Adam Nyk twórca Rodzinnej Poradni Profilaktyki i Terapii Uzależnień Monar w Warszawie

Reklama
Robert Mazurek: Trzy miliony małpek dziennie?
Adam Nyk: Czyli ponad miliard rocznie. Samych małpek.
Niewiarygodne.
Rano przy śmietnikach widać puste buteleczki. Zresztą wszędzie można się na nie natknąć – na przystankach, w parkach, na głównych ulicach.
To już z porannego urobku?
Tak, ekspedientka w moim sklepie osiedlowym na Bródnie mówi, że są dwie poranne fale klientów: pierwsza, najwcześniejsza, to bułkowo-chlebowa, zaś druga, ciut późniejsza, to właśnie fala małpkowa. Ludzie jadą do pracy.
Raport o sprzedaży małpek potwierdza jej obserwacje.
Są trzy mniej więcej równe fale ich sprzedaży: poranna, popołudniowa, kiedy przychodzą klienci po pracy, oraz wieczorna.
Na spacerze z psem?
Czasem już bez psa, tylko z małpką. Rano pije się, by się lepiej poczuć, a wieczorem, by lepiej zasnąć. Niesamowite jest, że około miliona małpek sprzedaje się każdego poranka. Wie pan, o czym to świadczy?
Że milion Polaków jeździ do pracy na bani?
Bo niewielka dawka alkoholu nie zaburza im całkowicie świadomości, percepcji, mogą z tym jakoś przeżyć dzień, nie sponiewierają się.
Faktycznie, setką wódki się nie upiją.
Ale często sięgają po nią bardzo młodzi ludzie w drodze do szkoły czy na uczelnię. I jeśli oni w tak młodym wieku zaczynają regularnie przyjmować alkohol, to może się to skończyć dramatycznie.
Małpki kuszą? W końcu są słodkie i smaczne.
I jaki jest ich wybór. Można niemalże zostać degustatorem i odnaleźć wszystkie możliwe smaki, z jakimi alkohol da się połączyć.

CAŁY WYWIAD CZYTAJ W MAGAZYNIE "DGP">>>