek, kar i opłat dodatkowych. W grę może wchodzić także ewentualne zadośćuczynienie, czyli złożenie wyrazów ubolewania, co potocznie nazywa się przeprosinami. Przyjmuje się przy tym, że to ostatnie działanie powinno w sposób oficjalny zamykać sprawę. W relacjach między państwami kompensata moralna jest warta więcej niż jakiekolwiek pieniądze.

Tak się jednak nie dzieje, bo strona rosyjska wystawia rachunek na 11 tys. dolarów.

I to jest pytanie, czego tak naprawdę oczekuje Federacja Rosyjska. Oglądałem konferencję prasową ambasadora rosyjskiego. Z jego deklaracji wynikało, że wysokość strat określi ubezpieczyciel. Oznacza to, że ambasada jest ubezpieczona i zapewne otrzyma zwrot pieniędzy z tego właśnie tytułu. Ale to wątek dodatkowy.

To kto w takim razie powinien pokryć wszelkie szkody?

To są roszczenia między rządami. Państwo odpowiada w takim przypadku za zaniechanie, a więc za dopuszczenie do sytuacji, że osoby fizyczne naruszają nietykalność misji dyplomatycznej. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego nieistotne jest, jak zostanie to rozwiązane wewnątrz państwa.

Ale zwróciłbym uwagę i na inną okoliczność, o której nie wiadomo dlaczego zapominamy. Przecież dwa dni później w Moskwie miały miejsce analogiczne wydarzenia. Zaatakowano polską ambasadę.

W takiej sytuacji strona polska czym prędzej powinna przesłać też notę i zażądać przeprosin?

Bez dwóch zdań. Jedną z podstawowych zasad prawa międzynarodowego jest to, że wszystkie państwa są równe z prawnego punktu widzenia. Działania Polski, po tym jak władze rosyjskie nienależycie ochroniły polską ambasadę - doszło przecież do ataku na nią - powinny być analogiczne. A skoro strona polska składa wyrazy ubolewania stronie rosyjskiej, to strona rosyjska - stronie polskiej też powinna. I jeśli są szkody, to spodziewałbym się, że strona polska oszacuje i swoje straty.

Zasada oko za oko w takich sytuacjach do czegoś w ogóle prowadzi?

Mówimy o prawie międzynarodowym, a nie o polityce. Do naruszenia konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych doszło z obu stron. I jest rzeczą naturalną, że z analogiczną notą Polska też powinna wystąpić. Rosja traktuje siebie godnie i my też powinniśmy. 

Terminów prawo międzynarodowe nie określa, ale lepiej w takich sytuacjach reagować na bieżąco, żeby dana sprawa nie ciążyła na wzajemnych relacjach. Ba, może się wówczas okazać, że te kwoty byłyby podobne i sprawa rozwiązuje się sama. Ale podkreślam, w takiej sytuacji rząd polski w ogóle powinien mieć świadomość, o jakich kwotach mowa. Trzeba to obliczyć.

A jak teraz zachować twarz? Wysłać notę z prośbą o odszkodowanie?

W sposób analogiczny powinien zostać wezwany ambasador rosyjski w Warszawie do polskiego MSZ. Kanonem postępowania państw w takich przypadkach jest zasada wzajemności. 

Prof. Karol Karski jest kierownikiem Zakładu Prawa Międzynarodowego Publicznego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz wiceprzewodniczącym Grupy Polskiej Stowarzyszenia Prawa Międzynarodowego