Dziennik Gazeta Prawana logo

Nasza szkoła publiczna jest dziś pożerana przez neoliberalne procesy [OPINIA]

5 października 2019, 18:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
szkoła
szkoła/Shutterstock
B y ć rodzicem to tyle, co się wstydliwie sprzeniewierzyć. Czemu? Wspólnemu dobru.

Dopóki człowiek dzieci nie posiada, dopóty ma usta pełne słusznych fraz, zwłaszcza jeśli mowa o edukacji. Jak przeciwdziałać nierównościom – pytamy bezdzietnego, a on odpowiada: trzeba oferować najwyższej klasy usługi publiczne. Trzeba w szkołach umieszczać razem dzieci z różnych szczebli drabiny społecznej, niech się siebie wzajemnie uczą. Niech bardziej wykształceni czy bogaci rodzice lobbują za lepszą szkołą dla nich wszystkich. Niech szkoła będzie świetna, egalitarna, dostępna, wspólna; taka sama dla dzieci profesorów, bankierów i dziennikarzy jak dla dzieci stróży, śmieciarzy i bezrobotnych. Tak właśnie można zerwać uporczywy link między pochodzeniem a przeznaczeniem. Nazwijmy taką politykę edukacyjną polityką solidarności.

Potem człowiek zostaje rodzicem i upycha politykę solidarności w tylnej kieszeni. Nadal oczywiście udaje jej zwolennika, ale kiedy w grę wchodzi dobro własnego dziecka, zasady wydają się zaskakująco giętkie. Bo od dobra wspólnego ważniejsze jest przecież dobro potomstwa. Przedstawiciel klasy wyższej i wyższej średniej zrobi wszystko, by jego „bąbel” sam odniósł jak największe korzyści edukacyjne i społeczne; i raczej nie będzie chciał go traktować jako narzędzia wspólnototwórczego, polepszającego jakość edukacji w ogóle. Rozpadająca się, zagrzybiona rejonówka koło domu, w której moglibyśmy pomóc zdobyć środki na remont, czy świetna szkoła w centrum? Zajęcia SKS czy płatny tenis w ekskluzywnym klubie? Lobbing na rzecz zajęć wyrównawczych czy drogie korepetycje? Odpowiedź narzuca się sama, tym silniej, im grubszy jest portfel.

To napięcie między racjonalnością indywidualną a dobrem wspólnym, między paradygmatem neoliberalnego indywidualizmu a polityką solidarności, jest problemem strukturalnym w edukacji. Jak zorganizować system tak, by zapobiegać zwycięstwu zrozumiałego, ale antyspołecznego egoizmu i nie pozwolić społeczeństwu się rozwarstwiać? Jak sprawić, żeby polityka solidarności działa się sama, mimo indywidualistycznych ciągot poszczególnych rodziców?

Na pewno nie tak, jak robi się to obecnie w polskiej edukacji. Bo nasza szkoła publiczna jest dziś pożerana przez neoliberalne procesy, które skutecznie wysączają z niej solidarnościowe soki. Jeszcze chwila, a tego, co publiczne i wspólnotowe nie zostanie w niej nic – zaś w miejscu instytucji, która ma produkować równych sobie obywateli, powstanie instytucjonalny zezwłok, późnokapitalistyczny potwór Frankensteina uszyty z kawałków prywaty.

A najgorsze jest to, że ponieważ ten proces dzieje się stopniowo, przestaliśmy go zauważać. Traktujemy go jako normalny wystrój świata szkoły. Rodzic z kulawą nogą się nie zatrzyma i nie zastanowi – wiemy, bo i my długo nawet nie mrugałyśmy okiem. Dlatego teraz chcemy przyjrzeć się temu, co się dzieje, żebyśmy jako społeczeństwo nie obudzili się z ręką w nocniku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj