Z pozbawionych lukru dokumentów MSZ wyłania się nieco inna narracja. Kohl jawi się jako polityk ultrapragmatyczny, asertywny i zorientowany przede wszystkim na interesy narodowe Republiki Federalnej Niemiec. Kanclerz w obliczu wielkiej zmiany geopolitycznej w całej Europie Środkowej – łącznie z rysującą się perspektywą zjednoczenia dwóch państw niemieckich – działa bez sentymentu. Umiejętnie rozgrywa polskie władze, prezentując dwa stanowiska w sprawie granicy na Odrze i Nysie. Na pierwszym fortepianie ostro gra szef rządu. Na drugim, łagodnie, szef zachodnioniemieckiego MSZ Hans-Dietrich Genscher. W dokumentach polskiego MSZ msza w Krzyżowej jest jedynie tłem dla brutalnej gry interesów, w której nie ma miejsca nawet na chwilę słabości.
Dostajemy porcje informacji, które nie mieszczą się w ukształtowanym przez lata postrzeganiu relacji polsko-niemieckich. Rząd Tadeusza Mazowieckiego, w kontekście normalizacji, zamierza domagać się zadośćuczynienia za straty, które poniosła Polska w okresie II wojny światowej. Paradoksalnie jego stanowisko wcale nie jest odległe od tego, co dziś prezentuje w tej kwestii gabinet Beaty Szydło.
W szyfrogramach czytamy, że Kohl unika przeniesienia tego tematu na płaszczyznę prawno-międzynarodową. Co więcej, korzystając ze słabości trupa, jakim jest PRL, pakietuje kwestie pomocowe i polityczne (uznanie granicy na Odrze i Nysie) z historią. Rząd Mazowieckiego nie jest tak asertywny. Zależy mu na sukcesie wizyty i pieniądzach.
Reklama
Przyjazd kanclerza był kluczowym wydarzeniem drugiej połowy 1989 r . w polskiej polityce. Dyplomaci już na etapie organizacji wizyty oceniają, że najważniejsze dla Kohla będą interesy RFN. W jego otoczeniu pojawia się pomysł odwiedzenia Góry św. Anny (miejsca związanego z III powstaniem śląskim i walkami polsko-niemieckimi). Co ma być – jak odnotowuje polski MSZ, analizując reakcje niemieckiej prasy – „chęcią wyjścia naprzeciw oczekiwaniom kół przesiedleńczych i skrajnie konserwatywnych”. Przypomnijmy, jest rok 1989. Powstająca na gruzach PRL III RP jest w punkcie zero, jeśli chodzi o kwestie pojednania. Kohl jednak już na tym etapie ustawia agendę z myślą jak najbardziej kompleksowego zabezpieczenia interesów swojego państwa. Sceptyczne wobec pomysłu odwiedzenia Góry św. Anny są nawet media w RFN, uznając, że jest na nie zdecydowanie za wcześnie. Ostatecznie szef rządu rezygnuje. A może raczej – po sztucznym wywindowaniu oczekiwań – decyduje się na „ustępstwo”.
Nadal trwa brutalne ustawianie wizyty. Bliski współpracownik kanclerza Horst Teltschik kanałami dyplomatycznymi – mimo bulwersującej propozycji w postaci pomysłu odwiedzenia Góry św. Anny – ma obawy co do atmosfery wizyty. Jak czytamy w szyfrogramie nr 0-1722/IV: „Przypomniał w obszernym wywodzie zakres wkładu finansowo-gospodarczego Bonn w »pakiet«, który zdaniem Teltschika stawia RFN na pierwszym miejscu wśród państw zachodnich gotowych wesprzeć Polskę. Niepokoi ich w tej sytuacji eksponowanie w naszych mediach, ale i w wypowiedziach oficjalnych (...) kwestii odszkodowań oraz granicy na Odrze i Nysie”. Sugestia jest czytelna: „wkład finansowo-gospodarczy” ma być uzasadnieniem dla rezygnacji przez Polskę z trudnych pytań. Wszystko dzieje się w czasie, gdy RFN jest europejską potęgą gospodarczą, a PRL bankrutem.
To jednak nie koniec. W dokumentach czytamy o kuriozalnej prośbie ze strony niemieckiej. Teltschik potwierdza, że członek delegacji Kohla spotka się w trakcie wizyty z byłymi robotnikami przymusowymi. Prosi jednak, by „nie doszło w tym kontekście do sytuacji »trudnych« dla strony RFN”.
Polska nie jest tak asertywna. Trudne dla niej tematy poruszane są za pośrednictwem... dziennikarza TVP współpracującego z MSZ. Redaktor przeprowadzający wywiad z Kohlem ma zadać pytania o „dwutorowość stanowiska RFN ws. granicy”. Werbalne powoływanie się na układ [z 197 0 r . –red.] i jednocześnie na coś, co jest określane mianem »niemieckich pozycji prawnych«”. Ma też poruszyć kwestie „zadośćuczynienia polskim ofiarom zbrodni i polityki III Rzeszy (...) wobec rozbieżności stanowisk Polski i RFN”. W kwestii granicy Kohl mówi jednak ogólnikami i odwołuje się do „przyszłego traktatu pokojowego”. Nasz MSZ jest sfrustrowany, że nie nawiązał nawet do przyjętej w przeddzień wizyty rezolucji Bundestagu, która dotyczyła granicy na Odrze i Nysie. Polska oczekiwała takiego gestu. Pytano Kohla, dlaczego unikał jasnych deklaracji. Jak czytamy w jednym z dokumentów: „Tłumaczył się trudną sytuacją wewnętrzną, zwłaszcza naciskami prawicy”. Podobnie było z odszkodowaniami za politykę hitlerowskich Niemiec. Kwestia ta była trudna do forsowania ze względu na „stanowczą odmowę Bonn”. Przy czym szef niemieckiego rządu nie zapomniał poruszyć tematu statusu mniejszości niemieckiej w Polsce, wyrażając oczekiwanie, że „uzyska ona znacznie większe możliwości kultywowania języka i kultury niemieckiej”.
Szyfrogramy odtajnione przez Witolda Waszczykowskiego pokazują, jak bardzo zmitologizowane jest postrzeganie mszy w Krzyżowej. Zniszczone i zdemoralizowane komunizmem państwo nie było w stanie skutecznie bronić swoich interesów, co szef rządu RFN umiejętnie wykorzystał. Trudno mu z tego powodu czynić zarzut. Niemiecka poprawność polityczna nie lubi tego słowa, ale Kohl był najprawdziwszym patriotą. To fenomen jak po dziesięcioleciach pacyfistycznej inżynierii społecznej w RFN politycy tego kraju doskonale czuli klimat uprawiania narodowej Realpolitik. Doskonale odczytywali, co jest ważne i dobre dla Republiki Federalnej. Każdy pracownik polskiej administracji powinien uważnie przestudiować szyfrogramy Waszczykowskiego. I uczyć się z nich, jak należy dbać o swoje państwo. Mówiąc do partnerów łagodnie. Ale, niezależnie od okoliczności – bez sentymentów. By nie doszło – trawestując szyfrogramy – do „sytuacji trudnych dla Polski”.