- – opowiada Janusz Piechociński.
Mógłby więc patrzeć na wydarzenia 1989 r. mocno niechętnie. - – pyta. Przekonuje, że nie można mierzyć tamtych czasów dzisiejszymi termometrami. -
Okrągły Stół i późniejsze czerwcowe wybory postrzegał przez pryzmat wcześniejszych zdarzeń. Choćby 3 maja 1982 r. w Warszawie. Razem z innymi kolegami stał naprzeciwko ZOMO. Był zarośnięty, nosił długie do ramion włosy, wyciągnięty sweter i znoszone dżinsy. Na spotkaniach, które poprzedzały strajki, wygłaszał radykalne tezy. Ale wiedział również, że nie można po prostu dać się sprowokować. - – wspomina.
Kraj dogorywał również gospodarczo. On ma w pamięci 1985 r. w rodzinnej Nowej Iwicznej. - - mówi. W warunkach totalnego niedoboru sam kopał fundamenty, wylewał beton, stał w upokarzających kolejkach po cement. –
Dom w końcu powstał, ale do dziś nie ma w stropie teowników. Zamiast nich są kolejowe szyny, bo tylko one były do zdobycia. A Janusz Piechociński dostał wezwanie do urzędu skarbowego. Okazało się, że są na niego donosy. Jak to może być, że student III roku dom buduje?
4 czerwca 1989 r. miał 29 lat. - - mówi. Podkreśla, że wszyscy w napięciu czekali na to, co się wydarzy. I, jeśli wierzyć ówczesnym wynikom, działy się rzeczy niemożliwe. Nawet przy ambasadzie w Moskwie „Solidarność” wygrała z PZPR.
Potem przyszedł 1990 r., rząd Mazowieckiego. Początkowa euforia ustąpiła miejsca smutnej rzeczywistości. Umierały PGR-y, upadały fabryki, ludzie tracili pracę. 6 tys. bezdomnych Polaków w Berlinie, podobnie w Paryżu, wylicza. Bilans pierwszych lat polskiej demokracji jest tragiczny. - – dodaje Janusz Piechociński.
Posłem na Sejm został dwa lata po czerwcowych wyborach. – - mówi. A teraz? -