Maciej Miłosz: Jarosław Kaczyński w Polskim Radiu stwierdził, że „nie mamy żadnej wątpliwości, że w Smoleńsku był zamach”. Jak pan skomentuje te słowa?

Reklama

Maciej Lasek*: Od 11 lat wiadomo, że przyczyną katastrofy były błędy polskich pilotów i rosyjskich kontrolerów. Nic się od tamtej pory nie zmieniło. Przyczyny były badane przez dwa niezależne zespoły. Jednym była komisja Jerzego Millera, drugim zespół biegłych pracujący dla Prokuratury Wojskowej. Oba doszły do zbieżnych wniosków. Polscy specjaliści z Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii oraz pirotechnicy z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznych Policji, którzy sprawdzali, czy do katastrofy nie doszło w skutek eksplozji materiałów wybuchowych, wykluczyli taki przebieg wydarzeń. Prokuratura w informacjach, które w tym tygodniu przekazała rodzinom ofiar lub ich pełnomocnikom, dystansuje się od ustaleń Antoniego Macierewicza i wprost powiedziała, by nie wiązać z tym zbyt dużych emocji. Oczywiście dopóki nie zostanie zakończone śledztwo z ostrożności procesowej nie wykluczają żadnej hipotezy, ale dzisiaj żadnych nowych, przełomowych ustaleń w śledztwie nie ma.

"Słowa Kaczyńskiego nie mają pokrycia w materiale dowodowym"

Jarosław Kaczyński powiedział też, że brzoza „nie mogła przeciąć tego skrzydła, czy go urwać”.

Reklama

Od wielu lat słowa Jarosława Kaczyńskiego o katastrofie w Smoleńsku nie mają żadnego pokrycia w materiale dowodowym. Mogę je traktować tylko jako próbę politycznego wykorzystania tej tragedii. W brzozie były elementy skrzydła. Skrzydło, którego pokrycie blachą ma 2,5 mm przegrywa z drzewem o średnicy ponad 40 cm – to jest jasne dla każdego studenta wydziału technicznego w Polsce. Z tego co pamiętam prezes PiS jest prawnikiem, nie inżynierem. Nie zajmował się nigdy badaniem wypadków lotniczych, ani mechaniką konstrukcji. Za to na miejscu zdarzenia było 18 z 34 członków komisji Millera, byli polscy prokuratorzy, byli biegli i polscy pirotechnicy, a nawet archeolodzy. Wszystkie wnioski tych zespołów są zbieżne: nie było zamachu. Antoni Macierewicz i żaden z członków jego zespołu w Smoleńsku nie byli. Jarosław Kaczyński wybrał jako autorytet zespół amatorów pod przywództwem Macierewicza. Jest to problem całej Polski, bo jest to świadome wprowadzanie w błąd opinii publicznej dla celów politycznych.

Reklama

A pamięta pan słynne słowa premier Ewy Kopacz, że w Smoleńsku na miejscu katastrofy „wszystko zostało przekopane” i to, że jednak fakty okazały się inne?

Pani premier Kopacz była w Moskwie, nie na miejscu wypadku, dlatego mogła jedynie powtórzyć to co usłyszała od osób trzecich. Ale ujmę to tak: do dzisiaj w Lesie Kabackim można znaleźć drobne szczątki Iła -62, który rozbił się tam w 1987 r. Ziemia je wciąż z siebie oddaje. Te słowa Kopacz nie mają dziś znaczenia dla wniosków o przyczynie katastrofy. Nawet prokuratura kierowana przez Zbigniewa Ziobrę akurat z tym problemu nie ma.

Antoni Macierewicz, który przygotowuje te materiały już wielokrotnie pokazał, że posługuje się dowodami, które są zmanipulowane. Kilka lat temu jego ekspert, profesor Binienda próbował udowodnić, że doszło do eksplozji pokazując zdjęcie skrzydła przerobione przez rosyjskiego blogera. Takich przypadków jest więcej i to całkowicie powinno ich wykluczyć z dyskursu publicznego. Oni są niewiarygodni.

