Liczby nie kłamią, a metoda rozbijanego termometru nie znajdzie zastosowania w tematyce migracyjnej. Jeszcze w 2015 r., a więc gdy władza przeszła z rąk PO-PSL do PiS, w Polsce było 158 tys. cudzoziemców mających ważne zezwolenia na pobyt. W tym roku to już 761 tys. A to nie są pełne liczby, bo prof. Maciej Duszczyk szacuje, że łącznie jest ich w Polsce 3 mln, czyli 8 proc. populacji - piszą w DGP Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki.
Polska okazała się powojennym rekordzistą w przechodzeniu z kraju emigracyjnego w imigracyjny – i to, kto akurat rządzi, miało wtórne znacznie. O takich przemianach zdecydowały trzy czynniki: rynek pracy, demografia, a ostatnio wojna. Oprócz niej napływ cudzoziemców związany był ze spadającym bezrobociem i rosnącą liczbą ofert pracy. Tak będzie nadal.
"Coś w rodzaju polityki migracyjnej bez polityki migracyjnej"
Niestety paradoksem wzmożonej dyskusji kampanijnej o polityce migracyjnej Polski (lub jej faktycznym braku) jest to, że właśnie przez to jeszcze przez długi czas nie wypracujemy kompleksowych, systemowych rozwiązań w tym obszarze. Jest to coś w rodzaju polityki migracyjnej bez polityki migracyjnej. Dziś tematem rządzą emocje i cyniczna kalkulacja polityczna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Powiązane
Zobacz
|