Kto wie, czy na liście LiD nie będzie więcej konserwatystów niż na liście PSL. To przecież Unia Wolności, poprzedniczka Demokratów.pl, wprowadzała do polskich szkół religię, a także negocjowała konkordat, później ratyfikowany przez SLD. To Aleksander Kwaśniewski, lider LiD, uznał, że obecna ustawa antyaborcyjna to "rozsądny kompromis". To Wojciech Olejniczak i Ryszard Kalisz przepraszali za Joannę Senyszyn. Przykłady można by mnożyć. Nie chodzi mi tu o ocenę tych działań czy poglądów, ale wskazanie, że postawa konserwatywna jest dominująca nie tylko na prawicy, ale także w LiD, z której to listy startuje pan Borowski. I jakoś ani jemu, ani jego wyborcom towarzystwo konserwatystów nie przeszkadza.
Owszem, w ostatnim czasie SLD czy UP (bo nie cały LiD) próbują zmienić swój wizerunek na postępowy światopoglądowo. Robią to jednak bardzo nieśmiało, doraźnie (tylko w odpowiedzi na radykalne propozycje prawicy), broniąc co najwyżej aktualnego status quo, które dalekie jest od modelu państwa neutralnego światopoglądowo. O bilansie czteroletnich rządów w latach 2001-2005 lepiej nie wspominać, a przecież dzisiejsi liderzy LiD grali w nich pierwsze skrzypce, dotyczy to także Marka Borowskiego, który był wtedy marszałkiem Sejmu, a Aleksander Kwaśniewski prezydentem, mieli więc ogromne możliwości postępowych światopoglądowo zmian w Polsce. Po tym jak usunęli z rządu PSL za twarde negocjacje w Brukseli, osiągnęli dno rządów Leszka Millera i pokazali, że brak rozsądku w polityce jest niszczący.
Słowem - żeby być lewicowcem, nie wystarczy "lanserka" na Paradzie Równości, tym bardziej że byli na niej obecni także przedstawiciele konserwatywnej prawicy, co zbliża nas do europejskich standardów politycznych, gdzie równouprawnienie płci i orientacji seksualnych jest tak oczywiste, że dawno przestało być wyznacznikiem lewicowości.
Jednak najbardziej interesujące w tekście Marka Borowskiego jest to, czego nie napisał, a raczej, co przemilczał. Chodzi o sprawy socjalne. A to jest kwestia dla mnie zasadnicza, która właśnie odstręczała mnie od kandydowania na liście LiD. O ile potrafię zrozumieć i w jakimś stopniu zaakceptować konserwatyzm polskiego społeczeństwa, a co za tym idzie, także klasy politycznej, o tyle w kwestiach socjalnych jestem zasadniczy. Nigdy nie zaakceptuję neoliberalnych propozycji programowych polegających na utrwalaniu poddaństwa większości społeczeństwa żyjącej z pracy wobec wąskiej grupy społecznej żyjącej z kapitału. Nie akceptuję propozycji podatku liniowego obniżającego opodatkowanie osób o najwyższych dochodach i zyskach kapitałowych kosztem cięć socjalnych.
SLD nigdy nie odciął się od neoliberalnej polityki prowadzonej w latach 2001-2005, ze słynnym planem Hausnera popieranym także przez SdPl Marka Borowskiego. To w tych latach głosami zarówno SLD, jak i SdPl uchwalono poważne cięcia socjalne mimo pogarszającej się sytuacji socjalnej społeczeństwa, aby chwilę potem uchwalić obniżkę podatków dla najbogatszych (podatek liniowy dla przedsiębiorców i obniżka CIT). Gdy jest kryzys gospodarczy, lewica powinna sięgać do kieszeni najbogatszych, a nie najbiedniejszych. W USA w czasie wielkiego kryzysu najwyższa stawka podatku dochodowego wzrosła do 90 proc., nastąpił też znaczny wzrost wydatków publicznych (socjalnych i inwestycyjnych).
W sprawach socjalnych SLD też próbuje zmienić wizerunek, jednak na tym polu wypada jeszcze gorzej niż w sprawach światopoglądowych. Widać, że LiD zupełnie "nie czuje" spraw socjalnych i tego, jak lewica powinna do nich podchodzić. Jeszcze nie tak dawno SLD domagał się odwołania minister finansów Teresy Lubińskiej po jej wypowiedzi, w której deklarowała się jako zwolenniczka utrzymania wydatków socjalnych państwa. Pamiętny był też sprzeciw wobec becikowego, owszem ułomnego rozwiązania socjalnego, ale zawsze lepszego niż żadne, nazywanego przez SLD zgodnie z neoliberalną nowomową "rozdawnictwem". Wypłacanie świadczenia wszystkim bez względu na dochód jest zgodne z nowoczesnymi rozwiązaniami polityki społecznej, gdzie właśnie wypłaca się "świadczenie" ze względu na wkład w dobro społeczne, niezależny przecież od statusu materialnego. To, co postulował SLD, to nie świadczenie, ale jałmużna, obca lewicowemu rozumieniu sprawiedliwości społecznej.
Dziwię się, że pan Marek Borowski używa pojęcia "IV RP", pojęcia zaczerpniętego ze słownika narzuconego przez prawicę. Dla mnie, myślę także, że dla dużej części społeczeństwa, IV RP to tylko i wyłącznie figura retoryczna, bo w kwestiach zasadniczych, istotnych z punktu widzenia społeczeństwa, umowna IV RP niczym nie różni się od umownej III RP - jest podobnie konserwatywna i neoliberalna. Jako człowiekowi o lewicowych poglądach ani jedna, ani druga nie może się w pełni podobać.
Z powyższych powodów PSL jest mi dziś bliższe niż LiD. Może i jest konserwatywne, ale taka jest też większość LiD, taka jest nasza klasa polityczna i większość społeczeństwa, choć to się trochę zmienia. PSL jest za to z pewnością bardziej prospołeczne, a moje pragnienie wdrożenia w Polsce modelu skandynawskiego, traktowania bezpieczeństwa socjalnego jako atutu, a nie wroga gospodarki, mieści się w systemie wartości i programu PSL.