Dziennik Gazeta Prawana logo

Nawet najwięksi sympatycy Kremla mają problem z narracją Putina o Ukrainie

5 marca 2022, 12:40
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Władimir Putin
<p>Władimir Putin</p>/Shutterstock
Nie chodzi wyłącznie o to, że stanowisko Rosji powtarzają tylko al-Asad, Łukaszenka i Kadyrow. Nawet najwięksi sympatycy Kremla w zachodnim świecie nie są w stanie żyrować opowieści, którą zaserwował sam Putin

To prawda, że wojny XXI w. Zachód oglądał na żywo i w doskonałej rozdzielczości. Ale jest też prawdą, że najczęściej – mimo uwikłania w wiele z nich – obserwował je z wnętrza dobrze wytłumionego pomieszczenia. Bo choć były oglądane na ekranach telewizorów, komputerów i smartfonów, to jednak oddzielały nas od nich: geograficzny dystans, bariery językowe, kulturowe różnice oraz pejzaż anonimowych dla widza miast. Jak w szpiegowskim serialu „Homeland”: Kabul wygląda jak Damaszek, Bagdad jak Teheran, zaś akcenty antybohaterów – z wyjątkiem agenta Gromowa z Moskwy – brzmią tak samo. Język, którym opisywane były na Zachodzie wojny ostatnich dekad, również zrobił swoje: „interwencje”, „operacje” i „kampanie” rozgościły się na dobre w naszych słownikach.

Z atakiem Rosji na Ukrainę jest inaczej.

Lista sprzeczności

Dziś wojna jest nazywana wojną. Niektórzy podkreślają, że to kwestia zwykłego rasizmu – świat się oburza, bo giną biali ludzie w Europie. To po części prawda. A relacje niektórych korespondentów, którzy podkreślają, że Kijów jest normalnym miastem w Europie – jak gdyby miasta poza Europą nie zasługiwały na to miano i ich bombardowanie nie musiało oburzać – dokładają się do tego wrażenia. Ale to nie całość odpowiedzi. Gdyby rzeczywiście było tak, że cierpienie Europejczyków (nawet tych z postkomunistycznej Europy) budzi sumienie świata, to bylibyśmy tego świadkami już wcześniej. Choćby przy okazji rosyjskiej inwazji na wschód Ukrainy w 2014 r. lub podczas brutalnego tłumienia protestów w Białorusi przez Aleksandra Łukaszenkę latem 2020 r. To, że męki Kijowa przysłaniają dziś udręki bombardowanych w Jemenie albo aresztowanych przez talibów jest faktem. Ale zadecydowało o tym coś więcej niż poczucie kolonialnej wyższości Zachodu wobec krzywdy ludzi w „gównianych państwach” (ang. shithole countries – jak ujął to prezydent Trump).

*Autor jest publicystą, dymek.substack.com

CZYTAJ WIĘCEJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Jakub Dymek
publicysta „Przeglądu”, dymek.substack.com
Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj