Dziennik Gazeta Prawana logo

Tyma: Kwestia Wołynia była i jest umiejętnie rozgrywana [#Rigamonti Razy2]

18 września 2020, 08:30
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Piotr Tyma Fot. Maksymilian Rigamonti
<p>Piotr Tyma Fot. Maksymilian Rigamonti</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Co innego, kiedy o Wołyniu mówią ofiary lub ich potomkowie, a co innego, jak traktują to zagadnienie różne środowiska, często uwikłane politycznie. Ta kwestia była i jest umiejętnie rozgrywana - mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti, Piotr Tyma prezes Związku Ukraińców w Polsce, historyk, publicysta. Członek Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych.

Magdalena Rigamonti: Nienawiść?

Piotr Tyma: Jest.

Między narodami?

Między przedstawicielami narodów.

Między Ukraińcami i Polakami.

Tak.

Pan jest Ukraińcem.

Od urodzenia polskim obywatelem z ukraińskimi korzeniami. I tropię, monitoruję mowę nienawiści, nawoływanie do nienawiści.

Ale w jedną stronę.

Zarówno Polaków w stosunku do mniejszości ukraińskiej w Polsce, jak i migrantów z Ukrainy wobec Polaków. Związek Ukraińców w Polsce, którego jestem prezesem, od 2016 r. monitoruje internet pod kątem mowy nienawiści i zgłasza zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Z badań dr. Marka Troszyńskiego z Collegium Civitas wynika, że 50 proc. negatywnych wpisów jest związanych z historią.

Rzeź wołyńska?

Nie tylko, pojawiają się nowe wątki. Nawet koncepcja ludobójczego narodu ukraińskiego. Na przykład publikowane są artykuły i wpisy o tym, że w trakcie wojny polsko-ukraińskiej w 1918 r. w Galicji miało miejsce ukraińskie ludobójstwo. Przywoływana jest też rzeź humańska 1768 r. Innymi słowy, Ukraińcy to zło wcielone. I my te nienawistne wpisy monitorujemy i zgłaszamy.

Sprawami ukraińskimi zajmuje się jeden konkretny prokurator.

W całej Polsce wyznaczono ok. 100 prokuratorów, którzy oprócz standardowych spraw zajmują się też mową nienawiści, różnymi jej przejawami. W warszawskiej prokuraturze Praga-Północ prowadziło je dwoje prokuratorów, w tym prok. Maciej Młynarczyk. Mówię w czasie przeszłym, bo niedawno zabrano mu jedną z jego spraw. Dziś już wiemy, że od 1 września nie będzie się w ogóle zajmował mową nienawiści, znieważaniem z powodu pochodzenia narodowego.

Słychać, że był zbyt proukraiński.

A nie, że za bardzo skuteczny? Przecież on się nie specjalizuje wyłącznie w sprawach dotyczących relacji polsko-ukraińskich. Zajmuje się po prostu mową nienawiści, m.in. patostreamerami, youtuberami, którzy przekraczają wszystkie granice. Czy hasło „Śmierć Ukraińcom” to jest mowa nienawiści? Jest, prawda?

Jest, ale akurat nie ma związku z historią. A najwięcej spraw kierowanych jest przeciwko działaczom środowisk kresowych – tym, którzy zajmują się upamiętnianiem rzezi wołyńskiej.

Taka teza jest absolutnie nieuprawniona. Nawet jeżeli któryś z oskarżonych pracował na rzecz pamięci i historii Kresów, to szczytna działalność nie upoważnia go do łamania prawa, np. do publicznego znieważania ukraińskiego ambasadora w Polsce. Bo jak inaczej można ocenić taki wpis: „Poszedł won ty od nas, zakłamany ukraiński gnomie”. Albo ukraińskiego dziennikarza: „na początek 20 gum na goły tyłek tego bydlaka Isajewa. Relację z egzekucji umieścić w internecie”. W sprawach, które znam, obraźliwe wpisy dotyczyły ambasador USA pani Mosbacher czy premiera Izraela. Zdarzało się, że na określenie Ukrainy używano terminu „judeobanderownia”.

To po tym, jak ukraiński dziennikarz mieszkający w Polsce Igor Isajew krytykował „Honor” umieszczony w polskim paszporcie i honor jako cechę narodową Polaków. Mówił też o Polokauście w kontekście rzezi na Wołyniu. Znam jego wypowiedzi, relatywizuje to, co stało się tam w 1943 r.

Raz jeszcze podkreślę, nie uprawnia to nikogo do nawoływania do przemocy, do szerzenia nienawiści w stosunku do Ukraińców. Kiedy prok. Młynarczyk zajął się wpisami w internecie, prezes Fundacji „Wołyń Pamiętamy” rozkręcił akcję przeciwko niemu. Kilka znanych osobistości – m.in. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski i dr Andrzej Zapałowski – zaczęło mówić i pisać, że to prześladowanie osób, które zajmują się upamiętnianiem zbrodni wołyńskiej. Gdy pojawiła się sprawa Antoniego Dąbrowskiego (działacz kresowy ocalały z rzezi wołyńskiej; prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie szerzenia przez niego mowy nienawiści i znieważania narodu ukraińskiego – red.), do akcji przeciwko prok. Młynarczykowi włączyły się struktury narodowców. Nawet jeżeli pan Dąbrowski pochodzi z Kresów, nie uprawnia go to do łamania prawa. Na etapie złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa nikt nie wiedział, kim jest, czy ile ma lat. Po tym, gdy zrobiło się głośno, sprawdziliśmy, kiedy pan Dąbrowski się urodził i czy w jego wsi doszło do zbrodni, czy nie.

CAŁY WYWIAD DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj