Nie podejmuję się rozstrzygać, czy przez ostatnie dwa lata mieliśmy do czynienia z IV RP. Długo można o tym dyskutować. Z całą pewnością nastąpiły jednak zmiany. PiS zaczęło wprowadzać w życie flagowe postulaty związane z tą ideą. Dotyczyły one wymiaru sprawiedliwości, walki z korupcją, polityki zagranicznej. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi na pytanie co będzie z ideami IV RP, jak wygra PO, a PiS przejdzie do opozycji, odpowiadałem, że pewne rzeczy wydają się być nieodwracalne. Twierdziłem, że nie ma już powrotu do uprawiania polityki w stylu profesora Geremka czy do wcześniejszej sytuacji w wymiarze sprawiedliwości. Teraz nie jestem już o tym tak mocno przekonany. Niestety, pierwsze sygnały wysyłane przez obecną koalicję nie są zbyt krzepiące.

Zanim rzucono hasło IV RP, państwo polskie było niewydolne, impotentne i zdominowane przez przenikające się wpływy gospodarcze i polityczne. Korupcja przybierała niebezpieczne rozmiary. Doszło do tego, że pojawiały się informacje, za ile można kupić ustawę! Próbowała temu zaradzić ustawa o lobbingu, jednak nie do końca się to powiodło. Mieliśmy całą serię afer w czasach rządów AWS i SLD. Przyczyną tych wszystkich patologii było założenie leżące u podstaw III RP - że dawny aparat komunistyczny wejdzie w nową rzeczywistość gospodarczą, a z czasem uda się sferę polityczną od gospodarczej oddzielić. Tak się jednak nie stało.

Do tego dochodziło wypchnięcie prawicowego głosu z głównego nurtu debaty publicznej. Ja i szereg moich znajomowych czuliśmy się w III RP coraz gorzej. Mieliśmy poczucie osamotnienia. Dominowało poczucie niemocy. Wynikające nie tylko z małej możliwości działania, ale też absolunej nieczytelności systemu.

Oczywiście można powiedzieć, że III RP miała wiele osiągnięć - weszliśmy do NATO, do Unii. W tym sensie III RP była sukcesem. Choć przecież te cele były oczywiste od początku transformacji. Jasnym punktem w polityce zagranicznej doby III RP było wywalczenie przez Jerzego Buzka Traktatu z Nicei. Ale co ponadto? Czy zbudowaliśmy sprawne państwo, z którym ludzie mogą się utożsamiać i mają do niego zaufanie? Nie. Więc pod tym względem była to porażka.

Dlatego pojawiła się potrzeba radykalnego oddzielenia państwa od gospodarki, a także określenia na nowo funkcji państwa. Idea ta przybrała nazwę IV RP. Poprowadzić kraj ku takim reformom zgodziły się PO i PiS. Jednak partie te w 2005 roku popadły w głęboki konflikt, wręcz zimną wojnę domową. W rezultacie PiS było skazane na towarzystwo LPR i Samoobrony, które niekoniecznie głosiły ideę IV RP. To, z punktu widzenia wizerunku tej idei, było bardzo niedobre.

Gdy po wyborach dwa lata temu PiS objęło władzę, wyznaczyło kierunki działania przy budowie IV RP. Były to zmiany w wymiarze sprawiedliwości oraz walka z korupcją i zmiana polityki zagranicznej. By te cele zrealizować, m.in. powołało CBA. Miało ono walczyć z wpływem biznesu na życie polityczne. A w polityce zagranicznej, w odróżnieniu od wcześniejszego okresu, zaczęto mocno eksponować interes narodowy.

A co w polityce zagranicznej robi Platforma? Ponad rzeczywistymi problemami wydaje się stawiać sprawy wizerunkowe. Pierwsze deklaracje nowego rządu nie są zbyt zachęcające. Za dużo w nich PR - mówienia o nowym otwarciu w stosunkach z Rosją czy Niemcami. PO koncentruje się nie na tym, jakie cele osiągnąć, ale na tym, że zrobi to inaczej niż Kaczyńscy i nie z prezydentem. To niepoważne, jeżeli polityk wyjeżdża za granicę i odcina się od swoich poprzedników. Nawet jak go nie znosi, to nikt inteligentny i odpowiedzialny

nie będzie się odcinał od swojego poprzednika. Jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości, to na razie pozostajemy na poziomie deklaracji. Pan

Ćwiąkalski nie budzi szczególnego zaufania. Zaś w kwestii korupcji Platforma kładzie nacisk tylko na to, że należy zniszczyć CBA.

Ogólnie mam przekonanie, że PO wpadła w pułapkę własnej strategii politycznej. A ta, przez ostatnie dwa lata, polega wyłącznie na tym, żeby bić w PiS, jak tylko się da. Swój przekaz zredukowała do wielkich manifestacji nienawiści do partii Kaczyńskiego. Dwa tygodnie przed wyborami ogłosiła możliwość cudu. Ta strategia, która brzmi absolutnie niedorzecznie, kiedy się ją przedstawia, okazała się skuteczna! Wystarczyła do wygrania wyborów. Jednak minęło już trochę czasu, a partia Tuska ciągle jeszcze tkwi w tym schemacie bicia w PiS. I to, mimo dość zdecydowanego wygrania wyborów, politycznie mocnej pozycji i bardzo dużego poparcia społecznego! Jej priorytetem wydaje się raczej zniszczenie PiS niż naprawa państwa.

Nie wiem, czy to, co obecnie się dzieje, zmierza w kierunku III czy IV RP. Widzę natomiast w działaniach rządu eksplozję politycznej małostkowości. Czyni ona coraz bardziej prawdopodobnymi obawy, że pod nowymi rządami cofniemy się do okresu sprzed afery Rywina.

Nie aspiruję do roli doradcy Platformy. Ale jeżeli chce się ona utrzymać przy władzy, to musi kontynuować politykę PiS. Może przy tym posługiwać się inną retoryką, może nawet przedstawiać to jako swoje odkrycie. Ale jeśli będzie kontynuować program reformy państwa, to wtedy osiągnie sukces. Jeśli nie - znacznie ułatwi PiS powrót do władzy. Niezależnie od tego, co będzie głosić, niechętna PiS, a przychylna PO, większość mediów. Przypomnę, że władzę PiS oskarżały one o psucie państwa, podważanie demokracji, prowincjonalizm. Dowodziły, że trzeba się jej wstydzić przed światem, że to obciach. Zresztą dokładnie to samo media pisały i piszą o Reaganie, Thatcher czy Bushu.

Można się zastanawiać, czy określenie IV RP nie jest już politycznie zużyte, czy nie zmienić trochę języka. Ja tego nie wiem. Wiem natomiast, że jeśli PiS wróci do władzy, z pewnością będzie trwało przy tym, co się pod pojęciem IV RP kryje.

Ryszard Legutko, filozof, publicysta, sekretarz stanu w Kancelarii Lecha Kaczyńskiego