Za to kolejnym dowodem na wiarygodność i rzetelność prac komisji Jerzego Millera jest to, że profilaktyka wówczas zalecona do dziś obowiązuje.

Jaka profilaktyka?

Dotycząca bezpieczeństwa lotów i organizacji lotów z najważniejszymi osobami w państwie. To były 44 zalecenia skierowane od premiera przez szefów określonych służb w wojsku po pilotów. Ostatnio z dumą patrzyłem na to jak wojskowi piloci w 1 Bazie Lotnictwa Transportowego bardzo dobrze zareagowali na awarię podczas lotu z prezydentem Andrzejem Dudą. Wszystkie działania załogi były zgodne z procedurami. To jest m.in. efekt wprowadzenia procedur po naszym badaniu.

"Napaść Putina na Ukrainę ośmieliła Kaczyńskiego"

W poniedziałek w siedzibie Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych Ministerstwa Obrony Narodowej ma się odbyć prezentacja raportu podkomisji ds. ponownego zbadania wypadku w Smoleńsku. Jarosław Kaczyński mówi, że to ponad 10 tys. stron. Czego się pan spodziewa po tym dokumencie?

Raport komisji Millera ze wszystkimi załącznikami miał ponad 2,5 tys. stron. Sam raport przedstawiający przyczyny wypadku miał 228 stron. Liczy się nie obszerność, a rzetelność. Myślę, że w tym raporcie znajdą się treści, które Antoni Macierewicz pokazywał już w tzw. filmowej wersji raportu, pod którymi później nie chcieli się podpisać nawet niektórzy członkowie komisji. Z nimi Macierewicz się pożegnał, w komisji są już tylko ci, którzy są wobec niego bezwzględnie lojalni. Ten film to pomieszanie faktów z hipotezami, tam są np. wyniki symulacji przeprowadzonej na niepełnych danych – np. symulacja niszczenia samolotu, ale bez uwzględnienia rzeźby terenu i przeszkód z którymi zderzał się samolot.

Macierewicz twierdzi, że w lewym skrzydle samolotu, jeszcze podczas remontu w Samarze, prawie rok wcześniej był zamontowany pasek z materiałów wybuchowych. I potem przez kolejnych kilka miesięcy ten samolot latał i nikt na licznych lotniskach i podczas kontroli pirotechnicznych przed lotami z prezydentem tego nie wykrył. To przecież absurd, to wbrew wszelkiej logice. Macierewicz pewnie powtórzy coś takiego jak rok temu: „jestem bezwzględnie przekonany, że to był zamach, ale wykrycie sprawców to zadanie dla prokuratury”. Ale przez ten rok prokuratura nic z tym nie zrobiła.

Dopiero napaść Putina na Ukrainę ośmieliła Jarosława Kaczyńskiego, by wrócić do tematu smoleńskiego. W atmosferze słusznego gniewu wobec Rosji pojawia się prosta teza: jeśli Putin jest zdolny do takich okrucieństw na Ukrainie to był też zdolny do zamachu na polskiego prezydenta. Ja nie będę oceniał do czego jest zdolny Putin, bo to jest zbrodniarz wojenny. Ale fakty o katastrofie w Smoleńsku nie potwierdzają tezy o zamachu. Przyczyną wypadku było zejście poniżej minimalnej wysokości dopuszczanej w tamtych warunkach atmosferycznych. Widoczność była pięć razy mniejsza niż ta dopuszczalna do lądowania. 12 minut przed wypadkiem kontroler lotu powiedział, że warunków do przyjęcia nie ma. A polski dowódca powiedział: jeżeli to możliwe, to spróbujemy podejść.

Nie ma sensu debata o ustaleniach Antoniego Macierewicza. Jego współpracownicy, mimo że pracują na materiałach komisji Millera i prokuratury, wyciągają zupełnie inne wnioski. Ich celem była prezentacja z góry założonej tezy. Fakty ani logika się nie liczą.

*Dr inż. Maciej Lasek, poseł KO, zastępca przewodniczącego tzw. komisji Millera, która badała przyczyny katastrofy lotniczej w Smoleńsku