Słyszę, że SMS-y cały czas przychodzą.

Reklama

Gorący okres.

Stara nokia.

Nigdy nie miałem smartfona.

Bo podsłuchy?

Nie, bo nie jestem na bieżąco z techniką.

Politycy panu gratulują, wspierają.

Nie znam żadnych polityków.

Sam stał się pan politykiem.

Jestem sędzią sądów powszechnych, a nie politykiem.

Sędzią na sztandarach.

Przez przypadek.

Czekam, aż opozycja ogłosi "Igor Tuleya, nasz kandydat na ministra sprawiedliwości".

No dobrze, to powiem jasno i chyba dość stanowczo: nawet, gdybym miał zarejestrować się jako bezrobotny i korzystać z pomocy darmowych jadłodajni, to nie będę zajmował się polityką. Nigdy! I nie, nie kierują mną ambicje zawodowe, żeby kiedyś zostać nie wiadomo kim w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Reklama

Ministrem.

Choćby i ministrem sprawiedliwości. To jest oczywiście wykluczone. Zresztą, powiedziałem to już kilka lat temu na Pol’and’Rock Festival i zdania nie zmieniam. Nie zamierzam, nie chcę zmieniać zawodu. Powtarzam: jestem sędzią.

Nieczynnym. Pozbawionym immunitetu. Nie może pan uprawiać swojego zawodu, a więc zmieniła się perspektywa.

To, co się wydarzyło, pokazuje, że rzeczywiście trudno cokolwiek planować. Jednak o własnych wyborach decyduję sam i podejmuję decyzje sam. Mam wolną wolę i wiem, że nie będę ani ministrem sprawiedliwości, ani żadnym urzędnikiem, ani nawet prezesem Trybunału Konstytucyjnego, chociaż kompetencje mam nie mniejsze niż prezes Przyłębska. Polityka mnie nie interesuje. A z polityków to znam tylko Henię Krzywonos i to z czasów, kiedy nie była w polityce, tylko pracowała u rzecznika praw dziecka, a ja byłem rzecznikiem prasowym sądu.

Pan wie, jak wygląda wymiar sprawiedliwości od środka. Pan jest praktykiem, a minister Ziobro teoretykiem.

I bardzo sprawnym, skutecznym politykiem. Mam znów powtórzyć, że moją rolą jest bycie sędzią sądu powszechnego, że nie interesuje mnie stanowisko urzędnicze? Nie wyobrażam sobie też, żebym nagle wskoczył do Sądu Apelacyjnego czy stał się sędzią Sądu Najwyższego. Jakbym miał dzisiaj siedzieć w składzie z sędzią Laskowskim czy prof. Wilińskim, to po prostu byłoby to dziwne. To są dla mnie autorytety. Nominacja prof. Wilińskiego u prezydenta Dudy leżała kilka lat, a to chyba o czymś świadczy. Póki co codziennie bywam w budynku mojego sądu.

CZYTAJ WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>