Dziennik Gazeta Prawana logo

Lewestam: Kataryniarze na pogrzebie, czyli epitafium dla Jobsa

15 września 2019, 12:20
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Karolina Lewestam
Karolina Lewestam/Dziennik Gazeta Prawna
W e wtorek, w przeddzień rocznicy ataku na wieże World Trade Center w Nowym Jorku, dokładnie po przeciwnej stronie Ameryki weszła na scenę zrobiona przez średnio zdolnego demiurga kopia Steve’a Jobsa: Tim Cook, obecny szef Apple. Rozpoczęła się doroczna widowiskowa prezentacja nowych produktów z logiem jabłka. Cook, ubrany w kostium krzemowego mnicha (tatusiowe spodnie z wyprzedaży w Gapie), rozpoczął od złotej myśli prosto ze sztambucha Doliny Krzemowej: "Daj ludziom cudowne narzędzia, a zaczną robić cudowne rzeczy".

Apple jest znane ze swoich widowiskowych sposobów wprowadzania produktów na rynek. Tradycję rozpoczął sam Jobs, który przy takich okazjach występował jako skrzyżowanie niosącego dobrą nowinę Jezusa z Davidem Copperfieldem wyciągającym z bezbarwnej nicości technologiczną magię. Jobs wytwarzał wokół siebie słynne, zakrzywiające racjonalność pole magnetyczne, któremu sama się ochoczo poddawałam – i kiedy ponad dekadę temu oglądałam prezentację pierwszego iPhone’a, byłam całkowicie przekonana, że mam do czynienia z unikatowym momentem w historii; rodzajem chwili, w którym pęka jedna z membran oddzielających teraźniejszość od przyszłości. Był to też jeden z tych rzadkich wówczas przypadków, kiedy technologia (a w domyśle: nauka, badania, inżynieria, design) ustawiała się w samym centrum zwykle pustej treściowo popkultury. To było coś w rodzaju nieprzewidzianie ogromnego sukcesu sitcomu o naukowcach "Teoria Wielkiego Wybuchu" – tylko o zupełnie innym, realnym ciężarze gatunkowym. Jobs był prorokiem i magikiem, bo potrafił w pięknie prosty sposób sprząc ze sobą zwykłe czynności życia codziennego i wizję. Na nowo skonstruował nam codzienność.

Przez ostatnie kilka lat odpuściłam sobie oglądanie eventów Apple’a. Ale w tym roku, trochę w ramach ćwiczeń z nostalgii, postanowiłam zasiąść przed komputerem; także dlatego, że zepsuł mi się telefon i chciałam zapoznać się z ofertami. Siadam, proszę państwa, i nie mogę się nadziwić. Wytrzeszczam oczy, przecieram twarz, poprawiam ekran komputera i wciąż nie rozumiem, jakim cudem może dziś mieć miejsce taki nieprawdopodobny kulturowy absurd jak applowska prezentacja. Co tu robić? Śmiać się? Płakać? Uciekać do lasu?

Pierwszy dysonans: oto Cook wchodzi na scenę, zbierając nabożne oklaski, jakby był Mickiem Jaggerem, który pobierał lekcje scenicznej prezencji u Kaszpirowskiego. Ale Cook nie jest Steve’em Jobsem, a iPhone to dziś już tylko telefon, taki sam czarny prostokąt, jaki oferują Samsung, Huawei i reszta konkurencji. Kolejna iteracja tego telefonu różni się od poprzednich na przykład "szybszym Face ID" (odblokowanie przez rozpoznanie twarzy) albo dłuższym życiem baterii, ale zasadniczo jest to ciągle wyświetlacz ze świecącymi nań kwadracikami aplikacji. To produkt, a przy tym cholernie drogi produkt, 1 tys. dol. za średnią wersję – i Cook nie zapuszcza już sondy w przyszłość, ale wyłącznie w głąb naszych kieszeni.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj