: Nie chcę mówić za Olejniczaka. Według mnie, dzisiaj powinniśmy się zajmować nie łączeniem, a programem. Nasz program wyborczy, choć konkretny, nie poruszał
wszystkich ważnych kwestii.
Najpierw musimy podjąć decyzję, czy się na to w ogóle decydujemy. O strategii zdecydują zarządy partii tworzących LiD.
Moim zdaniem w pierwszym kwartale tego roku powinniśmy zdecydować, w jaki sposób chcemy budować strategię LiD i odbudowywać pozycję lewicy. Na to składają się debata o programie i dyskusja
o ewentualnym zjednoczeniu. Ta druga powinna nastąpić później. Minie kilka miesięcy, zanim uda się wspólny program ustalić.
Nawet jeżeli do takiego zjednoczenia dojdzie, to raczej nie w tym roku.
W wyborach do Parlamentu Europejskiego przynajmniej lewicowa część LiD mogłaby wystąpić jako jedna partia. Ale nie musi tak być.
Nie sądzę. Wspólny program jest LiD-owi, a SLD jest głównym udziałowcem LiD, więc na zdrowy rozum nie powinien odmawiać współpracy.
Napieralski nie jest czarnym ludem i też rozumie wyzwania, jakie stoją przed lewicą.
To są wewnętrzne sprawy SLD. SDPL będzie współpracowaĆ z każdym, kto wykaże chęć współpracy.
Pani chce, żebym ingerował w wewnętrzne sprawy SLD. A ja ingerował nie będę. SDPL współpracuje z obecnymi liderami PD, SLD i UP i będzie współpracować z nowymi. Nasz cel to wydźwignęcie
z kryzysu lewicy.
Błędy przeciwników trzeba wykorzystywać - a władza już robi błędy i będzie je robić. Ale oprócz krytyki musimy też przedstawić alternatywę.
Dziś w Polsce o świeckie państwo upomina się tylko LiD - i będziemy to robić nadal. Donald Tusk - wbrew obietnicom - ustępuje biskupom. Oczywiście można dyskutować o ostrości języka, ja
wolę język mniej agresywny. Chodzi jednak o to, abyśmy nie stali się ugrupowaniem jednego tematu, bo wtedy będziemy redukować poparcie do kilku procent elektoratu.
Po pierwsze, prawa pracownicze. Po drugie, dostępna dla każdego edukacja na wysokim poziomie, jako główne narzędzie wyrównywania szans. Z tym wiąże się gospodarka oparta na wiedzy, czyli jak
największe zastosowanie nowoczesnych technologii. Po trzecie - świeckie państwo, niedyskryminacja, wolność słowa. Następna kwestia to równy status kobiet i mężczyzn. A także
przejrzystość życia publicznego jako podstawowe narzędzie walki z patologiami. Do tego postulat, by Unia stała się czymś na kształt Stanów Zjednoczonych Europy.
To pytanie retoryczne. Lewica z definicji walczy m.in. o równe szanse dla tych, którzy ich nie mają, czyli uboższych, dyskryminownych itd. To ramy, w których się poruszamy.
Myślę, że tak, ale niestety nie zawsze konsekwentnie. Dbając o tych, którzy mają mniejsze szanse, powinniśmy jednak także ułatwiać życie przedsiębiorcom.
Nie mamy nic przeciwko temu, pod warunkiem, że nie uderza to w edukację, służbę zdrowia, pomoc społeczną, policję, armię itd.
Nie widzę takiej potrzeby.
Nie.
Dla niektórych polityków jedynym motorem działania jest ich własny, na ogół dość niski, interes. Nie dopuszczają, że komuś może chodzić o coś więcej. Mnie zawsze chodziło o coś
ważniejszego. Nie słyszałem większej bredni niż to, że stworzyłem SDPL, bo chciałem zostać prezydentem. To mi tylko utrudniło sytuację! Lepiej było startować z funkcji marszałka w
ramach SLD.
To nieprawdziwa teza Leszka Millera. Były prezydent absolutnie nie brał udziału w tworzeniu SDPL - nawet był lekko zaskoczony.
Oczekiwałem, bo uważałem, że mamy rację, i że to wychodzi naprzeciw jego postulatom. Okazało się, że nie i o to mieliśmy żal.
Relacje w klubie są dobre. Tego rodzaju opinie podsycają ci polityczni gracze SLD, którzy do dziś nie zrozumieli, czym spowodowana była klęska lewicy. Oczywiście w terenie jest jeszcze trochę
wzajemnych niechęci. Przezwyciężyć je można tylko wspólną pracą np. nad programem.
Nie widzę.
Takich spotkań ani rozmów nie było.
Musimy się z nią zapoznać. Chcemy odpartyjnić KRRiT oraz zarząd i radę nadzorczą TVP. Chcemy zapewnić właściwe finansowanie TVP i publicznego radia. Pytanie, czy zostałby abonament.
Widzimy tutaj udział dotacji budżetowej naliczanej według pewnego algorytmu, by rząd nie mógł szantażować telewizji. To powinno prowadzić do prawie całkowitej likwidacji reklam. Nie
zupełnej, bo reklama nie szkodzi np. w przerwie meczu. Chodzi o to, aby telewizja publiczna przestała być więźniem wpływów z reklam, które sprawiają, że wiele cennych programów, które nie
mają takiej publiczności, jak "Taniec z gwiazdami", w ogóle wypada z programu. To nie może być zatem tylko ustawa dotycząca KRRiT i zmiany zarządu.
Tak. Oczekujemy od PO i PSL całościowego ujęcia tych spraw, porozumienia z nami w tej kwestii. Wtedy moglibyśmy mówić o wspólnym przeprowadzeniu tego pakietu wraz z ewentualnym odrzuceniem
weta. Ale nie wyrywkowo, że teraz zmienimy władze TVP, bez gwarancji, co będzie dalej. A potem, gdy przyjdzie do zreformowania systemu finansowania radia i telewizji oraz określenia zasad tzw.
misji mediów publicznych, okaże się, że porozumienia z nami nie ma. Na to się nie zgodzimy.
p
Marek Borowski (62 l.), szef SDPL, jeden z liderów LiD