Ulga także dlatego, że reakcyjni konserwatyści - w etymologicznym sensie tego słowa - spod znaku PiS znaleźli się w opozycji, ustępując miejsca liberalnej prawicy postrzeganej jako nowoczesna. Wydaje się, że Polska w końcu wyszła z postkomunizmu, "przewracając kartę konserwatywnego nacjonalizmu", jak słusznie zauważył Brytyjczyk Graham Watson, szef liberałów w Parlamencie Europejskim. Przez ostatnie dwa lata bracia Kaczyńscy dawali upust podejrzliwemu nacjonalizmowi, obsesyjnej germanofobii i walczącemu eurosceptycyzmowi. Widać było wyraźnie, że ich rząd nie nadąża za tą nowoczesną, europejską i pewną siebie Polską, którą spotykaliśmy wszędzie na świecie. Teraz właśnie ona dała o sobie znać. Możemy tylko żałować, że porażka PiS nie nastąpiła wcześniej, gdyż wtedy łatwiej byłoby negocjować traktat lizboński.
Kaczyńscy jakby zatrzymali się w czasie, nie rozumiejąc, że II wojna światowa skończyła się 62 lata temu i że UE nie jest nowym RWPG, które służyło za narzędzie dominacji, a wręcz przeciwnie, ma za zadanie pomóc wszystkim swoim członkom, uwzględniając dzielące ich różnice. Dla Kaczyńskich każdy szczyt to była bitwa ze "złymi", którym zależało tylko na zmiażdżeniu Polski.
Po nowym rządzie wszyscy spodziewają się normalizacji stosunków z Brukselą, wyciągnięcia ręki do zgody i odrzucenia agresywnego nacjonalizmu. Wygłoszone w niedzielę wieczorem oświadczenie Jacka Saryusza-Wolskiego, przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego, że Polska przyjmie całą kartę praw podstawowych, to mocny sygnał. Jak to możliwe, że kraj, który zwyciężył komunizm, ojczyzna "Solidarności", mógłby sprzeciwić się wspólnym europejskim wartościom zawartym w tym tekście? Saryusz-Wolski obiecał także, że nowy rząd będzie rządem umiarkowanym, bardziej aktywnym na scenie europejskiej.
Trzeba jednak poczekać na pierwsze posunięcia, by zobaczyć, czy mamy do czynienia z faktyczną zmianą. Wszyscy pamiętają, że PO często wspierała PiS w jego europejskiej polityce. Nie trzeba przypominać słynnego hasła "Nicea albo śmierć", głoszonego w 2004 roku przez Jana Rokitę w trakcie negocjacji nad martwą już konstytucją europejską. Czy wsparcie, jakiego w czerwcu PO udzieliła koncepcji pierwiastka kwadratowego. Wszak polska klasa polityczna jest, o dziwo, znacznie bardziej eurosceptyczna niż polska opinia publiczna. Jednak walczący eurosceptycyzm nie popłaca - właśnie taką wiadomość Polacy przekazali w niedzielę swoim rządzącym.
"Ulga - to uczucie dominuje w Europie nazajutrz po polskich wyborach. Ulga dlatego, że demokracja wyszła z nich wzmocniona - frekwencja osiągnęła niespotykany dotąd pułap, a LPR, partia ekstremistycznej, antysemickiej i homofobicznej prawicy, która tak bardzo szkodziła wizerunkowi Polski, poniosła niekwestionowaną klęskę" - pisze w "Fakcie" francuski dziennikarz, Jean Quatremer.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama