Rola zbawcy polskiej demokracji, jaką przewodniczącemu Donaldowi Tuskowi przypisują wyborcy i niemała część opozycyjnych liderów opinii, nie jest jedyną, jaką pełni dziś były premier. Bo Donald Tusk – proszę tę złośliwość wybaczyć – działa dziś również jak operator najtańszego wehikułu czasu, jaki można sobie wyobrazić.
Nie potrzeba do jego uruchomienia żadnej zaawansowanej technologii i trików rodem z filmu science fiction. Wystarczy, że ekspremier się gdzieś publicznie pojawi i już nasza debata publiczna wraca do przeszłości. Zaledwie od lipca, kiedy były przewodniczący Rady Europejskiej wrócił w pełnym wymiarze do polskiej polityki, przy co najmniej trzech różnych okazjach cofaliśmy wskazówki zegara i wertowaliśmy kalendarz wstecz.
Gdy Tusk wrócił do polityki w wakacje, zaczął swój tour de force od nazwania PiS-u złem ostatecznym – spór dwóch partii polskiego prawicowego duopolu odmalował zaś w kategoriach starcia eschatologicznej wręcz miary. – mówił. Jarosława Kaczyńskiego wzywał zaś do „wyjścia z jaskini” i „stanięcia twarzą w twarz”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zobacz
|